Sklep mięsny, kartofliska piątej ligi, a dziś reprezentacja Francji. Jonathan Clauss spełnia marzenia

Zobacz również:Bolesne nauki polskich bramkarzy w Ligue 1. Pomyłki Bułki i Majeckiego
Jonathan Clauss - Lens
Fot. Sylvain Lefevre/Getty Images

Historię Jonathana Claussa można oprawić w ramkę i zerkać za każdym razem, gdy wydaje się, że w piłce nie ma miejsca dla pariasów. Pomocnik Lens właśnie dostał powołanie do reprezentacji Francji, chociaż jeszcze jako 24-latek kopał w amatorskich klubach. W tamtym momencie nic nie zapowiadało, że pracownik sklepu mięsnego nagle obudzi się w zespole mistrzów świata.

Sygnał musiał dostać dzień wcześniej. Inaczej kamery RC Lens nie zebrałyby się przed telewizorem, gdzie cały zespół oglądał powołania Didiera Deschampsa. Selekcjoner od jesieni regularnie nagabywany był o Claussa, ale już po chwili wracała dyskusja o tym, że kadrowiczów szuka w Lidze Mistrzów, a nie w ciemnych zaułkach północy Francji. Ostatni kadrowicz trafił się tu w 2006 roku i był nim Alou Diarra. Obecny asystent trenera Lens w czwartek wyściskał Claussa, gdy okazało się, że ten za chwilę też założy koszulkę z kogutem w herbie.

KONDYCYJNY POTWÓR

We Francji ten filmik jest już viralem. Pokazuje nie tylko świetną atmosferę zespołu, ale też wzruszenie piłkarza, który w drodze za marzeniami od lat przebija mury. Clauss nie jest graczem, którego osoby spoza francuskiej „bańki” mają prawo kojarzyć. Nie gra w PSG, Marsylii i innych klubach Ligue 1, na których choć trochę skupia się uwaga. Lens często narzeka, że główne media we Francji nie traktują ich poważnie, chociaż to też się zmienia, bo od dwóch sezonów trudno nie ekscytować się efektami pracy Francka Haise’a. Zespół Przemka Frankowskiego potrafił w grudniu pójść na wymianę ciosów z PSG, podbił choćby Stade Velodrome i ciągle walczy o europejskie puchary. Robi to mając 16. budżet w Ligue 1.

Clauss obok Seko Fofany jest najważniejszym piłkarzem tej ekipy. Jako prawy wahadłowy strzelił cztery gole i zaliczył dziewięć asyst. Jean-Louis Leca, bramkarz Lens, nazywa go kondycyjnym potworem, bo faktycznie nie ma w lidze drugiego gracza, który przez 90 minut niezmordowanie sunąłby od obrony do ataku. Jest trzeci pod względem kluczowych podań i drugi, gdy zajrzymy w statystykę dośrodkowań.

Już pod koniec października ktoś z trybun Stade-Felix Bollaert rzucił mu koszulkę reprezentacji Francji z gotowym napisem Clauss. Dopiero niedawno w rozmowie z „La Voix du Nord” przyznał, że płakał w tamtych tygodniach. Pierwszy raz w karierze poczuł ogromną presję narzucaną z zewnątrz. Deschamps mówił: „Spokojnie, obserwuję go”. Eksperci długo byli zdania, że nic z tym nie zrobi, bo przecież PESEL i klub nie ten.

SEN O BIAŁORUSI

Rzeczywiście kadra Francji jest specyficzna. Wybór jest tak ogromny, że selekcjoner siłą rzeczy koncentruje się na wielkich klubach i zagranicy. Jeśli ktoś złamie schemat, to zwykle ma 22 lata jak Aurelien Tchouaméni z Monaco. Clauss nie pasuje do tej grupy, a mimo to dopiął swego. Trudno byłoby zresztą wytłumaczyć pominięcie 29-latka i powołanie w jego miejsce Leo Debois z Lyonu, bo ten cały sezon gra fatalnie.

Deschamps naprawdę musiałby być ślepy, żeby nie zauważyć jak w ciągu pół roku Lens uszyło mu piłkarza na miarę gwiazdy ligi. Francuzi zmienili niedawno system na 3-4-3, potrzebują wahadłowych, a Clauss wydaje się do tej roli stworzony. Mecze towarzyskie z Wybrzeżem Kości Słoniowej i RPA mogą otworzyć mu drzwi do Kataru i globalnego rozgłosu.

Wszyscy kochamy takie historie. Clauss dwa lata temu trafił do Lens za darmo z Arminii Bielefeld. Był zagadką, bo przecież miał 27 lat i długą historia odbijania się od ścian w małych francuskich klubach. Z Quevilly Rouen grał w trzeciej lidze, a w US Avranches jako amator. Jako dzieciak nie przebił się w akademii Strasbourga, chwilę potem piłkę łączył z pracą w sortowni listów i sklepie mięsnym. To była klasyczna historia, która nie miała prawa się udać, a jednak się udała. Kilka razy Claussowi pomogło szczęście, jak choćby wtedy, gdy trzy lata temu chciał przyjąć ofertę Dynama Brześć, ale zawirowania w Białorusi wstrzymały transfer. Dzisiaj trudno wyobrazić sobie, że taki scenariusz w ogóle wchodził w grę.

GADAJ O JONATHANIE!

Spełnione marzenia Claussa to nagroda za tę wyboistą drogę. Docenienie też niesamowitego uporu, bo na początku nowego roku Lens lekko wyhamowało, a mimo to jeden gracz ani myślał spuścić z tonu. Doszło do tego, że gdy Seko Fofana po jednym z meczów udzielał wywiadu, przechodzący obok Jonathan Gradit krzyczał do mikrofonu: „Słucha cię Didier Deschamps, mów o Jonathanie!”. Fofana rzeczywiście rozpoczął małą agitację, a po niedawnym meczu z Lyonem (1:1), gdzie Clauss strzelił gola, powiedział mu wprost: „Założę się, że tym razem dostaniesz powołanie”.

Pewni byli też kibice. Kilku z nich pojawiło się w czwartek w La Gaillette z flagami reprezentacji Francji. Alou Diarra mówił, że gdy w 2006 roku dostawał powołanie do kadry, miał 23 lata i siedział samotnie w mieszkaniu. Nie był to tak ekspresyjny moment jak w przypadku Claussa, ale to dobrze, bo na wszystko sobie zasłużył.

29-latek obecnie negocjuje nową umowę z Lens do 2025 roku. Trudno wyobrazić sobie, że latem mógłby opuścić północ Francji, z drugiej strony wie, że to jego czas i jeśli jakiś pociąg podjedzie, trzeba będzie wsiadać.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Żebrak pięknej gry, pożeracz treści, uwielbiający zaglądać tam, gdzie inni nie potrafią, albo im się nie chce. Futbol polski, angielski, francuski. Piszę, bo lubię. Autor reportaży w Canal+.
Komentarze 0