Popularność hip-hopu jest po części efektem tego, że to muzyka, która nie wymaga wiele studyjnej magii, by powstał solidny kawałek. Oczywiście, można i powinno się kombinować, również poszerzając paletę brzmieniową o inne gatunki. Polski rap ma potężną historię ciekawych produkcji, czasem te wycieczki są udane bardziej, czasem…
...czasem chcielibyśmy o nich zapomnieć. Poza gatunkami, które są wdrukowane w DNA hip-hopu, jak soul czy funk, producenci spoglądali - i spoglądają nadal - na klubowy parkiet w poszukiwaniu inspiracji. Wiadomo, że dobrze pójść na dobrą bibkę do klubu. I dla niektórych będzie to impreza z dobrymi kawałkami z Londynu, dla innych remiza z koszularzami.
Sięgając tylko po czubek góry lodowej - oto nasze hity i kity klubowego rapu z Polski.
Mordor Muzik to narodowy skarb, wykonujący od lat ciężką pracę przenoszenia grime’u i podobnych na polski grunt. Dzisiaj ta robota jest łatwiejsza niż parę lat temu, a niejeden raper chce być jak Skepta. Niemniej Mordor wciąż nie ma uznania, na który zasługuje. A wiele kawałków ekipy to ogień w najczystszej formie, jak np. garydżowy kosiarz Dawaj Na Parkiet. Ginger i Miły ATZ wręcz skaczą po bicie, odnajdując się pięknie między basową bułeczką od Majkiziooma. Sztos niemożebny, a przecież katalog Mordoru jest ich pełen!
Można nagrać jeden utwór inspirowany klubowymi brzmieniami, a można nagrać całą płytę i nazwać ją Klubowe (łapiecie? ha, to jest spryt!). Tymkowi należą się miłe słowa za odważne decyzje, ale szybko grzęzną w gardle, kiedy słuchamy albumu. Bity są płaskie, brakuje im groove’u i wyczucia, a bas i syntezatory nie wybiegają poza podstawowe, firmowe ustawienia. Ale prawdziwym ananaskiem w tym wszystkim jest Tymek, z auto-tunem wykręconym bez umiaru i sensu. Tak, to normalny środek ekspresji we współczesnym rapie, ale wystarczy posłuchać np. rozmów z Offsetem, żeby zrozumieć, że trzeba umieć go używać świadomie. Po odsłuchu Klubowych świadomość to ostatnie słowo, jakie przychodzi nam na myśl.
DMT to niesforne dziecko EDM-owego trapu i najbardziej srogich wixapolskich podrygów. Zresztą Żabson ma kilka innych klubowych bangerów, ale ten konkretny wygrywa ciekawą strukturą i wręcz legendarnym potencjałem koncertowym.
Donald Trump, kariera Nocnego Kochanka - jest na tym świecie sporo niezbyt dobrych żartów, które wymknęły się spod kontroli. Biełyje Nosy to kolejny z nich. Niby dowcip, ale umówmy się - w bardzo kiepskim stylu. O ile bicik wiele zawdzięcza muzyce klubowej, tak zaśpiewy to ewidentnie spuścizna disco polo. Niezbyt chce nam się dołączać do chóru apologetów tego nurtu i Tede nas też do tego nie przekona.
Jak przy Mordorze - dobry raper na bicie z brytyjskim rodowodem sprawdza się niemal zawsze. Gedz ma niesamowite możliwości muzycznej adaptacji i na kawałku Ghostwriter po raz kolejny wciela je w życie. Taneczny bit urozmaicony przełamaniem jest tu adekwatnym towarzyszem, a nie koniem pociągowym, który wykonuje robotę za człowieka trzymającego mikrofon (co jest częstą praktyką).