FUTBOLOWA GORĄCZKA #100. Łowcy rekordów z Manchesteru śmieją się z ligi. Gdzie City jest mocne i dlaczego wszędzie

Zobacz również:Najbardziej romantyczny beniaminek od czasów Newcastle Keegana. Czy Leeds zderzy się ze ścianą?
manchester city
fot. John Walton/PA Images via Getty Images

Zanim jeszcze piłkarze Manchesteru City zagrali ostatni mecz w 2021 (czytaj: zanim wygrali z Brentford), mogli cieszyć się z kolejnego pobitego rekordu – 35 ligowych zwycięstw w jednym roku kalendarzowym. Należał on wcześniej do Liverpoolu, a ustanowiony został w 1982 roku. Dla Pepa Guardioli i jego piłkarzy nie ma jednak takich liczb, których nie dałoby się poprawić. Graeme Souness twierdzi, że w całym swoim życiu nie widział drużyny tak mocnej jako grupa – podstawowa jedenastka plus zmiennicy. Nic dziwnego, że The Citizens pędzą jak szaleni po tytuł. Od 9 listopada ekipa z Etihad Stadium wygrała 11 kolejnych spotkań w Premier League. Strzeliła w nich 33 gole. Tak długie serie są dla Guardioli i jego graczy czymś zupełnie normalnym, kolejnym dniem w biurze. I budują mentalność mistrzów.

29 grudnia, na zamknięcie ubiegłego roku, City pokonali skromnie Brentford 1:0. Tamto zwycięstwo oznaczało, że obrońcy tytułu po raz czwarty za kadencji Guardioli, a piąty łącznie (znów pobity rekord Liverpoolu), wykręcili passę co najmniej dziesięciu ligowych wygranych z rzędu.

W 2015 roku drużyna prowadzona jeszcze przez Manuela Pellegriniego w jedenastu kolejnych starciach ligowych kasowała trzy punkty, ale Guardiola przebił to później bez problemu – 15 wygranych z rzędu od lutego do sierpnia 2019, znów 15 od grudnia 2020 roku do marca 2021, a wcześniej ta fenomenalna seria osiemnastu zwycięstw w drugiej połowie 2017 roku.

POWTÓRKA Z HISTORII?

To właśnie siła City. Guardiola zdecydowanie większą wagę przywiązuje do dobrej gry, bramek zdobywanych po pięknych akcjach i umiejętnego zabezpieczania tyłów, niż do samych wyników, jednak dla niego zwycięstwa są czymś, co pozwala utrzymać zespół w odpowiednim rytmie. Drużyna, która wygrywa bez względu na przeciwnika i okoliczności, cały czas rośnie. Porażka, raz na jakiś czas, nie jest powodem do lamentu, ale lekcją, chwilowym otrzeźwieniem, wyjściem z transu i spojrzeniem na problemy z poziomu stop-klatki. Innymi słowy: pozwala korygować bieg spraw. Dwie porażki z rzędu to już kryminał. Dlatego Guardiola nie dopuszcza do tego, by jego piłkarze pozwalali sobie na takie rozprężenia. Jedyną słuszną reakcją na potknięcie jest natychmiastowa wygrana. Porażki to jednak na Etihad zjawisko zdecydowanie rzadsze niż zwycięstwa. W lipcu minie sześć lat pracy Katalończyka w MC. Drużyna przegrała w tym czasie 29 ligowych spotkań. To absurd.

Manchester City
Fot. Matt McNulty/Manchester City FC via Getty Images

W Boxing Day City byli już na czele tabeli Premier League. Dla kibiców tego klubu to bardzo dobry omen. Dwa poprzednie sezony w ich najnowszej historii, podczas których zdołali się wspiąć na szczyt w święta Bożego Narodzenia, kończyły się tytułami. Tak było w rozgrywkach 2011-12 i 2017-18. Nie zawsze jest to oczywiste. Na przykład Liverpool w trzech ostatnich latach był 26 grudnia liderem, ale mistrzostwo zdobył tylko raz.

ZABÓJCZA OFENSYWA

Manchester City to przede wszystkim ofensywa. I choć Guardiola nie lubi takich spotkań jak wygrane z Leicester City 6:3, gdzie na boisko wkrada się chaos, a drużyna przechodzi w stan podwórkowej wymiany ciosów, to właśnie jest esencja siły rażenia jego ludzi.

Mistrzowie Anglii z poprzedniego sezonu zamknęli 2021 rok ze 115. ligowymi bramkami na koncie. To kolejny rekord, tym razem klubowy. W 1929 roku City strzelili 104 gole. A teraz wynik mógł być jeszcze lepszy, bo przecież lider zagrał w obecnym sezonie trzy spotkania bez zdobyczy bramkowej, tyle samo co w całej kampanii 2020-21.

Pep guardiola i thomas tuchel
fot. Pierre-Philippe Marcou - Pool/Getty Images

Ofensywna orientacja City przynosi piorunujące efekty i prowadzenie w kilku ważnych klasyfikacjach dotyczących gry pod bramką rywala. Po pierwsze – w drużynie Guardioli gola może strzelić praktycznie każdy, a asysta bramkarza Edersona już nikogo nie dziwi. W tym sezonie Premier League już szesnastu różnych zawodników MC znalazło się na liście strzelców. Siedem z tych bramek padło po strzałach zza pola karnego. Obrońcy tytułu przewodzą także w klasyfikacji goli strzelonych głową i trafień w pierwszych kwadransach.

Efekty takiej gry są widoczne od kilku lat. Od sierpnia 2017 roku Manchester City wygrał 23 ligowe mecze różnicą co najmniej pięciu bramek. W tym czasie cała reszta drużyn grających w Premier League zanotowała 24 takie wygrane...

Z TYŁU TEŻ ŚWIETNIE

Guardiola nigdy nie odnosiłby oczywiście takich sukcesów, gdyby jego zespoły – Barcelona, Bayern, a teraz City – skupiały się tylko na strzelaniu goli, zapominając o obowiązkach defensywnych. Trzy bramki stracone we wspomnianym meczu przeciwko Leicester City to rzadkość, szczególnie, gdy mówimy o najlepszej linii obrony w całej ligowej stawce. Przekładając to na matematykę – trzy bramki to w przypadku City na ogół straty rozłożone na około osiem kolejek.

Liverpool v Manchester City - Premier League - Anfield
Fot. Peter Byrne/PA Images via Getty Images

Guardiola stara się wpoić swoim piłkarzom, by jak najdłużej zachowywali koncentrację i maksymalnie wykorzystywali pierwsze połowy, zarówno w defensywie i jak i ofensywie, cytując klasyka. Chodzi o mocne wejście w mecz i szybkie zagonienie rywala do narożnika, okładanie go ciosami (z Leicester w 55. minucie było już 4:0), a potem łapanie oddechu i przejście na tryb ekonomiczny z myślą już o najbliższym starciu. Każdy mecz w tym sezonie, w którym City napoczynali rywala, kończył się ich wygraną. A jeśli trzeba odrobić straty, też są na to gotowi, widzieliśmy 1 stycznia na The Emirates.

Brzmi to dość abstrakcyjnie, ale gol strzelony dla Arsenalu przez Bukayo Sakę w noworocznej kolejce był zarazem dopiero drugą straconą przez City bramką przed przerwą w całym bieżącym sezonie. Wcześniej defensywę lidera zaskoczył Wilfred Zaha z Crystal Palace. Bilans Manchesteru City dotyczący pierwszych połów jest w tych rozgrywkach imponujący – 26:2 w bramkach. I naprawdę trudno powiedzieć, co docenić mocniej: pierwszą czy drugą liczbę?

Guardiola i jego drużyna mają świadomość, że ważna jest praca nad wyeliminowaniem przypadkowych goli przeciwników, może nawet nie tyle przypadkowych, co wynikających z pojedynczych aktów, na pewno nie z przewagi w posiadaniu piłki, bo do tego właściwie nie dopuszczają. Chodzi głównie o stałe fragmenty. Często to one są jedyną nadzieją dla rywala, by zranić City.

Mecz Liverpoolu na boisku West Hamu pokazał, że kiedy nie poustawiasz sobie spraw we własnym polu karnym tak jak trzeba, możesz zapłacić wysoką cenę. Młoty bez litości wykorzystały wrażliwość The Reds i strzelały gole (w swoim stylu zresztą), po rzutach rożnych. Guardiola obserwuje te zjawiska i tłumaczy zawodnikom, jak się przed tym umiejętnie bronić. Efekt? Jedna bramka, autorstwa Olliego Watkinsa, w starciu z Aston Villą, po stałym fragmencie przeciwnika. Na nic się jednak nie zdał. City wygrało 2:1.

MIEJSCE NA EKSPERYMENTY

Gdyby Guardiolą zajął się w minionym roku numerolog, zwróciłby uwagę na liczbę pięć. Menedżer skończył 50 lat, a drużyna zdobyła pod jego wodzą 500. bramkę w Premier League, kiedy zmiatała z powierzchni ziemi Leeds United. Na początku grudnia City zanotowali 150. zwycięstwo ligowe za kadencji Pepa na Etihad. Piątka jest również w liczbie tytułów mistrzowskich, jakie wywalczył w roli piłkarza i trenera – 15. Ale to akurat w maju powinno się zmienić.

W 2022 Manchester City wchodzi z podniesioną głową, w jakże innych okolicznościach niż te sprzed roku, bo przecież poprzedni rok zespół zaczynał na ósmym miejscu w Premier League. Nie przeszkodziło im to wygrać ligi z ośmiopunktową przewagą. Teraz statystyki są po ich stronie, bo jeszcze nigdy w historii rozgrywek nie zdarzyło się tak, by zespół mający na początku roku tak dużą przewagę, nie został później mistrzem. Takich przypadków było, a jakże, pięć.

Manchester City - Ruben Dias
Fot. Matt McNulty/Manchester City via Getty Images

Znając Guardiolę, można przypuszczać, że sam tytuł nie będzie dla niego jakąś wielką sprawą. Jak zawsze chodzi o nowe rzeczy wprowadzane do futbolu. Rosnąca przewaga nad innymi drużynami pozwala eksperymentować, robić coś, na co inni, martwiąc się o punkty, nie mogą się zdecydować. Na przykład przesuwanie pozycji bramkarza, całkowita jej zmiana.

Analiza taktyczna, jaką zamieścił „Manchester Evening Standard” pokazuje jasno, że Ederson niebezpiecznie zbliża się do koła środkowego boiska. Brazylijski golkiper robi rzeczy, jakie możemy oglądać raczej w grze FIFA. Zaczyna wcielać się w rolę środkowego lub bocznego obrońcy, a koledzy w tym czasie otwierają mu możliwości zagrania piłki. Za moment zobaczymy Edersona na połowie rywala, zagrywającego prostopadłe piłki do Gabriela Jesusa czy Raheema Sterlinga. U Guardioli piłka to uniwersytet, rozwiązywanie skomplikowanych równań. Ale ich wyniki na koniec są dość przewidywalne.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Dziennikarz Canal+. Miłośnik ligi angielskiej, która jest najlepsza na świecie. Amen.