Kolejny awans, ale ten jest z fanfarami. Fulham marzy, by tym razem zostać w Premier League

Zobacz również:Najbardziej romantyczny beniaminek od czasów Newcastle Keegana. Czy Leeds zderzy się ze ścianą?
Aleksandar Mitrović - Fulham
Fot. Clive Rose/Getty Images

Ktoś mógłby powiedzieć, że to, iż Fulham wróci do Premier League, było jasne już w momencie, w którym rok temu żegnaliśmy londyńczyków. I rzeczywiście, byli w tym sezonie typowani do awansu do elity przez większość ekspertów, jednak styl, w jakim tego dokonali, zaskoczył wszystkich. To już nie była nerwówka w barażach. Tym razem wbili się do elity z drzwiami i futryną.

Jeżeli jesteś kibicem Fulham, z pewnością nie narzekasz na nudę. Niezależnie od tego, czy sezon jest udany i drużyna częściej wygrywa, czy pełen jest zwrót akcji i frustracji, na Craven Cottage od lat zawsze coś się dzieje.

Obecny sezon jest piątym z rzędu, który dla londyńczyków kończy się albo spadkiem, albo awansem. Cofając się jeszcze bardziej, to od sezonu 2013/14, kiedy Fulham pod wodzą Felixa Magatha spadło do drugiej ligi, zawsze gra o coś. Nawet jeśli nie żegnało się akurat z Premier League albo do niej nie wracało, to walczyło w międzyczasie o utrzymanie, jak miało to miejsce w latach 2014-16, albo o awans w 2017 roku, kiedy przez baraże nie udało przebić im się wyżej. Właściwie mogliby zmienić tam nazwę na Fulham „zawsze coś” Football Club.

ROZBIJAJĄ DLA ZABAWY

Ten sezon tę serię podtrzymał, choć był inny. Dwa i cztery lata temu, kiedy klub wchodził ponownie do Premier League, robił to w finale baraży na Wembley. I choć okoliczności są wtedy bardziej podniosłe, mecz ma swoją otoczkę i zapowiadany jest co roku jako „spotkanie o... (tu wstaw aktualną kwotę w milionach funtów)”, to wszystkim zależy jednak, by uniknąć tych nerwów. Szczególnie, że po sezonie składającym się z aż 46 meczów ligowych mało komu uśmiecha się jeszcze rozgrywać trzy kolejne. Ponadto historia Premier League pokazuje, że ten trzeci beniaminek z baraży ma zwykle najtrudniej. W tym sezonie Brentford wyłamie się z tego trendu, bo niemal na pewno pozostanie w elicie, jednak sześć z wcześniejszych ośmiu ekip, które awansowały w ten sposób, spadało po roku.

Fulham postanowiło oszukać przeznaczenie, bijąc konkurencję na głowę. Awans zapewniło sobie już z miesięcznym zapasem. W decydującym meczu pokonało Preston 3:0, dzięki czemu ich licznik zatrzymał się na razie na 98 golach. Zostały cztery kolejki, by pobić rekord Championship, który wynosi 99 bramek i należy do Reading z sezonu 2005/06, a ogółem w drugiej lidze przed obecnym kształtem najlepszy dorobek to 108 goli Manchesteru City pod wodzą Kevina Keegana w rozgrywkach 2001/02 i jest to do zrobienia.

To dziś ekipa, którą ogląda się z ogromną przyjemnością. Był moment, kiedy wydawało się, że Fulham strzela gole dla zabawy, jakby od niechcenia. W styczniu na przestrzeni siedmiu dni londyńczycy zaliczyli wygrane 7:0, 6:2 i 6:2. Zeszłoroczny wynik zwycięzców Championship, Norwich City, które zdobyło 75 bramek, wyrównali po 28 kolejkach. Zostali też pierwszym klubem od czasu Liverpoolu z lat 1895/96, który wygrał w jednym sezonie dwa wyjazdowe mecze różnicą siedmiu goli.

REKORDOWY MITRO

Przywódcą tej paczki jest Aleksandar Mitrović, który od lat uchodził za dobrego napastnika na poziom Championship, ale w Premier League głównie zawodził i pamięta się mu czerwone kartki albo spudłowane rzuty karne. Serb udowodnił jednak, że w szczebel niżej staje się inną bestią i już pobił rekord ery Chamionship, strzelając 40 goli. Do najlepszego wyniku w historii drugiej ligi angielskiej brakuje mu już tylko dwóch trafień. A przecież jeszcze przed sezonem nie brakowało głosów, że Mitrovicia należy sprzedać. W poprzednim sezonie w Premier League strzelił tylko trzy gole i tylko w 13 meczach wychodził w pierwszym składzie i kto wie, czy gdyby w klubie pozostał Scott Parker, to tak by się to nie skończyło.

Anglika zastąpił jednak Marco Silva i wziął Mitrovicia na rozmowę. Wyjaśnił Serbowi, że ten będzie centralną postacią jego systemu 4-3-3 i namówił do pozostania. W efekcie zobaczyliśmy historyczny sezon w jego wykonaniu i to adekwatne, że właśnie Mitrović w meczu pieczętującym awans strzelił dwa gole, a potem koledzy znieśli go z boiska na rękach.

Fulham - Aleksandar Mitrović
Fot. Clive Rose/Getty Images

– Przeciwnicy jego talentu zawsze mogą powiedzieć, że odbił się już od Premier League, a w Championship każdy dobry napastnik może wykręcać takie liczby. Tyle właśnie, że nie każdy, bo 40 bramek to absolutny rekord tych rozgrywek. Rekord, który jeszcze rok temu był ustanawiany przez Ivana Toneya i wynosił 31 trafień. Nie mówimy o pobiciu go, a wręcz o upokorzeniu – mówi Maciej Łaszkiewicz z serwisu Angielskie Espresso, prowadzący podcast „Szósta liga Europy” o rozgrywkach Championship.

– Żeby było ciekawiej, Mitrović wcale nie zdominował ofensywnych poczynań Fulham. Jest tylko jednym z wielu elementów układanki i przy wszelakiej jego niedyspozycji Fulham ma narzędzia, by dalej strzelać gole. Nowy nabytek Harry Wilson odnalazł wspólny język nie tylko z Mitroviciem, ale z 19-letnim Fabio Carvalho, a warto wspomnieć, że skrzydłowi Fulham często pełnią rolę dodatkowych napastników. Kiedy ta drużyna atakuje, wydaje się jakby do ofensywy podłączało się sześciu, siedmiu zawodników – dodaje.

W tym właśnie tkwi siła Fulham. Mimo że serbski napastnik bije rekordy, to odpowiada za ponad 40% bramek Fulham, co znaczy, że ma podobny wpływ na atak swojej ekipy jak inni topowi napastnicy w Championship – Dominic Solanke z Bournemouth czy Ben Brereton Diaz z Blackburn Rovers. Tyle, że w momencie pisania tego tekstu oni mają odpowiednio 26 i 21 goli.

MASZYNA Z FABRYKI SILVY

Poza Wilsonem i Munizem, sprowadzonym, by był zmiennikiem Mitrovicia, nie było większych ruchów. Dobrze odnalazł się wypożyczony z Liverpoolu młody Walijczyk Neco Williams, jednak ogólnie Silva nie dokonał rewolucji personalnej. Przed sezonem największym ubytkiem okazał Andre Anguissa, który odszedł na wypożyczenie do Napoli, a resztę stanowili gracze, którym kończyły się wypożyczenia jak Ademola Lookman, Joachim Andersen, Alphonse Areola czy Josh Maja, ale to portugalski menedżer już zastał, kiedy przychodził.

– Na pierwszy rzut oka nie znajdziemy zbyt wielu różnic między drużyną Parkera a Silvy. Wynika to z tego, że Fulham dalej gra w systemie 4-2-3-1, a latem można powiedzieć, że The Cottagers dokonali tylko jednego transferu i to dość bogatego. Wilson to zdecydowanie centralna postać w ofensywie, która robi kolosalne wrażenie – charakteryzuje tę drużynę Łaszkiewicz.

Mimo wszystko Silva podkręcił ustawienia Fulham. Może i system czy personalia nie odbiegają za bardzo od tego, co robił poprzednik, ale styl już trochę tak. – To prawdziwa maszyna do zdobywania bramek. Oddają średnio aż o trzy strzały więcej na mecz od tej drużyny, która dwa lata temu awansowała z Parkerem. Są agresywniejsi w pressingu i mocniej dominują nad rywalem, co widać w statystykach posiadania piłki – porównuje Łaszkiewicz.

Dla Silvy ten awans to też niezwykle ważna sprawa. Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że to gorące nazwisko menedżerskie, które będzie piąć się w górę, jednak coś poszło nie tak. Szybki przeskok z Watfordu do Evertonu okazał się nieudany, a końcówka kadencji Portugalczyka na Goodison Park była fatalna. Zapewne wielu fanów The Toffees wrzuciłoby go do tego samego worka, do którego kibice reprezentacji wrzucili Paulo Sousę i przypięłoby łatkę bajeranta. Silva zapowiadał widowiska i miał rozwijać piłkarzy, ale sobie nie poradził i wydawało się, że na poziomie Premier League już nikt mu nie zaufa.

44-latek zaczął więc od nowa. Zszedł szczebel niżej i objął drużynę, w której szum wokół niego był mniejszy, choć musiał mierzyć się z wymaganiami. Miał jednak solidny kręgosłup zespołu. W pierwszej kolejce wystawił aż dziesięciu zawodników, którzy w 2020 roku wywalczyli awans. To na tej grupie Silva zbudował swoją wersję Fulham. Spośród dziesięciu piłkarzy, którzy w tym sezonie Championship rozegrali największą liczbę minut, tylko czterech było w TOP 10 tej samej klasyfikacji rok wcześniej w Premier League. To Bobby DeCordova-Reid, Harrison Reed, Antonee Robinson oraz Tosin Adarabioyo.

DWA OBLICZA FULHAM

To zresztą nie pierwszy raz, kiedy tak się dzieje. Obserwując Fulham od kilku sezonów, da się zauważyć, że ta ekipa w Championship różni się diametralnie od tej w Premier League. Areola, Lookman, Maja czy Andersen to przecież nie byli ludzie, którzy w sezonie 2019/20 wywalczyli awans. Wtedy liderami zespołu byli Mitrović (26 goli w sezonie 2019/20), Tom Cairney, Tim Ream, Joe Bryan, Alfie Mawson czy Ivan Cavaleiro, ale w elicie poszli w odstawkę. Dziś wszyscy z tej grupy nadal są w klubie i część z nich znów pełni rolę liderów zespołu.

Tego właśnie dotyczą dziś największe obawy. Polityka transferowa Fulham po awansie przypomina paniczne ruchy. Wagon zawodników przyjeżdża na wypożyczenie – wystarczy wspomnieć Andre Schurrle czy Luciano Vietto po pierwszym z trzech ostatnich awansów – albo przychodzi za duże pieniądze, jak Jean-Michael Seri, który już był jedną nogą poza Londynem, a u Silvy jest kluczowym zawodnikiem. Potem okazuje się, że po sezonie ich nie ma i trzeba ładnie uśmiechnąć się do Reamów i Cairneyów tego świata, by znów poprowadzili zespół do awansu. Jak będzie tym razem?

– W 2018 roku Slavisa Jokanović otrzymywał zupełnie niechcianych przez siebie piłkarzy i nakładano na niego presję, by z nich korzystał, bo tak wypadało – wspomina Łaszkiewicz. Dodaje jednak, że pewne wnioski wyciągnięto już dwa lata później.

– W przypadku awansu pod wodzą Parkera sytuacja była już zgoła odmienna. Komunikacja między zarządem a trenerem wyglądała trochę lepiej. Tak po ludzku Fulham potrzebowało wtedy trochę wzmocnień, ale znów odrobinę przesadzono. Po kilku pierwszych nieudanych meczach zaczęto panikować i sprowadzać piłkarzy, którzy nie przepracowali z menedżerem okresu przygotowawczego. Moim zdaniem brakowało mu doświadczenia, by to poukładać. Silva jest w tej kwestii o wiele większym fachowcem, ale ma też swój charakter – twierdzi ekspert Championship.

NAJWYŻSZY CZAS NA STABILIZACJĘ

Teraz Fulham będzie chciało za wszelką cenę wyrwać się z tego błędnego koła krążenia między ligami. Trzeci awans w pięć sezonów to świetny wyczyn, ale jeśli od razu nastąpi po nim trzeci spadek, zrobi się bardzo nerwowo. Już zresztą żartuje się, że londyńczycy razem z Norwich City powinni zrobić sobie osobne rozgrywki, bo w przypadku Kanarków też zaraz może skończyć się spadkiem i obie te ekipy od lat mijają się windą pomiędzy Premier League a Championship.

– Silva musi dogadać się, jakich piłkarzy potrzebuje i dostać odpowiednie narzędzia. Jeśli będzie chciał trzech piłkarzy, powinien dostać trzech. Nie mniej, nie więcej – mówi Łaszkiewicz.

– Ważne będzie też zatrzymanie Carvalho i Mitrovicia. Po tego pierwszego jest kolejka chętnych w związku z wygasającym kontraktem, a o Mitrovicia można być spokojniejszym, bo wcześniej w tym sezonie podpisał wieloletnią umowę. Za Serba ktoś musiałby zaproponować kosmiczne pieniądze, ale bez ponownej weryfikacji na poziomie Premier League nie wyobrażam sobie, by ktoś był w stanie rzucać kwotami rzędu 40 czy 50 milionów funtów – przyznaje.

– Jeśli Fulham uda się zatrzymać najważniejszych zawodników i pójdzie na rynku transferowym po m.in. lewoskrzydłowego oraz klasowego środkowego obrońcę zamiast szanowanego, ale jednak za słabego na taki poziom Reama, to powinni na papierze być ekipą, która bez problemu utrzyma się w lidze – kończy nasz rozmówca.

Premier League znów dostanie więc mecze na klimatycznym Craven Cottage i ekipę, na którą warto zwracać uwagę. Silva ma wiele do udowodnienia, Mitrović na tym poziomie również, a właściciele liczą, że do trzech razy sztuka i uda im się ustabilizować klub w angielskiej elicie.

Do czasów z początku XXI wieku, kiedy Chris Coleman i Roy Hodgson robili dobre wyniki, a ten drugi docierał w 2010 roku do finału Ligi Europy droga jest jeszcze bardzo daleka. Na razie udało się wrócić na najwyższy poziom, i to z drzwiami oraz futryną. Teraz w Fulham muszą te drzwi porządnie za sobą zamknąć, by zostać w Premier League na dłużej niż rok.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Futbol angielski i amerykański wyznaczają mu rytm przez cały rok. Na co dzień komentator spotkań Premier League w Viaplay. Pasję do jajowatej piłki spełnia w podcaście NFL Po Godzinach.
Komentarze 0