Elo! Miłość, przyjaźń, dobre słowo - tego nauczyliśmy się, oglądając Beastie Boys Story

Zobacz również:Reżyser "Władcy Pierścieni" nakręcił film o The Beatles. A reżyser "Her" - o Beastie Boys
Paul Natkin Archive
fot. Paul Natkin/WireImage

A przecież to nawet nie jest film w ścisłym sensie. Spike Jonze zarejestrował po prostu wystąpienie Ad-Rocka i Mike'a D w stylu TED Talk, bogato inkrustowane materiałami archiwalnymi. W ten sposób powstał jednak dokument, który wykracza daleko poza ramy tradycyjnej opowieści o zespole muzycznym. Beastie Boys Story jest uniwersalnym i głębokim dziełem, które łączy w sobie elementy zarówno coming-of-age movies, jak i Młodości Paolo Sorrentino.

To jest tak, że dla części z nas nagrania Beastie Boysów stanowiły fundament popkulturowej wrażliwości. Niektórzy tutaj wciąż mają mgliste wspomnienia premiery Hello Nasty, która wówczas wydawała się im najbardziej wywrotową i komiksową muzyką, jaką w ogóle da się zrobić. Byli też tacy, którzy kilkanaście lat później uronili łzę, kiedy media opłynęła wiadomość o śmierci Adama Yaucha. Właśnie dla nich Beastie Boys Story jest wyjątkowym artefaktem; czymś czego wyczekiwali, odkąd zamknęli Beastie Boys Book. Fani koszykówki - czujący nostalgiczną więź z klasyczną drużyną Chicago Bulls - dostali ostatnio The Last Dance. Fani muzyki mają film Spike'a Jonze'a, który nakręcił im ekranizację ścieżki dźwiękowej do życia.

Film? Właściwie upgrade'owana rejestracja stand-upu Adama Horovitza i Michaela Diamonda, którzy przez dwie godziny snują osobistą historię zespołu i czterech dekad przyjaźni. Zostajemy przeprowadzeni przez całą drogę ich muzycznej ewolucji - od momentu, kiedy poznają się na koncercie Bad Brains, a później odkrywają dla siebie rap za pośrednictwem kawałka Sucker MC's Run–D.M.C., aż do ostatniego wspólnego koncertu na Bonnaroo w 2009 roku.

Dokument Jonze'a przedstawia na tym poziomie kulisy powstawania kolejnych płyt i dostarcza mnóstwa ikonograficznych anegdot. Beastie Boys są świadkami, jak Kurtis Blow uczy się breakdance'u w biurze Russella Simmonsa. Jadą w trasę z Madonną. Nathaniel Hörnblowér robi Kanye Westa na MTV Awards zanim to było modne...

Beastie Boys Story w żadnym miejscu nie staje się jednak czymś w rodzaju gadżetu dedykowanego wyłącznie ultrasom. Ta produkcja jest najbardziej poruszająca jako inkluzywna, humanistyczna opowieść poświęcona przyjaźni, życiu i przemijaniu. Coś jak Boyhood, coś jak wspomniana Młodość.

W początkowym rozdziałach doświadczamy młodzieńczego entuzjazmu, przychodzi też sodóweczka i juwenilne rozczarowania, ale poruszający monolog Horovitza w końcowej części - The Last Gig przynosi już rozważania nad sprawami tak ostatecznymi, jak strata wpisana nieubłaganie w upływ czasu. Jakkolwiek debilnie może to zabrzmieć - jest zawarta w tym wszystkim pewna uniwersalna mądrość.

I takie właśnie jest Beastie Boys Story; zabawne i wzruszające, słodko-gorzkie jak samo życie. To kawał mądrego kina, które bez puszenia się i pretensji potrafi opowiadać o rzeczach najważniejszych. Ale, ale - jakby ktoś potrzebował po prostu rapowego dokumentu, to też się nie zawiedzie. Nobody can do it like Beastie Boys can!

Podziel się lub zapisz
Senior editor w newonce.net. Jest związany z redakcją od 2015 roku i będzie stał na jej straży bezapelacyjnie do samego końca; swojego lub jej. Co czwartek o 18:00 prowadzi także autorską audycję The Fall na antenie newonce.radio. Ma na koncie publikacje m.in. w Machinie, Dzienniku, K Magu, Exklusivie i na Onecie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.