Jeżdżą lewą strona ulicy. Na śniadanie jedzą fasolę z bekonem. Nie umieją obsługiwać VAR-u. Przede wszystkim mają najwyższą średnią wieku spośród czterech topowych lig w Europie. Co jest nie tak z angielskimi sędziami?
Znowu są na świeczniku, choć z reguły nigdy nie powinni się na nim znaleźć. W Anglii nie ma już tygodnia, żeby nie gadano o sędziach: o przeklętych trzech literach: „V”, „A”, „R”, o absurdalnych zaćmieniach umysłu albo o dziwnych relacjach z zawodnikami. Jak ta z ostatniego weekendu, gdy Jonathan Moss rzucał do piłkarzy Bournemouth sarkastyczne komentarze o tym, że kiblują w strefie spadkowej.
Robi się z tego mały kabaret. W rzeczywistości Moss nawet tu popełnił błąd, bo drużyna Eddiego Howe’a jest dwa punkty nad kreską. Dan Gosling, piłkarz The Cherries, mówi w mediach, że to hańba. Premier League przeprowadza dochodzenie. A Mikey Riley, szef sędziów, znowu dostaje po głowie. Dziś nawet niedzielny kibic Premier League patrząc na ekran stwierdza, że coś z tą ligą nie halo, skoro najlepszym piłkarzom świata w wielu przypadkach gwiżdżą starsi panowie z brzuszkami. I zarazem jedni z najgorszych sędziów w Europie.
NAJSTARSI NA ŚWIECIE
Usiadłem i policzyłem. Fakty są brutalne: w żadnej z czterech topowych lig nie ma arbitra, który kręci się blisko granicy 50 lat albo ją przekroczył. Tymczasem w Premier League jest takich ośmiu. Najstarszy Mike Dean ma 52 lata, a wspomniany Moss w grudniu skończy 50. Gdyby sprawdzić pozostałe ligi, być może okazałoby się, że nigdzie nie ma tak starych arbitrów jak w Anglii. Tyle się ostatnio dyskutuje o przekleństwie VAR-u, ale może problemem nie jest technologia, tylko ludzie, którzy ją obsługują?
Średnia wieku arbitra w Premier League wynosi 44,6 lat. We Włoszech – 39,5, w Niemczech – 38,95, a w Hiszpanii – 38,45. Różnicę widać gołym okiem. Do tego dochodzi fakt, że Martin Atkinson (49 lat) sędziował w tym sezonie już 21 spotkań, Mike Dean (52 lata) – 19, a Kevin Friend (49 lat) tylko jeden mniej. To są liczby wykraczające poza normy z innych krajów. We Włoszech liderem jest Rosario Abisso (35 lat, 12 meczów), a w Hiszpanii – Jesus Gil Manzano (36 lat, 13 meczów).
Dwa lata temu zwracał na to uwagę Mark Clattenburg. Gdy na mundialu w Rosji pierwszy raz od 80 lat nie było angielskiego sędziego, „Daily Mail” zrobił rozmowę z byłym arbitrem Premier League, a ten rzucił wprost: „W Anglii mecze ciągle sędziują ci sami faceci. Gdy zaczynałem w 2004 roku, było nas 24. Potem ta liczba spadła. Sędziowie nam się starzeją, a dopływu młodych nie ma”.
FIFA w 2015 roku zniosła limit wieku. O tym, arbiter może prowadzić mecze po ukończeniu 45 lat decyduje jego forma, a nie metryka. Dlatego Anglicy korzystają. Wielu z nich to koledzy szefa sędziów Mike’a Rileya. Pamiętają jeszcze czasy „Bitwy o Bufet”, gdy Cesc Fabregas ciskał pizzą w Alexa Fergusona, a Riley lżony był za swoją nieporadność. To właśnie on zakończył słynną arsenalowską serię 49 meczów bez porażki. Wiele lat było mu to wypominane, podobnie jak inne wpadki, bo arbitrem był po prostu słabym.
ZGODA OD ŻONY
Dzisiaj to on stoi na czele grupy facetów czuwającymi nad regułami w najpopularniejszej lidze świata. W erze futbolu ekspansywnego otoczył się ludźmi, którzy zwyczajnie są w odwrocie. A efekty widzimy co tydzień. To jest klasyka – tzw. „shoulder offsides”, albo decyzje z kosmosu, gdy Sterling zamiast wylecieć z boiska za wjazd w nogi Dele Allego, biega sobie dalej i nawet VAR-owi nic do tego. Nie buduje to najlepszego klimatu wokół sędziów. Nie tworzy zaufania między dwiema stronami, co widać po przykładzie Bournemouth, albo Cardiff, gdy rok temu Neil Warnock krzyczał, że Anglia ma najgorszych sędziów na świecie.
– Riley to robot. Wie wszystko o regułach, ale ma trudność ze zrozumieniem gry i ludzkiego elementu w tej grze. Wielu sędziów zachowuje się tak jak on. Dlatego zrobiliśmy krok w tył – mówił Warnock. Po meczu z Chelsea w kwietniu 2019 roku, gdy sędziowie ukradli mu trzy punkty, „Daily Mail” zrobił zbitkę zdjęć 71-letniego trenera. Wszystkie wyglądały jakby wstawić tam słynny „Krzyk” Edwarda Muncha. Tak wkurzonego Warnocka Anglia jeszcze nie wiedziała. To wtedy padły słowa: „Dostałem zgodę od żony na wypadek, gdybym chciał zaraz kogoś uderzyć”.
Warnock do dziś zdania nie zmienia. Relacje z szefem sędziów nazywa „dalekimi od wysyłania sobie kartek na święta”. Ostatnio jego tok myślenia kontynuuje Henry Winter, dziennikarz „Timesa”, który w styczniu wystosował apel pt. „Wezwanie do zwolnienia Mike’a Rileya”. Chodziło oczywiście o VAR, ale też ogólnie o kierunek, w którym podążają angielscy arbitrzy. Ligi, która z taką dbałością troszczy się o wizerunek, nie stać dziś, by zamiast o akcjach Kevina de Bruyne, świat dyskutował o systemie VAR, Jonathanie Mossie i innych występkach panów w czerni. Najlepiej podsumował to Warnock: „W dzisiejszych czasach zdrowy rozsądek nie jest dozwolony, ale najlepsi sędziowie to tacy, którzy wciąż go używają”.
