Pięć lat temu, z braku trapowych imprez trzech ziomków z Wrocławia, postanowiło zorganizować własną. Na pierwszą – przygotowaną w zaledwie dwa tygodnie i bez wielkiego nazwiska w line-upie – przyszło ponad 700 osób. Od tamtego momentu ekipa SO HARD przejęła resztę polskich miast i stała się marką rozpoznawalną nie tylko wśród lokalnych zajawkowiczów. Teraz organizuje trasę z dużymi nazwiskami europejskiej sceny. Tego movementu nie zatrzymacie.
Z Kubą Łabatczukiem, Igorem Matkowskim i Tomkiem Tereszkiewiczem rozmawiamy dzień (29 września) przed startem Eurotrap Tour – imprezowej trasy, która odwiedzi kolejno Wrocław, Warszawę, Katowice, Poznań, Łódź, Sopot, Kraków i Lublin, a oprócz dobrze znanych ksyw wśród trapowych DJ-ów z Polski, pojawią się na niej wyselekcjonowani zagraniczni goście specjalni. Ale od początku.
Skąd pomysł na organizowanie trapowych imprez?
Kuba: Pod koniec 2017 roku zrobiliśmy naszą pierwszą imprezę. Na początku wynikało to głównie z naszej wielkiej zajawki na rap/trap i po prostu braku możliwości bawienia się w klubach przy takiej muzyce, bo jeszcze wtedy – prawie pięć lat temu – nie było to tak oczywiste jak dzisiaj. Uznaliśmy z Tomkiem i Igorem, że fajnie byłoby zrobić coś takiego samemu. Los chciał, że kilka miesięcy miesięcy wcześniej poznałem się z Neen Nah. Odezwałem się do niej, zabookowaliśmy ją i dwóch lokalnych DJ-ów z Wrocławia, skrzyknęliśmy wszystkich znajomych, skupiliśmy się na promocji i zrobiliśmy event, który już wtedy spotkał się z bardzo pozytywnym odbiorem. Okazał sporym sukcesem i na kanwie tego podjęliśmy decyzję o dalszych działaniach. Jeszcze wtedy nie myśleliśmy o tym, jako o cyklu imprez, a w przyszłości takiego movementu, jak dziś.

Wtedy – w 2017 czy 18 rynek wyglądał zupełnie inaczej. A dziś macie konkurencję?
Tomek: Nie oglądamy się na innych, focusujemy się na swoich działaniach i rozwoju marki. Przez pryzmat czasu, widać natomiast, że zainspirowaliśmy sporo osób do próby tworzenia podobnych projektów. Ktoś mądry powiedział kiedyś, że kopiowanie jest najwyższą formą uznania, więc traktujemy to raczej jako komplement.
Igor: My się tym też nie przejmujemy, bo nasi świadomi odbiorcy widzą różnicę gołym okiem.
Ale wy się nie zatrzymujecie i ruszacie z kolejnym projektem. Czym Eurotrap Tour będzie się różnić od waszych poprzednich imprez?
Tomek: Dla nas ten projekt jest absolutnie wyjątkowy, bo razem z zajawką na amerykańską muzykę rosła ta na europejskie brzmienia. Zaczęło się od włoskich wykonawców. Wydaje mi się, że w naszej historii ten koncept jest jednym z ważniejszych wydarzeń, bo to jest dokładnie to, czym się jaramy. I chcemy zarazić nią naszych odbiorców, którzy są bardzo świadomi, ale też tych, którzy często jarają się głównie amerykańskimi muzykami, których w Polsce jest zdecydowanie więcej niż tych, którzy jarają się muzyką europejską.
Kuba: A także tych, którzy słuchają głównie polskiego rapu, żeby pokazać im też zagraniczną scenę europejską, bo w naszym przekonaniu jest tam wielu świetnych artystów. Ta scena coraz mocniej się rozwija, czego dowodem jest sukces takich postaci jak np. Central Cee, który kręci cyfry porównywalne – albo czasami nawet większe – od amerykańskich artystów. Eurotrap Tour ma być trapową podróżą po Starym Kontynencie. Zaprosiliśmy na tę trasę headlinerów z czterecg scen europejskich, które uważamy za najmocniejsze, czyli: Niemcy, UK, Francja i Włochy. Na każdym z weekendów touru będzie występował artysta z innego europejskiego kraju.

Jak udało wam się ściągnąć tak duże nazwiska?
Tomek: Różnymi drogami. Ayo jest wspólnikiem kolegi, z którym poznała nas Young Leosia i współzałożycielem znanego w Niemczech kolektywu Trap or Die. Kiedyś grał na naszej imprezie we Wrocławiu i zaprezentował się z takiej strony, że wiedzieliśmy, że musimy go zaprosić. Jeśli chodzi o Niro Tha DJ z UK, czyli tour DJ-a D-Block Europe, skontaktował nas z jego managerem znajomy producent 2K. Niro występował na topowych festiwalach jak np. Splash, Wireless czy Rolling Loud. DJa Endrixxa z Francji, zarekomendowali nam nasi ziomale z Hypetalk. To bardzo ciekawa postać, która miała okazję grać w wielu krajach Europy czy Azji, dzieląc scenę z takimi postaciami jak Travis Scott czy Young Thug. A jeśli chodzi o AVA – tu działaliśmy stricte agencyjnie i odzywaliśmy się bezpośrednio do managementu. Dodatkowo wspomógł nas tutaj Deemz, który zna się z AVA. Mieliśmy kilku wybranych artystów, a ostatecznie wyszło chyba możliwie najlepiej, bo AVA jest producentem i ziomalem Capo Plazy, od którego tak naprawdę zaczęła się nasza europejska zajawka – cztery czy pięć lat temu, wraz z wydaniem numeru Giovane Fuoriclasse, wyprodukowanego właśnie przez AVA. Od niego się wszystko zaczęło, dlatego dla nas to jest totalnie back to the roots i mega się jaramy, że możemy coś takiego zrobić, bo jest to kawałek naszej historii. Teraz możemy tego artystę zaprosić do nas, co pokazuje też, jaką drogę udało nam się przejść. Od imprezy – w cudzysłowie oczywiście – w piwnicy we Wrocławiu tylko dla ziomali po bookingi artysty, którymi od lat się jaramy.
Kuba: Scena włoska, jak i ogólnie kraj, jakim są Włochy, często jest naszą inspiracją. Zarówno prywatną, jak i w SO HARD. Poprzednia trasa nazywała się Immortale Tour, co też jest zapożyczeniem z włoskiego. Ale podsumowując: AVA to naprawdę ciekawy artysta i zdecydowana topka w swoim kraju – współpracował ze wszystkimi największymi raperami, którzy odnoszą teraz sukcesy na tej scenie. Oprócz Capo Plazy, tworzy bity dla takich graczy jak Rondodasosa, Ghali, Lazza czy Sfera Ebbasta, znany polskim słuchaczom z featu z Quebonafide.
Czy to oznacza, że swój brand i zbudowaną wokół niego społeczność chcecie rozszerzyć poza granicę Polski czy na odwrót – ściągać ich jak najwięcej do nas?
Tomek: Mamy plany, żeby wyjść z naszym projektem poza granicę Polski i tak naprawdę to jest nasze największe marzenie, ale też chcemy sprowadzać zagranicznych artystów do Polski. Oczywiście w proporcjach, które nie zaburzą współpracy z naszymi polskimi artystami, na których nigdy się nie zawiedliśmy i których też bardzo doceniamy.
Kuba: Na pewno plany globalizacji naszej marki istnieją, ale nie chcemy w tej rozmowie aż tak wybiegać w przyszłość. Misją SO HARD, prócz dostarczania rozrywki, jest kształtowanie gustu muzycznego odbiorców w Polsce. Wiemy, że istnieje całkiem spore grono zajawkowiczów, którzy mają realną zajawkę na trap – czy to z Ameryki, czy z Europy, ale nie oszukujmy się: jesteśmy w Polsce i najbardziej popularna jest tutaj polska muzyka. Wyjątkowością naszych imprez jest to, że każdy artysta, który na nich występuje ma jasno sprecyzowany brief, który różni się od tego, co można zazwyczaj spotkać w klubach w Polsce. Mocno stawiamy na selekcję muzyki, żeby była zgodna z tym, jaką mamy na to wizję. Nie zawsze spotyka się ona z tym, co przeciętny odbiorca chciałby usłyszeć na imprezie, natomiast jest to dla niego doskonała szansa na rozwinięcie horyzontów i usłyszenie innych artystów.
Igor: Prawda jest taka, że w Polsce największy turn-up publiki jest do polskich numerów. Jak zaczynaliśmy naszą przygodę z SO HARD, to też odczuwaliśmy, że ludzie najlepiej bawili się przy polskich kawałkach, ale z czasem na naszych imprezach wyrobili sobie taki gust muzyczny, że największe turn-upy mogą być właśnie do zagranicznych bangerów – z Europy czy Ameryki.

Szukacie w ogóle nowych osób do współpracy z Polski? Ten trapowy rynek wydaje się dosyć zamknięty.
Tomek: Cały czas szukamy nowych twarzy i bacznie obserwujemy, czy pojawia się ktoś ciekawy. Często organizujemy konkursy dla początkujących czy jeszcze mało rozpoznawalnych DJ-ów, którzy wysyłają nam swoje sety i na tej podstawie zapraszamy ich do współpracy przy naszych imprezach. Ale też uważamy, że nie jest łatwo zaistnieć na tej scenie. Muzyka to jedno, ale zdecydowanie trzeba mieć to coś, co odróżnia cię od innych, a o ten pierwiastek jest najtrudniej.
Kuba: Trzymamy rękę na pulsie i nigdy nie będzie tak, że pula DJ-ów, z którymi współpracujemy się zamknie, ponieważ stale pojawiają się nowe, warte uwagi osoby. Dużo artystów spośród trapowych bookingów, zaczynało właśnie swoją przygodę na SO HARD.
Przy okazji Immortale Tour zrobiliście też merch z koszulkami. Czy planujecie rozszerzyć działalność też w tę modową stronę, czy po prostu wynikało to z potrzeby jakiejś spójności wizualnej?
Tomek: Spójność wizualna to jedno, ale na pewno chcemy rozwijać się także pod kątem merchu. Przy okazji Eurotrap Tour nawiązaliśmy współpracę z jedną z najbardziej popularnych polskich marek streetwearowych i będziemy tworzyli razem ubrania związane właśnie z tą trasą.
Kuba: Merch związany z Immortale był przedłużeniem całego key visuala i linii komunikacyjnej. Ale powstał on też dlatego, aby zaspokoić potrzebę naszych odbiorców, by móc chodzić w naszych ubraniach na nasze imprezy. Nie ukrywam, że dla nas jest to nobilitacja i dowód na istnienie silnego community wokół SO HARD. Jesteśmy przekonani, że przy kolejnym merchu tych ludzi będzie jeszcze więcej. Współpraca, o której wspomniał Tomek i ubrania, które dzięki niej powstaną to kolejny level w naszej działalności. Czekajcie na to!
Rozmawiamy dzień przed rozpoczęciem trasy, ale wybiegając w przeszłość: co planujecie w następnej kolejności?
Tomek: Jesteśmy z tych, którzy wolą robić niż opowiadać o tym, co zrobią, ale na przełomie listopada i grudnia będziemy obchodzić nasze 5. urodziny i na pewno na tę okazję przygotujemy coś, co zaciekawi scenę rozrywkową w Polsce i naszą społeczność. Więcej nie zdradzamy.
Kuba: Jest na co czekać, spodziewajcie się niespodziewanego i obserwujcie nasze ruchy na Instagramie.

Komentarze 0