Za starzy na Supreme? Zapytaliśmy trzech sneakerheadów o to, czy z tego brandu się wyrasta

Zobacz również:5 najdziwniejszych gadżetów z nowej kolekcji Supreme jesień/zima 2020
supreme.jpg
fot. Lookbook Supreme x Louis Vuitton

Gdzie podziali się wszyscy, którzy oklejali telefony wlepami Supreme i opuszczali spodnie tak, żeby każdy zauważył czerwony pasek na bokserkach?

Jakiś czas temu zastanawialiśmy się, czy w związku z zakupem marki przez VF Corporation w niedalekiej przyszłości będziemy mogli nabyć ciuchy Supreme w Polsce. Ale nawet gdyby spełnił się mokry sen sneakerheadów, a produkty streetwearowego brandu były u nas dostępne, to czy głównymi konsumentami Supreme nie są małolaci, utrzymujący się na pędzącym hype wagonie albo młodzi biznesmeni, którzy chcą szybko zarobić? A mówiąc wprost: czy jest taki moment, w którym ubrania z czerwonym logo chowamy głęboko w szafie? Zapytaliśmy o to trzech sneakerheadów: Instabaksa, Mr. Osoma i Pawła Graila.

Paweł Grail: Nie wydaje mi się, żeby wiek w jakikolwiek sposób warunkował stosunek do tej konkretnej marki. Zwróćmy uwagę na to, że Supreme od zawsze było nastawione na odrobinę starszego i bardziej świadomego odbiorcę. Mogą o tym świadczyć kolaboracje, jakich marka podejmowała się z artystami. Mowa o wybitnych twórcach z różnych obszarów, jak na przykład Damien Hirst, HR Giger, Takashi Murakami, Morrissey, Araki, Daniel Johnston czy Andres Serrano. Mamy tutaj do czynienia z prawdziwą sztuką, znaną z największych światowych galerii. To nie są współprace mające generować hype wśród 15-latków i wydaje mi się, że dla samej marki eksplozja popularności wśród młodszych odbiorców również mogła być zaskoczeniem. Supreme wiedzie prym w streetwearze od wielu lat - być może decyzje o rozłące z brandem podejmują osoby, którym zwyczajnie się to znudziło. Ale wątpię, żeby to wiek miał na to wpływ.

Nieco odmienne zdanie na ten temat ma Kamil Tomaszewski - Instabaks:

Ja chyba jestem najlepszym przykładem, że wyrasta się z tej marki. Kiedyś w szafie miałem sporo rzeczy od Supreme, a dziś omijam ją i nowe dropy nie wzbudzają już mojego zainteresowania. No, może oprócz akcesoriów, bo tego, że robią wokół nich fajną otoczkę odmówić im nie można. Ale wciąż traktuję je bardziej jako ciekawostkę niż coś, co muszę kupić i jest mi niezbędne do życia. Niestety, ubrania regularnej kolekcji spadły na jakości, a dla mnie, starszego odbiorcy, to podstawa. Zależy mi na tym, by produkt posłużył mi przez lata, a tutaj niestety tego nie otrzymuję. Wydaje mi się też, że powoli mijają czasy świecenia dużym logo i zmierzamy w kierunku grania teksturą, fasonem, a przede wszystkim użytkowością danego itemu.

Nie kwestionujemy tutaj oczywiście samej pozycji marki, bo Supreme rzeczywiście utrzymuje się na szczycie. Bierzemy jednak pod uwagę zauważalną zmianę w grupie konsumentów. Wracamy myślami do czasów, kiedy skejci wjeżdżali do sklepu stacjonarnego i przywłaszczali sobie jego przestrzeń, a w kolejce oczekujących na drop znajdowały się zarówno wytrwałe dzieciaki, jak i ich rodzice, którzy zajarali się dropem z Milesem Davisem czy The Clash. Niesłabnący hype i rozmaite odniesienia do popkultury miały być głównymi składowymi trwałego połączenia pokoleń i podtrzymywania silnej społeczności.

Mr. Osom: Myślę, że wiek bardzo zmienia perspektywę na Supreme jako brand. Ci, którzy poznali je trochę wcześniej, mogą nadal pamiętać, że Supreme było lokalnym skateshopem, który zasłynął z ikonicznej już czerwonej wlepki - stąd patrzą ze stałym sentymentem. Ci zaś, którzy odkryli markę w ostatnich latach - pewnie bardziej kojarzą money gun, kajak i wszystkie współprace z markami, stąd ciężko się dziwić, że ich optyka jest inna i ich zajawka płynie z innego miejsca. Natomiast dla mnie Supreme to od zawsze czapki 5-panelówki z klasycznym logo. I o ile kupowałem też inne produkty, o tyle teraz przy okazji każdego dropu sprawdzam, czy nie chcę kolejnej czapki. Co oczywiście nie zmienia faktu, że dużą radość sprawia mi oglądanie kolekcji ich gadżetów, ponieważ co sezon przesuwają poprzeczkę absurdu, patrz cegła z box logo (fun fact: ktoś rzucił nią w witrynę sklepu KITH, co za czasy...). Z drugiej strony, przez zajawkę na Supreme wśród młodszych odbiorców czuję, że jest to marka tożsama z pewnym etapem w życiu. Im jestem starszy, tym bliżej mi do klasyki, choć dodałem do niej na stałe elementy, które towarzyszyły mi wcześniej - jak np. 5 panel Supreme, który tak samo działa z bluzą z kapturem, marynarką czy płaszczem.

Opinie są podzielone, ale Supreme nadal jest na topie. I choć - przypadkowo lub celowo - marka trafiła w gusta młodych hajpbestii, to i tak pozostaje w sercach i na językach starszych wyjadaczy. Nie pozbywalibyśmy się zatem dawno upolowanych itemów.

Podziel się lub zapisz
Najmłodszy członek niuansowej ekipy. Pisze o modzie i serialach, ale nie stroni też od zagranicznego rapu.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.