Do świąt jeszcze daleko, ale entuzjaści rapowego konserwatyzmu mogą być zadowoleni. Właśnie ukazały się dwie płyty, na których dobre zwrotki gonią zwrotki jeszcze lepsze, a ilość flow i sprytnych zagrywek słownych przyprawia o ból głowy. Mowa o długo wyczekiwanym Burden Of Proof Benny’ego the Butchera i Streams of Thought, Vol. 3: Cane & Able EP Black Thoughta.
Zarówno reprezentant Griseldy, jak i MC z The Roots dowieźli z nawiązką, a przy tym pokusili się o zaskoczenie. Ten pierwszy sprawdził się niesamowicie na luksusowych bitach Hit Boy’a, a drugi - zastosował mocniejszą strukturę niż na poprzednich wydawnictwach z serii Streams of Thought. Oba krążki to mocni kandydaci do tytułu rapowych płyt roku. Sprawdźcie, czym zachwyciły nas najbardziej.
Griseldowcy to bodaj najciężej pracujący ludzie w branży. Regularność, z jaką pojawiają się ich wydawnictwa doprawdy imponuje. Na przestrzeni ostatnich miesięcy wyszło ich już kilka - w tym rewelacyjny debiut Conway’a dla Shady Records, From King To a God. Benny milczał, ale tylko po to, żeby rozbudzić apetyt na potężne uderzenie. Burden Of Proof było jedną z najbardziej wyczekiwanych pozycji w tym przeklętym roku, również przez obecność Hit Boy’a, który odpowiada za całość produkcji. I to właśnie pierwsze, co rzuca się w uszy. Butcher do tej pory operował na mrocznych i groźnych bitach - czy to od Alchemista, czy Daringera. Na Burden Of Proof pracuje na jaśniejszych podkładach i bardziej zróżnicowanych bębnach. Efekt jest onieśmielająco dobry i - w jakimś sensie - odsyłający do hip-hopowych tytułów z początków tego tysiąclecia. To niekoniecznie bling, ale pewnego rodzaju narkobiznesowy blichtr, który kapie z połączenia talentów dwukrotnego zdobywcy Grammy i Rzeźnika z Buffalo.
Benny świetnie odnalazł się w tym klimacie, obierając za główny temat dziedzictwo. Wiele utworów z Burden Of Proof mówi o tym, że hajp jest fajny przez chwilę, ale ostatecznie liczy się solidny dorobek, który wytrzyma próbę czasu. 35-latek wie, o czym gada, bo mimo wieloletnich prób - dopiero niedawno znalazł się na językach wszystkich i w krótkim czasie wyrzeźbił dyskografię o długowiecznym potencjale. Ten przekaz wybrzmiewa równie mocno na bitach, które trudno skojarzyć z ponurym klimatem właściwym Griseldzie (Legend). Benny the Butcher nie stracił nic z charakterystycznej surowości - nawet w otoczeniu wysokooktanowych gości w postaci Lil Wayne’a czy Big Seana. Snuje swoją historię, opowiadając o groźnym dilerze, który dzięki hip-hopowi zmienił się niemal w celebrytę. I tak - słyszeliśmy tę opowieść już wiele razy, ale Benny ją aktualizuje, oddając hołd wielkim hustlerom z przeszłości - od Jaya po Jadakissa. Burden Of Proof to również propozycja bez zbędnych momentów. Mimo odrobiny przaśnych skitów, w których ktoś nieudolnie parodiuje styl gadki włoskich mafiozów. To szybki i konkretny odsłuch, czyli najlepsze, co rap może mieć do zaoferowania w paczce od fenomenalnego MC i równie genialnego producenta.
Black Thought z The Roots - otwierający swoją drogą poprzedni album Benny’ego, The Plugs I Met - przyzwyczaił nas do niepozornych wydawnictw, wyróżniających się obfitością wersów do rozkminy przez długie tygodnie. Seria Streams of Thought to w zamierzeniu dość eksperymentalne przedsięwzięcie. Wartość produkcyjna i tradycyjna struktura piosenkowa ustępują tu centralnej postaci rapera, który wypluwa płuca i wykręca rozum. Trzecia część nie przynosi większych zmian, jeśli chodzi o skillsy jednego z lepszych MC w historii, ale dokłada lepszą produkcję i wiele świetnych featuringów. To, że Killer Mike i Pusha T wpasują się tu doskonale, nie ulegało wątpliwości. Zadziwia natomiast Schoolboy Q, który w Steak Um odwala świetną robotę. Sam gospodarz przez całe wydawnictwo sypie taką masą dobrych linijek, że siedzielibyśmy tu do jutra, gdybyśmy chcieli je wszystkie rozłożyć na czynniki pierwsze. Black Thought imponuje umiejętnościami, chociaż czasem liczba wypluwanych słów zaciemnia relatywnie prosty przekaz. Ale to właśnie jego styl. W każdym razie - na Streams of Thought 3 znajdziemy sporo trzeźwych myśli na temat kwestii społecznych i politycznych, a jeśli jakiś wykonawca ma się tym zajmować, to trudno o lepszego kandydata niż Black Thought. Dodatkowym atutem jest produkcja, o wiele mniej ascetyczna niż przy poprzednich strumieniach myśli (co się dzieje w Good Morning!).
Rap bez śpiewanych refrenów i czysto syntetycznej produkcji też ma się doskonale. Wbrew malkontentom - co i rusz pojawiają się wydawnictwa, które można nazwać wybitnymi. W bezpośredniej rywalizacji na premiery to Benny wypadł lepiej, ale propozycja Black Thoughta jest o wiele mniej zobowiązująca od długo wyczekiwanej kooperacji Rzeźnika Baltimore z Hit Boy’em. Ale to przecież żaden wyścig, bo na końcu i tak wygrywa hip-hop. Nawet w tak upiornym czasie wciąż można na niego liczyć.
