FUTBOLOWA GORĄCZKA #101. Król wrócił do domu. John Terry ma nauczyć młodzież z Chelsea jak się gra w piłkę i czego unikać poza boiskiem

Zobacz również:Najbardziej romantyczny beniaminek od czasów Newcastle Keegana. Czy Leeds zderzy się ze ścianą?
john terry.jpg
fot. Darren Walsh/Chelsea FC via Getty Images

Wydawać się mogło, że John Terry lada chwila rozpocznie pracę na własny rachunek i podąży w ten sposób śladami Franka Lamparda. Były kapitan Chelsea zdecydował jednak, że asystentura w Aston Villi nie będzie preludium do posady menedżerskiej i wrócił tam, gdzie kochają go najmocniej – na Stamford Bridge. 78-krotny reprezentant Anglii ma odpowiadać w londyńskim klubie za młodzież jako konsultant w akademii. I choć nie przekaże juniorom pakietu dobrych życiowych porad, sam był kiepski w te klocki, to może im z całą pewnością opowiedzieć sporo o najważniejszej rzeczy w piłce. Wygrywaniu.

Kiedy Antonio Conte sięgał po tytuł z Chelsea, John Terry coraz częściej siedział na ławce rezerwowych. Dziennikarze postanowili go wtedy zapytać, jak się z tym czuje. Obrońca odparł, że jego nieobecność w składzie oznacza, że drużyna wygrywa, a dopóki wygrywa i zmierza po mistrzostwo, on może nie grać. Kibicom CFC bardzo spodobał się ten wywód, bo pasował do roli kapitana drużyny, schodzącego już wówczas z dużej sceny, ale z priorytetem w postaci trofeum. Londyńczycy ukończyli ligę na pierwszym miejscu, a Terry mógł cieszyć się z piątego złotego medalu podczas pobytu w Chelsea.

CHARAKTER Z SUNDAY LEAGUE

Młodzi gracze w akademii klubowej znają te historie na pamięć, opowieści o postaciach takich jak JT przekazywane są z pokolenia na pokolenie, wypełniają puby w okolicy Stamford Bridge. W końcu Terry był głównym filarem sukcesów Chelsea w erze Romana Abramowicza. Chłopak ze stołecznej dzielnicy Barking sięgnął po marzenia i zdobył siedemnaście trofeów, zaliczając ponad siedemset występów w barwach londyńskiego giganta.

To właśnie wspomniana wyżej kampania 2016-17 była ostatnią w roli zawodnika The Blues, potem przeniósł się do Birmingham, gdzie pograł dwa lata, by przez kolejne trzy pracować u boku Deana Smitha. Naprawdę dziwnie patrzyło się na scenkę, w której witał się z Frankiem Lampardem, gdy ten prowadził Chelsea jako menedżer.

Terry.jpg
fot. Malcolm Couzens/Getty Images

Terry wraca do swoich głębokich korzeni. Cobham to miejsce, w którym zna każdy kąt, a po drugie – sam wywodzi się z akademii Chelsea. Trafił do niej dość późno, w wieku 14 lat, bo wcześniej był juniorem West Hamu United. Nowe miejsce ukształtowało go jako piłkarza i, co najważniejsze, zmieniło pozycję, wcześniej występował bowiem w pomocy. Pewnego dnia okazało się, że brakuje środkowego obrońcy. Terry wskoczył do formacji defensywnej i już w niej został.

Charakter wyrabiał sobie grając jeszcze jako dzieciak w Sunday League, gdzie fruwające wysoko nogi, przekleństwa i szyderstwa mieszają się w specyficznym świecie amatorskiej kopaniny. Nieustępliwość i twardy charakter szybko powiozły go windą w górę i już jako szesnastolatek podpisał pierwszy profesjonalny kontrakt.

KRÓL AFER

Dzieciakom z akademii na pewno będzie mógł opowiedzieć o tym, że jeśli chcesz zostać wielkim piłkarzem, nie powinieneś bać się zbierać złych doświadczeń. Bo kariera Terry’ego wcale nie była kolorowa od samego początku. Miał duże problemy z przebiciem się do składu, dostawał nieliczne szanse, a po doświadczenie ruszył do Nottingham Forest i dopiero tam, na wypożyczeniu, zrozumiał co to znaczy odpowiedzialność za grę w pierwszym składzie.

Dziś w Chelsea to normalna praktyka, nikt nie wypożycza do innych klubów tylu piłkarzy, a konkurencja jest jeszcze większa, bo od juniorskich czasów JT klub stał się potęgą na światową skalę, stało się to praktycznie od początku kadencji Abramowicza.

Napisałem na samym początku, że w kwestii porad życiowych Terry nie byłby dobrym drogowskazem, jednak jego błędy młodości mogą posłużyć za gotowy poradnik, jak nie postępować poza boiskiem. A było tych grzechów sporo – od bójki z bramkarzem w nocnym klubie w 2002 roku, przez małżeńskie zdrady, które stawały się niemal za każdym razem pożywką dla tabloidów, konflikt na tle rasistowskim z Antonem Ferdinandem, wreszcie śledztwo dziennikarskie, które miało pokazać, że piłkarz przyjmuje korzyści majątkowe w zamian za organizowanie prywatnych wycieczek po... ośrodku treningowym Chelsea (klub zaprzeczył, by coś takiego miało miejsce). Tracił tygodniówki, powołania do kadry, opaski kapitańskie, zaufanie żony, ale za każdym razem jakoś z tych opresji wychodził.

Na boisku dość szybko zaczął się sportowo bronić. Kiedy tylko przebił się do składu, kibice od razu dostrzegli w nim lidera drużyny, a bardzo dobry sezon 2000-01 stał się trampoliną do dalszych sukcesów. Gry w obronie mógł się uczyć od mistrza świata, Marcela Desailly’ego, wtedy to właśnie Francuz pełnił rolę kapitana pisaną w przyszłości Terry’emu. Reszta jest historią.

STARZY ZNAJOMI

Akademia ma rozsławiać klub. Kilku jej wychowanków już robi to na boiskach Premier League, a wśród nich są Mason Mount, Ruben Loftus-Cheek, Reece James, Callum Hudson-Odoi, Trevoh Chalobah, Andreas Christensen, czy grający na wypożyczeniu w Crystal Palace Connor Gallagher. O działalności tego miejsca pisał niedawno na newonce.sport Michał Gutka.

„Daily Mail” przypomina, że JT nie jest pierwszym zawodnikiem powracającym do Cobham w nowej roli. W korytarzach spotka wielu starych znajomych. Petr Cech to doradca techniczny klubu i łącznik pomiędzy Thomasem Tuchelem a Mariną Granowskają, panią dyrektor, która pełni ważną funkcję w piłkarskim biznesie Abramowicza.

Mentor techniczny – taką rolę przypisano Claude’owi Makelele, przed laty fenomenalnemu pomocnikowi. Francuz raportuje o postępach dokonywanych przez młodych zawodników, zarówno podczas treningów, jak i w meczach o stawkę. Jego rola to również pozostanie w kontakcie z młodymi graczami na wypożyczeniach. Trenerem w akademii jest były świetny lewy obrońca Ashley Cole, łączy to dodatkowo z posadą w krajowej federacji, a konkretnie asystenta kadry U-21.

Oprócz wspomnianych postaci, w Cobham Terry przybije piątkę z Carlo Cudiccinim, który na Stamford Bridge pełnił głównie rolę rezerwowego. On także opiekuje się zawodnikami na wypożyczeniach i pełni rolę ambasadora klubu z Londynu. Blisko współpracował ze swoimi rodakami, gdy ci prowadzili The Blues – Conte i Sarrim.

Są tutaj również Paulo Ferreira, czy pełniący funkcję szkoleniowca bramkarzy Henrique Hilario i świetny przed laty norweski napastnik Tore Andre Flo. To właśnie razem z nimi Terry ma zadbać o przyszłość Chelsea.

MARZENIE ABRAMOWICZA

Szef pionu szkolenia w Cobham, Neil Bath, jest zachwycony powrotem JT na stare śmieci. I od razu nakreślił plan działania: szkolenie plus bycie piłkarskim mentorem dla przyszłych gwiazd Chelsea.

Klubowy ośrodek treningowy przeszedł długą drogę do obecnego kształtu. Istniejące od piętnastu lat centrum sportowe było jednym z głównych celów Abramowicza. Rosjanin pragnął udowodnić, że nie liczą się dla niego tylko wysokie kwoty wydane na kolejne transfery, ale również rozwój i przyszłość.

john terry roman abramowicz.jpg
fot. Mike Egerton - PA Images via Getty Images

Są tacy, którzy akademię Chelsea uważają za najlepszą na świecie. Kosztowała około 20 milionów funtów, co na tamte czasy było gigantyczną sumą. Ale patrząc na posunięcia Abramowicza, piłkarzy o takiej lub wyższej wartości kupił przecież na pęczki. A ośrodek jest czymś, co zostanie tutaj na zawsze. Tak jak sukcesy.

W czasie, w którym miliarder przejmował londyński klub, Chelsea musiała gonić trendy wyznaczane przez Arsenal czy Manchester United. Spieszono się tak bardzo, że pierwsza drużyna trenowała w tym miejscu zanim została w pełni ukończona jego budowa. Od 2008 roku stała się domem wszystkich sekcji, od najmłodszych począwszy. A mają na czym trenować: 30 boisk, sześć spełniających standardy Premier League, trzy z podgrzewanymi płytami, do tego sztuczna nawierzchnia pod dachem, nie wspominając o zapleczu z siłowniami, saunami i basenami. Warunkiem dotyczącym powstania kompleksu było to, żeby żaden z budynków nie przerastał tych w okolicy. Terry dobrze wie, jak ona wygląda, sam znakomicie odnajduje się na rynku nieruchomości i kupił kiedyś w pobliżu dom wart kilka milionów funtów.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Dziennikarz Canal+. Miłośnik ligi angielskiej, która jest najlepsza na świecie. Amen.