Piłkarze nie wzięli jeszcze szturmem Youtube'a, ale kiedyś i tutaj zapuszczą korzenie. Ben Foster z Watfordu pokazuje, że bawić można się przednio. Jego kanał „Ben Foster - Cycling GK” w miesiąc zebrał więcej subskrypcji niż konto klubu. I już na samym starcie wywołuje kontrowersje.
Ależ to musi być widok. Foster nie mieszka w Watfordzie, tylko na farmie w Warwickshire. Nie szwenda się po galeriach - prędzej zobaczysz go wśród strusi, emu i pawi, które kupił kilka lat temu. Ostatnio zaznajomił się z miejscowymi rzeźnikami. Uwielbia wieś. No i godzinami jeździ na rowerze. Piękne w Internecie jest to, że poza festiwalem próżności raz na jakiś możemy poznać inne oblicza piłkarzy. Foster w trakcie pandemii założył kanał na Youtube, a teraz szykuje się na Dirty Kanzę. Wyścig po szutrach i bezdrożach Kansas z biwakiem gratis.
Kiedyś powiedzielibyśmy o nim: fajny bramkarz, tylko szczęścia nie ma. Obronił rzut karny Stevena Gerrarda przed The Kop. Ale to już było grubo po ośmiu występach w kadrze i ławce Manchesteru United. Foster po dobrych latach w West Bromwich Albion wrócił do Watfordu i właśnie stuka mu tu trzeci sezon. Wie, że ma już 37 lat i że prochu nie wymyśli. Ostatnio zasłynął tym, że wstawił kamerę GoPro do bramki i pokazywał swoje mecze od kulis.
Cztery filmiki zebrały ponad milionową publiczność. Nic dziwnego, bo choćby w meczu z Luton jeden z rywali został nagrany jak nazywa kolegę z drużyny kawałkiem gówna. Ludzie szybko podchwycili „mięso”, a w tle rozpoczęła się walka o prawa telewizyjne. Władze The Championship twierdzą, że Foster nie ma prawa nagrywać obrazków spotkań. Na razie jednak nikt kulis nie skasował. Korzystajcie póki są.
To jest w ogóle ciekawa historia, bo dotąd niewielu aktywnych graczy prezentowało swoje kanały na Youtube, a już na pewno żaden w tytule nie wstawił kolarstwa. Foster rowerami zainteresował się lata temu, gdy w różnych odstępach czasu leczył trzy kontuzje. Pedałował w formie rehabilitacji, z czasem zauważając, że działa to na niego jak narkotyk. W rozmowie z „Guardianem” opowiadał, że ta bomba endorfin oczyszcza mu głowę i pozwala jeść i pić ile chce. Nigdy nie był piłkarzem, który przesadnie zwraca na to uwagę. Jeśli ma ochotę na chipsy, to je po prostu je. Dziennie spala 2000 kalorii na rowerze. Każdy wolny termin od grania to wyjazd rowerowy z kumplami. I tam też nie ma zmiłuj się.
Kanał Fostera na ten moment ma 17 filmów. Widzimy jak przygotowuje swojego Tarmaca SL7, jak zasuwa w domu, czego słucha. Mamy tez mnóstwo kulis z szatni Watfordu - dowiadując się co, słychać u bohaterów drugiego planu, panów od naprawy sprzętu albo u kierowcy autobusu. Kiedy Watford jedzie na mecz wyjazdowy, kryteria Fostera w sprawie oceny hotelu są proste: przy łóżku musi być gniazdko USB. Jeśli jest, to znaczy, że ludzie od logistyki dali radę.
Sporo też jest o nim samym. Na pytanie po co to robi, odpowiada: „bo lubię sobie znajdować nowe zajęcia”. Ma to po ojcu, który w domu co chwilę zmieniał hobby. Foster śmieje się, że senior jest największym kolekcjonerem jakiego zna, w starych pudłach do dziś przechowuje setki figurek z Gwiezdnych Wojen.
W piłkę chce pograć jeszcze maksymalnie dwa lata. Potem będą wycieczki szlakami Giro d’Italia i Tour de France. Chce na dłużej wybrać się w Alpy. No i wiele ma jeszcze do zrobienia w swojej 30-hektarowej posiadłości, gdzie kilka metrów przed frontowymi drzwiami ma dwa jeziora i sto kanadyjskich gęsi. Inaczej podchodzi do życia niż wtedy, gdy dziewięć lat temu Paul Robinson, bramkarz Tottenhamu strzelił mu gola z 80 metrów. Dzisiaj ma dystans do bycia piłkarzem. W pierwszej kolejności nazywa się ojcem i mężem, na drugim miejscu jest rower, a młodym graczom radzi: „Panowie, odstawcie Twittera i Instagrama. Przejmujecie się krytyką ludzi, których w życiu nigdy na żywo nie spotkacie”.
