Kubki wielokrotnego użytku, energia z paneli słonecznych lub pomp ciepła, nawadnianie boisk deszczówką. Niemieckie kluby ścigają się o to, kto jako pierwszy będzie grał na neutralnym klimatycznie stadionie. Już nie tylko w celach marketingowych, ale też licencyjnych.
Konieczność posiadania sztucznego oświetlenia, podgrzewanej murawy i odpowiedniej liczby zadaszonych miejsc na stadionie to w polskich warunkach wciąż wymóg licencyjny trudny do spełnienia dla niektórych klubów Ekstraklasy. To, że te wymogi są z łatwością spełniane przez każdy klub Bundesligi, nie oznacza jednak, że proces licencyjny w kwestiach infrastrukturalnych to w Niemczech formalność. Kluby chcą nadążać za oczekiwaniami kibiców i całego społeczeństwa. Według badań prowadzonych przez DFL, spółkę zrzeszającą 36 klubów 1. i 2. ligi, aż 75% kibiców chciałoby, aby kluby bardziej zainteresowały się kwestiami ochrony środowiska. Bo stadion, którego lampy godzinami rozświetlają całą okolicę, na który musi dojechać kilkadziesiąt tysięcy osób, zostawiając po sobie kilkadziesiąt tysięcy plastikowych kubków, nie kojarzy się z ekologicznym festiwalem. To ma się zmienić. Na ostatnim walnym zgromadzeniu akcjonariuszy DFL ustalono stopniowe wprowadzanie ekologicznych wymogów licencyjnych.
Kluby będą musiały w przyszłości spełnić 39 kryteriów w tej dziedzinie. Do ich obowiązków będzie należało mierzenie własnego śladu węglowego, przygotowanie koncepcji radzenia sobie z odpadami oraz zatrudnienie osoby, która będzie zajmowała się wyłącznie bilansem klimatycznym danego klubu. W pierwszej kolejności chodzi o możliwie jak najdokładniejsze obliczenie, w jakim stopniu szkodliwe dla niemieckiego środowiska jest rozgrywanie Bundesligi. Na bazie istniejących danych w następnym kroku kluby będą się zastanawiać, jak można by zoptymalizować procesy. Pod lupę mają pójść m.in. zużycie wody i ścieków na stadionach, konsumpcja energii oraz ruch samochodowy generowany przez mecze. Wypełnienie pierwszej grupy kryteriów ekologicznych ma być wymagane od klubów dwóch najwyższych lig już od sezonu 2023/24. Od rozgrywek 2024/25 dojdą kolejne kryteria, takie jak choćby optymalizacja procesu produkcji gadżetów. Wtedy też ma być wymagane, by kluby wdrożyły w życie przynajmniej jeden środek prowadzący do zmniejszenia ich śladu węglowego. Liga chce używać metody marchewki, zachęcając kluby do robienia w tej kwestii więcej, niż jest wymagane. Dla ekologicznych liderów są przewidziane finansowe bonusy.
Niektóre kluby już wcześniej działały w tej kwestii na własną rękę. W 2022 roku Werder Brema przedstawi swój pierwszy szczegółowy raport zrównoważonego rozwoju. II-ligowe Paderborn już ma taki wewnętrzny audyt za sobą. Nowo budowane stadiony zawierają coraz więcej prośrodowiskowych rozwiązań. Gdy na początku lat 90. SC Freiburg montował na dachu swojego stadionu panele słoneczne, włączając je w proces pokrycia własnego zapotrzebowania energetycznego, brzmiało to, jak technologia kosmiczna, możliwa tylko w tym najbardziej nasłonecznionym mieście w kraju. Dziś użycie fotowoltaiki to standard dla wielu aren. Oczywiście także dla tej nowej we Fryburgu Bryzgowijskim, na którą w zeszłym roku przeprowadził się klub ze Schwarzwaldu. Obok stadionu zamontowano też m.in. stacje ładowania pojazdów elektrycznych.
CIEPŁO Z POMP
Twórcy WWK Areny w Augsburgu szczycili się w 2009 roku, że udało im się zbudować pierwszy stadion na świecie niezwiększający emisji dwutlenku węgla. Wokół obiektu umieścili sześć olbrzymich pomp, które wykorzystują wody gruntowe z głębokości 40 metrów.
Wyprodukowana w ten sposób energia oszczędza dzięki temu 700 ton dwutlenku węgla rocznie i jest wykorzystywana do ogrzewania oraz schładzania stadionu, a także do systemu podgrzewania murawy, który w ciągu roku zużywa tyle energii, ile 120 gospodarstw domowych.
Do ekologicznego pociągu chce też wskoczyć Bayern Monachium, pracujący nad tym, by Allianz Arena do 2030 roku była neutralna klimatycznie. Monachijczycy już od 2006 roku mierzą swój ślad węglowy i starają się go redukować. Użycie odnawialnych źródeł energii do obsługi olbrzymiego stadionu w ciągu ledwie ostatnich kilku lat skoczyło z 26 do 69%.
SZKODLIWY TRANSPORT
Mistrzowie Niemiec wciąż czują jednak, że mają wiele do zrobienia. Zwłaszcza w kwestii zużycia wody. W sezonie 2018/19 obiekt pochłonął 60 milionów litrów wody, co oznacza, że na obsłużenie przeciętnego odwiedzającego zużyto aż 2600 litrów wody. Wyzwaniem jest też zużycie energii, które na 75-tysięcznym stadionie z ośmioma tysiącami metrów kwadratowych przestrzeni kulinarnych również jest olbrzymie. Do tego dochodzi jeszcze transport. Arena ulokowana jest poza miastem, przy samej autostradzie, a na mecze Bayernu dojeżdżają ludzie z całej Bawarii, największego powierzchniowo niemieckiego kraju związkowego. Średnio ponad 30 tysięcy kibiców dociera na mecze autokarem lub samochodem, pokonując przeciętnie 270 kilometrów. Obiekt jest wyposażony w jedenaście tysięcy miejsc parkingowych, które zwykle szczelnie się zapełniają. Według analiz jedynie mniej niż połowa fanów dociera na mecze do Monachium transportem publicznym, co klub planuje w przyszłości zmienić. Philipp Lahm zapowiada, że Euro 2024 ma być najbardziej ekologicznym wielkim turniejem w historii i monachijska arena ma się do tego przyczynić.
PreZero Arena w Hoffenheim nie ma żadnych szans, by ugościć największy kontynentalny turniej w Europie, ale w kwestiach ekologicznych w tej chwili nie ma sobie równych w Niemczech, a pewnie także i na świecie. Obiekt położony w Sinsheim ma być pierwszym na świecie stadionem zero-waste. Klub podejmuje też wysiłki, by jako pierwszy w Bundeslidze otrzymać certyfikat neutralności klimatycznej.
ANALIZA ODPADÓW
Współpraca między klubem a sponsorem stadionu zajmującym się gospodarką odpadami rozpoczęła się od... zbierania śmieci. Odpady z jednego z meczów ligowych nie wylądowały na wysypisku, lecz w laboratorium PreZero, gdzie pracownicy firmy analizowali, co się wyrzuca na stadionie i w jaki sposób można by to sensownie wykorzystać lub zoptymalizować. Ustalono, że mecze generują między 68 a 100 ton śmieci rocznie. I że nie są one w żaden sposób sortowane, lecz wrzucane do ogólnych kubłów. Od tego czasu zaczęto wspólnie wdrażać kroki mające poprawić sytuację. Pierwszy krok był najmniejszy z możliwych. Na stadionie umieszczono kosze na śmieci ze znanym z wielu innych miejsc publicznych podziałem na plastik, papier i odpady ogólne.
WYMIANA KUBKÓW
Z badań PreZero wyszło, że 60% odpadów można by użyć ponownie. Jedną z najbardziej charakterystycznych pozostałości po meczach były przez lata plastikowe kubki jednorazowego użytku, do których nalewano piwo oraz wszelkie inne napoje, co miało zwiększyć bezpieczeństwo na stadionach, gdyż takim kubkiem rzuconym z trybun trudniej zrobić komuś krzywdę. Tyle że kubki były tworzone z substancji, której nie dało się wykorzystać ponownie. W Sinsheim wyrzucano w ten sposób po każdym meczu 30 tysięcy jednorazowych kubków. W 2020 roku zastąpiono je takimi wyprodukowanymi z polietylenu, które mogą być używane aż do 400 razy. W obiegu mają być 10 lat, a później zostaną przerobione na stadionowe siedziska. Klub unika w ten sposób wyrzucenia pół miliona kubków na sezon i oszczędza osiem ton plastiku.
EKOLOGICZNA KAUCJA
Sprawę trzeba było jednak przeprowadzić z głową, bo na meczach Hoffenheim schodzi średnio tyle wody, oranżady, piwa i grzanego wina, że można by nimi napełnić ponad tysiąc wanien, a ze względów higienicznych, jeśli mają być użyte ponownie, trzeba je skutecznie umyć. Zadbano, by pokonywały w tym celu jak najmniej kilometrów. Kibice dostają je z 50-centową kaucją, a automaty do zwracania ich umieszczono na stadionie. Fani mogą w nich po meczu odzyskać 50 centów albo wybrać, że zostaną one przekazane na organizacje ekologiczne. Zdecydowano się nie ozdabiać ich żadnymi klubowymi motywami, które mogłyby zachęcać kibiców do wzięcia ich sobie na pamiątkę, co zmuszałoby klub do ciągłego wprowadzania w obieg nowych.
KARTY Z MURAWY
Kolejnym aspektem, który spróbowano poprawić, była kwestia dbałości o murawę. Greenkeeperzy Hoffenheim koszą średnio około 500 kilogramów trawy tygodniowo, co daje miesięcznie dwie tony. Wcześniej wszystko szło na kompost, jednak zanim takie ilości trawy zostaną zdegradowane, musiałoby minąć bardzo wiele czasu. Postanowiono więc wykorzystać ją inaczej. Ścinki są teraz suszone w specjalnych pojemnikach, a później przerabiane na papier, z którego produkowane są karty autografowe z wizerunkami piłkarzy Hoffenheim. Do ich powstania zużywa się znacznie mniej wody i chemikaliów niż w procesie tworzenia zwykłego papieru. Z jednej tony trawy powstaje 585 tysięcy takich kart. Jako że nikt nie potrzebuje aż takiej liczby autografów Andreja Kramaricia czy Olivera Baumanna, z trawy produkowane są też choćby futerały na smartfony sprzedawane w klubowym sklepiku. Murawa zraszana jest z kolei wodą pochodzącą z uzbieranej uprzednio deszczówki. Wykorzystując wody opadowe także do spuszczania wody w stadionowych toaletach, Hoffenheim oszczędza 350 tysięcy litrów wody rocznie. Dzięki panelom słonecznym ustawionym wokół stadionu oraz w centrum treningowym oszczędzają z kolei 743 tony dwutlenku węgla rocznie.
LASY ZA BILETY
Klub angażuje się także w różnego rodzaju akcje ekologiczne. Kibice, kupując bilet na mecz, mogą dorzucić tzw. Bilet klimatyczny, przekazując jedno euro na sadzenie drzew w Ugandzie. Przed jednym z meczów ustalono, że ile osób przyjdzie na mecz, tyle drzew posadzi klub. Ostatecznie osiągnięto wynik 23629. Emisje, których klub nie może na razie uniknąć, choćby generowane przez przyjazd drużyn, kibiców oraz sędziów na stadion, Hoffenheim rekompensuje właśnie poprzez ponowne zalesianie Ugandy. Tam również klub nawiązał partnerstwo, które ma prowadzić do sprawiedliwej produkcji bawełny, z uczciwą zapłatą oraz dobrymi warunkami pracy dla osób tworzących odzież. Klubowe szaliki mają więc teraz certyfikat fair trade, a kupując odzież z kolekcji umoja, co w suahili oznacza “jedność”, kibice mogą mieć poczucie, że nie została ona wyprodukowana przy czyjejś krzywdzie. Z kolei energia zużywana do prowadzenia klubowej strony internetowej oraz profili społecznościowych jest rekompensowana wsparciem projektu ClimatePartner, który dba o wprowadzanie w Kongu alternatywnych źródeł energii, by zapobiec wycince tamtejszych lasów dla produkcji węgla drzewnego. Mają w ten sposób zostać ocalone naturalne warunki życia goryli.
WALKA O CERTYFIKAT
TSG Hoffenheim ma nadzieję, że wszystkie tego typu działania doprowadzą go docelowo do otrzymania jako pierwszy klub w Niemczech przyznawanego przez niezależną instytucję badawczą certyfikatu neutralności emisyjnej. W kraju, w którym ruchy ekologiczne przybierają na sile, a oczekiwania społeczne są w tej kwestii coraz większe, kluby piłkarskie nie mogą sobie pozwolić, by ten pociąg im odjechał. Także ze względów marketingowych. Hoffenheim, przez wielu nazywane sztucznym tworem i niechętnie widziane w Bundeslidze przez tradycyjną scenę kibicowską, próbuje w ten sposób ocieplać wizerunek i budować markę przyjaznego, fajnego klubu. Akurat oni ze spełnieniem nowych wymogów licencyjnych nie będą mieć problemów. Ba, na razie są faworytem do zgarnięcia milionów za wygranie ekologicznej klasyfikacji Bundesligi.

Komentarze 0