Cracovia zagra z rywalem, którego największą gwiazdą jest trener. Piast powalczy w targanym demonstracjami Mińsku. Tylko Lech Poznań przystąpi do pierwszej rundy eliminacji Ligi Europy jako zdecydowany faworyt.
W czasach epidemii samą konieczność gry na wyjeździe już można uznać za pechowe losowanie. Nie dość, że nie jest to łatwe sportowo, bo jedyny mecz decydujący o awansie odbywa się na terenie przeciwnika, to jeszcze w trakcie podróży i pobytu na miejscu obowiązuje zespoły szereg logistycznych utrudnień. Cracovia i Piast miały więc w losowaniu pierwszej rundy Ligi Europy pecha. O gliwiczanach można nawet powiedzieć, że podwójnego, o czym w momencie wyciągania kulek w siedzibie UEFA jeszcze nie było wiadomo. Od kilku tygodni na Białorusi trwają największe od dekad protesty przeciwko prezydentowi Aleksandrowi Łukaszence. Z demonstrantami zdecydowanie rozprawiają się służby. A Piast musiał się udać w środek tego kotła, by rozegrać mecz z Dynamem Mińsk. - Pisaliśmy nawet do UEFA z pytaniem o możliwość przeniesienia spotkania na neutralny grunt, ale nie było zmiany decyzji. Federacja poinformowała nas tylko, że monitoruje sytuację. Jesteśmy też w kontakcie z ambasadorem Polski na Białorusi. Już samo podróżowanie w czasach koronawirusa nie jest komfortowe, a już zwłaszcza do miasta, w którym toczą się manifestacje. Nie mamy jednak wyjścia – mówi Bogdan Wilk, dyrektor sportowy trzeciej drużyny poprzedniego sezonu.
ŻELAZNA OBRONA
Temat bezpieczeństwa poruszał też przed wylotem na Białoruś Waldemar Fornalik w rozmowie z telewizją klubową Piasta. - Każdy z tyłu głowy gdzieś ma, co się tam dzieje. Jedne telewizje pokazują to tak, drugie inaczej. Dopiero naocznie przekonamy się, jak to wygląda. Mamy zapewnienia, że nie ma groźby, że coś złego się nam stanie – mówi trener gliwiczan, który skupiał się przede wszystkim na sportowym rozpracowaniu rywala. - To zespół mocny fizycznie, zdyscyplinowany, który traci stosunkowo mało bramek. Przeciwnik porównywalny do BATE Borysów, z którym graliśmy rok temu. Czeka nas trudne zadanie, ale wykonalne – zapewnia.
PROBLEMY RYWALA
Gliwiczanie drugi rok z rzędu zagrają w pucharach na Białorusi. Przed rokiem w eliminacjach Ligi Mistrzów korzystnie zaprezentowali się na temat zespołu z Borysowa, jednak nie zdołali w końcówce rewanżu obronić korzystnego wyniku. Teraz zagrają chyba jednak z trochę słabiej dysponowanym rywalem. Dynamo w lidze białoruskiej jest dopiero ósme i może mieć problem z awansem do kolejnej edycji pucharów. U siebie spisuje się jednak bardzo solidnie, przede wszystkim w defensywie. Wygrało trzy z ostatnich czterech meczów na własnym stadionie i nie straciło w nich nawet gola. - Na pewno pomaga im to, że sezon u nich toczy się już od dawna, a my dopiero rozpoczęliśmy rozgrywki. Liga białoruska bardzo się wyrównała. Przez lata dominowało tam BATE, ale w zeszłym roku wygrało Dynamo Brześć, teraz prowadzi Szachtior Soligorsk. To zespoły na porównywalnym poziomie – opowiada Fornalik, który miał obawy tylko o stan zdrowia Patryka Lipskiego. Były pomocnik Lechii Gdańsk był mocno poobijany po inauguracji ekstraklasy we Wrocławiu (0:2) i tydzień rozpoczął od treningów indywidualnych, ale powinien być na czwartek gotowy do gry.
UTYTUŁOWANI SZWEDZI
Polityczną sytuacją w Szwecji nie muszą się zajmować krakowianie, którzy z kolei mają zdecydowanie największe zmartwienia sportowe. Poprzednie dwa udziały w kwalifikacjach Ligi Europy kończyły się dla nich fatalnie, porażkami z macedońską Szkendiją Tetowo i słowackim DAC Dunajska Streda. Teraz skala trudności będzie jeszcze większa, bo Malmoe to najbardziej utytułowany klub Szwecji, który w 1979 roku dotarł nawet do przegranego z Nottingham finału Pucharu Mistrzów. Udane europejskie występy Szwedów to jednak nie tylko prehistoria. W trwającej dekadzie dwa razy Malmoe grało w fazie grupowej Ligi Mistrzów, a w ostatnich dwóch latach wychodziło z grupy Ligi Europy. W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy na ich stadionie ograł ich tylko jeden zespół – VfL Wolfsburg, czyli drużyna zupełnie innej klasy niż Cracovia. Każdy inny wynik niż pewny awans Szwedów byłby sensacją. Za drużyną Michała Probierza może przemawiać tylko to, że odbędzie się ledwie jeden mecz, więc zwiększa się szansa, że słabszy zespół w jakiś sposób osiągnie korzystny wynik.
KONIEC KOTŁA
W Malmoe zdają sobie doskonale sprawę, że są zdecydowanym faworytem, ale nie popadają w euforię. - Głównie ze względu na okoliczności. Gra w pucharach przy pustym stadionie będzie dla Malmoe problemem – mówi Mattias Larsson, dziennikarz „Kvaellsposten”. - Zwykle na pucharowe mecze przychodziło około piętnastu tysięcy ludzi, którzy tworzyli gorącą atmosferę. To ona pomagała w ostatnich latach ogrywać takie zespoły jak Olympiakos, Szachtar czy Salzburg. Trener Red Bulla po meczu w Malmoe nazwał ten stadion „kotłem czarownic”. Oczywiście, że w lidze zawodnicy już zdążyli się przyzwyczaić do braku publiczności, ale tam, poza meczami z wielką trójką ze Sztokholmu, i tak zwykle jest na trybunach znacznie spokojniej. W pucharach fani zawsze dodawali kilka procent – podkreśla.
KŁOPOTY KADROWE
Trener Jon Dahl Tomasson, zwycięzca Ligi Mistrzów z Milanem i wielokrotny reprezentant Danii, ma też kilka problemów sportowych. - Nie będzie mógł skorzystać z Johana Dahlina, podstawowego bramkarza, który ma kontuzję barku. Nie zagra też kontuzjowany Ola Toivonen, uczestnik ostatniego mundialu z reprezentacją Szwecji. Rasmus Bengtsson, najlepszy obrońca, jest blisko powrotu do gry, ale na czwartek na pewno jeszcze nie będzie gotowy – wylicza Larsson. Do tego Fouad Bachirou, środkowy pomocnik, w tym tygodniu już nie trenował z drużyną, bo jest o krok od odejścia do Nottingham Forest. Wszystkie te problemy nie zmieniają jednak świetnej formy Malmoe. - Pierwszy raz od awansu do Ligi Mistrzów Malmoe gra aż tak dobrze i prezentuje się na miarę oczekiwań. Tomasson zwykle ustawia zespół w systemie 4-3-3, z dwoma defensywnymi pomocnikami i kapitanem Andersem Christiansenem, ustawionym jako ofensywny pomocnik. To najważniejszy zawodnik zespołu. Wszystkie akcje przechodzą przez niego. Bez niego nie ma gry. Największą gwiazdą z kolei jest napastnik Isaac Kiese Thelin – opisuje dziennikarz. Pasy muszą się nastawić na dość trudny początek. - To zawsze był zespół, który starał się budować ataki pozycyjne, ale Tomasson dodał do tego bardzo wysoki, agresywny pressing. Malmoe często odbiera piłkę głęboko na połowie rywali, którzy mają trudności z wyjściem z własnej połowy. Zaczynają zwykle z furią, by potem w trakcie meczu dozować obciążenia – charakteryzuje Larsson.
PRZYWITANIE ZLATANA
Nie jest tak, że dobra forma sprawiła, iż Malmoe kompletnie nie zajmuje się rozpracowywaniem krakowian. - Ludzie z klubu byli w sobotę na meczu w Krakowie. Rozmawiałem z trenerem, który mówił mi, że to będzie mecz chaosu. Spodziewają się, że Cracovia okaże się silnym fizycznie, dobrze broniącym zespołem. Malmoe musi wygrać, więc jeśli rywale dobrze zablokują problem, mogą się pojawić nerwy. Na pewno w ostatnich latach nie trafili już w pierwszej rundzie na rywala z tak silnej ligi, jak polska – podkreśla szwedzki dziennikarz. Krakowianie do Szwecji udali się w środę czarterowym samolotem. Na lotnisku w Malmoe przywitały ich plakaty ze Zlatanem Ibrahimoviciem, witającym w swym rodzinnym mieście. Gwiazda Milanu to najsłynniejszy wychowanek w historii klubu, choć dla części ultrasów to obecnie postać wyklęta. Z tego powodu postawiony jakiś czas temu przed stadionem pomnik wielkiego napastnika trzeba było schować, by uchronić go przed dewastacją.

KRAKOWSKI SZPITAL
Cracovia też ma liczne problemy, bo pierwszy raz, odkąd w zespole pracuje Michał Probierz, musi się zmagać z prawdziwą plagą kontuzji. Dobrą informacją jest, że najprawdopodobniej uda się postawić na nogi Sergiu Hancę, który zszedł z urazem w sobotnim meczu z Pogonią (2:1). Wykluczeni z gry będą natomiast Kamil Pestka i Ołeksij Dytiatjew. W Szwecji nie będą też mogli zagrać młodzieżowcy Sylwester Lusiusz i Radosław Kanach, ale to akurat w przypadku meczu pucharowego, gdzie nie ma obowiązku gry młodym zawodnikiem, znacznie mniejszy problem. Niewykluczone, że brak tego przepisu sprawi, iż Probierz postawi w bramce na Lukasa Hrosso. Może to jednak być ryzykowne, bo Słowak, który kończył poprzedni sezon jako numer jeden, ostatni mecz rozegrał ponad miesiąc temu, w finale Pucharu Polski.
LECH FAWORYTEM
O ile w przypadku Cracovii to rywal jest zdecydowanym faworytem, a szanse Piasta na awans rozkładają się pewnie mniej więcej po połowie, poznaniacy przystąpią do pierwszej rundy eliminacji Ligi Europy jako murowani kandydaci do zwycięstwa. Lech wraca na europejską arenę po rocznej przerwie. Kolejorz dotychczas dwukrotnie mierzył się z zespołami z Łotwy i zawsze przechodził dalej. Najpierw w 1992 roku ze Skonto Ryga, a później pod koniec lat 90. z Metalurgsem Lipawa. Teraz przeciwnikiem na poznańskim stadionie będzie FC Valmiera, czwarty zespół poprzedniego sezonu. Lech ma za sobą nieudaną inaugurację sezonu, bo po dobrej grze przez większość meczu, stracił w końcówce dwa gole z Zagłębiem Lubin i został z niczym. Podobny wynik w eliminacjach Ligi Europy byłby potężną kompromitacją. Że jednak z Łotyszami da się odpaść, przekonał się w zeszłym roku Piast, który po niepowodzeniu w Lidze Mistrzów z Białorusinami, odpadł z Ligi Europy z FC Riga.
