Temat szkolenia szczególnie przybrał na sile, kiedy polski system zakwestionowali Paulo Sousa oraz Robert Lewandowski. Gdy wątpliwości wyrażają dwa tak silne i niezależne głosy, nie powinno się przechodzić obok nich obojętnie. Warto natomiast spojrzeć na przykład Realu Sociedad, czyli lidera ligi hiszpańskiej. Z 14 wychowankami w składzie oraz trenerem wyszkolonym w akademii Zubiecie patrzą na ligę z góry i otwierają drzwi kolejnym talentom. A mowa o klubie, który nie kopie w studni bez dna, tylko poszukuje w 700-tysięcznym regionie i do tego niekiedy rywalizuje o młodzież z Athletikiem, Alaves czy Eibarem. W Realu Sociedad zaczynają obserwować najwcześniej 10-latków, a najmłodszy rocznik w akademii to U-13. A jednak mają know-how, które czyni ich wyjątkowym miejscem.
Złoty środek ani uniwersalna prawda o szkoleniu nie istnieją. Najważniejsze to odnaleźć filozofię, która będzie spójna z lokalną tożsamością. Dlatego warto wsłuchiwać się, jak robią to ci, którzy wypracowali właściwe modele. Realia Zubiety, czyli akademii Realu Sociedad, doskonale przedstawił Alex Clapham w reportażu dla „Guardiana”. Gdy umacniali się na pozycji lidera LaLiga, trener Imanol Alguacil skorzystał z ośmiu wychowanków w składzie. A w tym czasie kontuzjowani byli kolejni jak Barrenetxea, Guevara, Gorosabel, Guridi czy największa gwiazda zespołu Mikel Oyarzabal. Txuri-Urdin to 14 wychowanków w kadrze, a trenerzy nie wypisują się z tego modelu – Alguacil też jest „swój”, podobnie jak prowadzący rezerwy Xabi Alonso. Od kapitana po klubowego kucharza każdy ma coś wspólnego z akademią. Zdaniem obserwatorium CIES tylko Manchester City ma bardziej zrównoważoną kadrę pod względem wieku piłkarzy, długości kontraktów i perspektyw na przyszłość. Obok przypadku Realu Sociedad nie można przejść obojętnie.
W tym wszystkim najbardziej niewiarygodne jest, że najmłodszy rocznik w Zubiecie to trzynastolatkowie. W San Sebastian wcześniej nie chcą wprowadzać dzieci w świat bursy, akademii i profesjonalnych zajęć. Wyznają, że najpierw powinny cieszyć się dzieciństwem. A jeśli zechce zostać piłkarzem, znajdzie drogę do ich szkółki. „Zaczynamy tak późno, ponieważ chcemy, aby dzieci w pierwszej kolejności dostały szansę bycia dziećmi” – tłumaczy dyrektor akademii Luki Iriarte.
„Za to mamy stały kontakt z ich szkołami. Na zajęciach wychowania fizycznego w San Sebastian i okolicach będą uprawiać sześć różnych sportów aż do 12. roku życia. Każdego roku pracują nad trzema sportami indywidualnymi i trzema zespołowymi. Czy mamy pewność, że nauczyciele WF-u wychowają ich prawidłowo? Absolutnie nie. Ale przynajmniej wiemy, że dzieciak do 12. roku życia grał w piłkę ręczną, koszykówkę, jeździł na rowerze i uprawiał inne sporty. A to wszystko już pomaga w wychowaniu otwartej, wszechstronnej, elastycznej osoby” – kontynuuje człowiek odpowiedzialny za sukces Zubiety.
To nie oznacza, że w San Sebastian wcześniej nie wykonują żadnej pracy. Mają opracowany model współpracy z 70 lokalnymi klubami oraz szkołami podstawowymi. Mają też złotą zasadę – przeglądają lokalne rozgrywki, ale nie monitorują kandydata na piłkarza, dopóki nie skończy dziesięciu lat. To zaprzeczenie tego, co obserwujemy na większości kontynentu. Real Sociedad nie chce wystawiać drużyny złożonej z 7-latków w turniejach, tak jak ma to miejsce w Madrycie czy Walencji. Ten poziom rywalizacji o sukcesy od najmłodszych lat nie jest wpisany w ich DNA. „Nie wierzymy to. Sprowadzając graczy później, ograniczamy szanse na pomyłkę. Oczywiście, że możesz spojrzeć na dzieciaka w bardzo młodym wieku i wiesz, że pozwoli ci wygrać każdy młodzieżowy turniej, ale czy zobaczysz w nim konkretny profil piłkarza, jakiego potrzebujemy do pierwszej drużyny? Każdy dzień pracy coraz bardziej pozwala mi uwierzyć w naszą metodologię” – opowiada Iriarte.
To oni potraktowali w specjalny sposób Antoine’a Griezmanna i wychowali jednego z najbardziej inteligentnych graczy współczesnej piłki. Zanim osiadł w San Sebastian, odbył podróż po Francji, gdzie w wielu czołowych akademiach odbijał się od ściany. Nie mógł się odnaleźć, bo we francuskim spojrzeniu na futbol dominował kult fizyczności. Piłkarzy szybkich, silnych, zbudowanych. A przecież Antoine był chuderlakiem. W Zubiecie zobaczyli, że takiego IQ nie ma żaden jego rówieśnik. Świadomość, wizja i rozumienie gry, szybkość myślenia – to było na innym poziomie. „Przyszedł mały, wychudzony, ale widzieliśmy w nim coś wyjątkowego” – mówią w Zubiecie.
Od razu przypominają się słowa Kobego Bryanta w kontekście treningu trzynastolatków: „Gdy miałem 13 lat, patrzyłem na dalszą perspektywę. Nie chciałem być lepszy od innych akurat w wieku 13 lat, tylko być lepszym od nich w decydującym momencie kariery. Oglądałem mecze i zastanawiałem się nad mocnymi i słabymi stronami. Patrzyłbym bardziej, jak podchodzisz do meczu. Czy się wygłupiasz, czy po prostu jesteś dobry dlatego, że jesteś silniejszy i wyższy od rówieśników. Jak świadomie podchodzisz do gry. Podczas meczów grałem tak, aby rozwijać swoje słabsze strony... w trakcie regularnej rywalizacji jest tak wiele meczów, że nie ma czasu, by trenować rozwój konkretnych umiejętności. Korzystasz z najlepszych elementów, aby wygrać. Więc kiedy je rozwijać? Ja letnie mecze poświęcałem na rozwój elementów, w których byłem słabszy. Gra lewą ręką. Rzut z miejsca z wyskoku. Gra tyłem do kosza. Taką przyjąłem strategię. Doskonalenie się. Potem, mając już 17 lat, okazało się, że moja gra jest wszechstronna. Mam szeroki wachlarz. A reszta, która skupiała się tylko na dobrych stronach, nagle miała problem, bo została w miejscu”. Chociaż to inne światy, analogie do pracy z młodzieżą są więcej niż bliskie.
Pięć kilometrów na południe od San Sebastian mają własny system, ale przynosi efekty. Skupienie jest na ludziach i na budowaniu poczucia wspólnoty. I wychowaniu porządnych obywateli. Obowiązkiem dla piłkarzy z akademii jest zdanie matury na 80 procent. Nawet w drużynie rezerw bardzo wielu zawodników podjęło studia. „Kiedyś usłyszałem od znanego dyrektora: Luki, jeśli wychowasz masę inżynierów i dobrych ludzi, ale żadnego piłkarza, zostaniesz zwolniony. Ma rację. I dlatego myśli głównie o piłkarzach, ale jeśli będą przy tym dobrymi ludźmi, tym lepiej” – uważa Iriarte.
Korytarze Zubiety finalnie mają taki urok i atmosferę, że chce się tam wracać. Gdyby filozofia Realu Sociedad nie istniała, Xabi Alonso nie wróciłby z największych klubów świata do San Sebastian, aby prowadzić drugą drużynę. Imanol Alguacil nie odnosiłby takich sukcesów, znając każdy zakątek Zubiety na wylot. Jeśli spojrzysz na analityków, kucharzy, fizjoterapeutów czy dyrektorów, każdy ma jakiś związek z baskijską akademią. Albo sam próbował zostać piłkarzem, albo był nim w przeszłości, albo pracował w tym środowisku. To nie są czasy, gdy futbol w Kraju Basków bazował na przygotowaniu fizycznym, a treningi bardziej przypominały rugby.
Młodzi adepci Zubiety przyjeżdżają z wiosek, z małych miasteczek, mają uliczny styl i dopiero w nastoletnim wieku zostają kształtowani na przyszłych piłkarzy Realu Sociedad. Nie zostali skażeni taktyką i dyscypliną, tylko bawili się piłką w najlepsze. Szkoła wylała fundamenty, a ulica dała technikę. Cały Kraj Basków ma ponad 2 miliony mieszkańców, prowincja Gipuzkoa 700 tysięcy, więc to nie jest studnia bez dna, a jednak tymi wychowankami Real Sociedad może chwalić się na tle całej Europy. I do tego z fotela lidera ligi hiszpańskiej. Czasem warto najpierw pomyśleć o przyszłości i nie kraść dzieciństwa za wszelką cenę. Jeśli komuś to będzie dane, presja, wyniki i szaleńcza rywalizacja jeszcze przyjdą. W San Sebastian wymyślili to po swojemu. Mają własną tożsamość, której pewnie nie można i nie warto kopiować. Ale warto się jej przyjrzeć, przyklasnąć i pomyśleć, co można zaczerpnąć z tego wartościowego przykładu.
