Ewolucja zamiast rewolucji. Jak Klopp buduje kolejną wersję swojego Liverpoolu

Zobacz również:Najbardziej romantyczny beniaminek od czasów Newcastle Keegana. Czy Leeds zderzy się ze ścianą?
Darwin Nunez - Liverpool
Fot. Nick Taylor/Liverpool FC via Getty Images

Przez lata Liverpool kojarzył się z ofensywnym tercetem Mohamed Salah, Sadio Mane i Roberto Firmino, a dziś wszystko wskazuje na to, że w przyszłym sezonie w podstawowym zestawieniu takiej trójki znajdzie się tylko Egipcjanin. Jürgen Klopp nie czeka aż jego gwiazdy się zestarzeją i wymienia graczy z odpowiednim wyprzedzeniem. Na Anfield wiedzą, że czasami lepiej zrobić jakiś ruch o rok za wcześnie niż o rok za późno.

Anfield żegna Sadio Mane, ale władze Liverpoolu dbają o to, żeby kibice nie rozpaczali za swoim wieloletnim liderem. Angielskie i niemieckie media są zgodne. Senegalczyk odejdzie do Bayernu Monachium i taką chęć wyraził jeszcze przed końcem sezonu, dlatego kwestia rozbijała się wyłacznie o to, czy oba kluby dogadają się w sprawie odstępnego. Wszystko wskazuje na to, że się uda i na początku tygodnia Mane zostanie zaprezentowany w Bawarii.

Dla każdego byłaby to ogromna strata, ale w Liverpoolu pomyśleli o tym wcześniej. Przyszły sezon byłby dla Mane ostatnim na umowie z The Reds i w identycznej sytuacji jest Mohamed Salah, dlatego aby zabezpieczyć się na wypadek odejścia obu, już zimą w klubie pojawił się Luis Diaz. Kolumbijczyk miał być celem na lato, jednak mocno zainteresowane nim były Tottenham i West Ham, więc Jürgen Klopp nie czekał i sięgnął po niego wcześniej.

Teraz, już w czerwcu, wieść o odejściu Mane złagodziło ogłoszenie Darwina Nuneza. Młody Urugwajczyk był obok Erlinga Haalanda najgłośniejszym nazwiskiem na rynku dziewiątek, więc to całkiem nieźle się zgrywa, że skoro Norweg wylądował w Manchesterze City, to Liverpool zgarnął gwiazdę Benfiki. Na Anfield nie ma więc pustych przelotów i łatania dziur. Skoro dni tercetu Salah, Mane i Firmino są policzone, to trzeba zadbać o to, by atak nie tracił na jakości. Nunez może nie będzie zbawcą od pierwszego meczu, ale wydaje się idealnie pasować do układanki Kloppa i przede wszystkim ma jeszcze przestrzeń, by się rozwinąć. W ten sposób po cichu powstaje druga wersja Liverpoolu według pomysłu Niemca.

KONIEC CYKLU

Ta pierwsza swojego właściwego kształtu nabrała mniej więcej cztery lata temu. Można stwierdzić, że wraz z przyjściem najpierw Virgila van Dijka, a następnie Alissona Liverpool przeskoczył z poziomu drużyny walczącej o miejsce w pierwszej czwórce Premier League do miana kandydata do najważniejszych tytułów. I owszem, fakt, że ten duet zapewnił solidność w defensywie, był główną przyczyną rozwoju zespołu. Ale bardziej od Van Dijka czy Alissona ten okres pracy Kloppa będzie kojarzył się z ofensywnym trio, które zgrywało się ze sobą już wcześniej.

mane-firmino-salah-e1593162420236.jpg
fot. Michael Regan - UEFA/UEFA via Getty Images

Mane, Salah i Firmino stali się symbolami drużyny. Szczególnie po odejściu Philippe Coutinho to na trójce napastników spoczęła większa odpowiedzialność i Salah, Mane oraz Firmino potrafili ją udźwignąć. Klopp od nich zaczynał ustalanie składu, wszyscy się doskonale rozumieli i wykręcili wspólnie świetne liczby. Każdy z nich pojawiał się w klubie rok po roku (Firmino latem 2015, Mane w 2016, a Salah w 2017) i to oni położyli fundamenty pod zdobycie Ligi Mistrzów czy mistrzostwa Anglii po 30 latach oczekiwania.

Każdy z nich na Anfield trafił w idealnym wieku i rozwinął się na miarę gracza klasy światowej, jednak pięć lat to w piłce cała wieczność. Nim się obejrzeliśmy, a wszyscy trzej skończyli już 30 lat i analitycznie podejmujący decyzje zarząd Liverpoolu wiedział, że niebawem przyjdzie moment, by zacząć myśleć o przyszłości. Sprowadzenie Diogo Joty latem 2020 roku jeszcze nie zwiastowało początku końca tego trio, bo Portugalczyk przychodził jako czwarty muszkieter i początkowo miał być uniwersalnym zmiennikiem. Ale już ruchy wykonane w 2022 roku pokazują, że Klopp zaczął tworzyć drugą wersję swojej ofensywy w Liverpoolu.

ZNAKI JUŻ SIĘ POJAWIAŁY

Salah, Mane i Firmino tworzyli przez lata nierozerwany tercet i odejście Senegalczyka wyznacza koniec tej ery, ale w rzeczywistości Liverpool uniezależniał się od trójki swoich napastników już od pewnego czasu. Jeszcze w sezonie 2018/19 wszyscy trzej rozpoczynali w wyjściowym składzie wszystkie 38 meczów w Premier League, za to w minionych rozgrywkach, jak policzył Andrew Beasley, dziennikarz lokalnego „Liverpool Echo”, mieliśmy tylko cztery takie przypadkie, i to licząc ligę oraz puchary.

Gdyby spojrzeć na minuty rozegrane na wszystkich frontach w sezonie 2021/22, to spośród graczy ofensywnych najwięcej minut uzbierali Salah i Mane, a trzeci był już Diogo Jota. Portugalczyk grał prawie dwa razy częściej od Firmino (3572 minut Joty przy 1804 Brazylijczyka), a sprowadzony zimą Luis Diaz też praktycznie dogonił go pod tym względem (1691 minut). W klasyfikacji strzelców na wszystkich frontach prowadził Salah (31 goli) przed Mane (23) i Jotą (21), od których Firmino miał już dwa razy mniej bramek (11).

diogo jota.jpg
fot. Marc Atkins/Getty Images

Widać więc wyraźnie, że Jota wygryzł już Firmino, a dużo do drużyny wniósł Diaz. Teraz jeszcze dochodzi Nunez i tak na dobrą sprawę, to Klopp mógłby wystawiać już całkiem nowy ofensywny tercet. Diaz i Jota na bokach z Nunezem na środku – taki układ ma ręce i nogi i gdy Salah będzie potrzebował odpoczynku, powinniśmy oglądać takie zestawienie.

Egipcjanin pozostanie tymczasem łącznikiem pomiędzy pierwszą a drugą wersją Liverpoolu pod wodzą Kloppa i teraz, po transferze Nuneza i odejściu Mane, kwestia jego kontraktu jest najważniejsza. W umowie pozostał jeden rok i Salah zagwarantował, że nigdzie się w sezonie 2022/23 nie wybiera. Za sprawą Joty i Diaza klub jest przygotowany na najgorsze, gdyby okazało się, że nie uda się dojść do porozumienia, jednak Salah to wyglądałoby źle, gdyby za rok miał odejść za darmo. Mowa o najlepszym strzelcu drużyny i kimś, kto powinien być doskonałym mentorem dla Diaza i Nuneza. Klopp chce też, żeby drużyna w naturalny sposób ewoluowała, a nie zamierza w ciągu roku postawić wszystkiego na głowie. Sprawa Salaha to więc priorytet, by podtrzymać pewne stałe elementy w nowej rzeczywistości.

PRZYKŁAD OD FERGUSONA

Tego typu sukcesja jest trudna do osiągnięcia. Poszczególne drużyny mają krótkie cykle, trwające przez kilka sezonów, a wyświechtany frazes mówi o tym, że ten, kto stoi w miejscu, w rzeczywistości się cofa. Utrzymywanie wysokiego poziomu mimo zmian w drużynie to duże wyzwanie, z którym w przeszłości nie radziło sobie wielu wybitnych trenerów, dlatego przed Kloppem ważny moment w karierze. Wystarczy przypomnieć chociażby Arsenal po erze The Invincibles. Owszem, kwestia przenosin na nowy stadion wtedy utrudniała życie Arsene'owi Wengerowi, ale drugiej takiej ekipy już Francuz nie stworzył.

Za najlepszy przykład menedżera, który znalazł na to sposób w Premier League, służy sir Alex Ferguson. Szkot był w stanie zbudować kilka różnych wersji mistrzowskiego Manchesteru United i w każdej z nich inaczej rozłożyć akcenty. Pierwsza połowa lat 90. to oparcie się na umiejętnościach Erica Cantony, cofniętego napastnika, który zrewolucjonizował grę na Wyspach, a ponadto silny kręgosłup złożony z doświadczonych Steve'a Bruce'a, Gary'ego Pallistera, Bryana Robsona, Marka Hughesa czy Paula Ince'a.

Końcówka dekady to już słynna Klasa '92 i jej wejście w sportowy prime, najczęściej ustawienie 4-4-2, gdzie w środku pola rządzili Paul Scholes z Royem Keane'em, ze skrzydeł świetnie dogrywali David Beckham i Ryan Giggs, a z przodu było czterech klasowych napastników w ciągłej rotacji (Cole, Yorke, Sheringham, Solskjaer). Z kolei już w XXI wieku Ferguson najpierw umiał ułożyć atak wokół samolubnej dziewiątki w typie Ruuda van Nistelrooya, następnie przeszedł na 4-3-3 z trio Rooney, Ronaldo i Tevez, a pod koniec kariery zbudował jeszcze jeden mistrzowski zespół, gdzie pierwsze skrzypce grał Rooney już w nieco innej roli, a ostatni tytuł zapewnił Robin van Persie.

TRAFIĆ I PRZEWIDYWAĆ

Ferguson umiejętnie wyczuwał zmieniające się trendy i przystosowywał swój Manchester United do zmieniających się czasów. Klopp musi zrobić to samo i o ile wersja Liverpoolu z trio Salah, Mane i Firmino wyszła mu znakomicie, tak teraz jest pewne ryzyko, bo system z Diazem czy Nunezem będzie się różnił.

Luis Diaz

Tak czy inaczej na Anfield mądrze podeszli do tematu. Wiedzą, że o odpowiednich następców warto zadbać o rok za wcześnie, niż czekać aż powstanie dziura i dopiero reagować. Jota czy Diaz to przykłady, które to potwierdzają, a Nunez to pokaz siły i ambicji, ale też ruch, który sprawi, że atak The Reds zostanie skonstruowany inaczej. W układzie z Salahem, Mane i Firmino to ten ostatni grał na środku, ale zawsze cofał się do rozgrywania. Kto wie, czy w obliczu tych zmian, Brazylijczyk nie zejdzie jeszcze piętro niżej i Klopp będzie ustawiał go w pomocy. Szczególnie, że już widzieliśmy takie rozwiązania, a wtedy bardziej typową dziewiątką był albo Mane, albo Jota.

W poprzednim sezonie niemiecki menedżer rotował składem bardziej niż kiedykolwiek i choć odejście tak zasłużonej postaci jak Mane jest przez wielu kibiców trudne do zaakceptowania, to patrząc z perspektywy zeszłego roku, Senegalczyka zastąpią właściwie dwaj nowi gracze. Takie decyzje są czasami konieczne, a na Anfield pokazują, że nie będą kierować się sentymentem. Nunez jest od Mane o siedem lat młodszy, a Diaz o pięć, więc w idealny piłkarski wiek będą wchodzić w Liverpoolu razem.

Klopp sam należy do trenerów, którzy z zawodnikami budują silne więzi i rozstanie z Mane nie będzie dla niego łatwe. Trudno zastąpić zawodnika, który przez sześć lat utrzymywał średnią na poziomie 20 goli na sezon i był tak uniwersalnym atakującym. Ale już w klubowym Excelu widać 30-latka, który kończy najlepszy okres w karierze, a przedłużenie z nim umowy byłoby kosztowną sprawą.

Nawet jeżeli początkowo drużyna może mieć bez niego problemy, to widać plan sukcesji. Liverpool nie pozwala sobie na to, by być zaskoczonym odejściem Mane. Fakt, że Klopp przedłużył kontrakt do 2026 roku również znacząco pomaga planować przyszłość. Jeśli Niemiec wypełni umowę, spędzi na Anfield prawie 11 lat. Zeszły rok stał pod znakiem przedłużania umów z kilkoma najważniejszymi piłkarzami. Teraz dokłada kolejnych i ruchy, jakich dokonał w ciągu tego roku, mogą w największym stopniu zdefiniować to, jak będzie wyglądała druga wersja The Reds według jego koncepcji.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Futbol angielski i amerykański wyznaczają mu rytm przez cały rok. Na co dzień komentator spotkań Premier League w Viaplay. Pasję do jajowatej piłki spełnia w podcaście NFL Po Godzinach.
Komentarze 0