Laikike1: Skrobałem po dnie w poszukiwaniu pozytywnych doznań, ale ich już tam nie było (WYWIAD - cz. 2)

Zobacz również:Laikike1: Nigdy nie wierzyłem artystom, którzy twierdzą, że robią sobie terapię za pomocą sztuki (WYWIAD - cz. 1)
Laikike1 fot. Mateusz Gardocki.jpg
fot. Mateusz Gardocki

- W rozmowach z przyjaciółmi o rapie często wyczuwam nutę pobłażliwości. Ty masz zaraz czterdzieści lat. Dalej będziesz przed mikrofonem gadał te głupoty? No tak. To jest część mojego życia i wiek nie ma tu żadnego znaczenia. Nigdy nie zamierzam przestać - zapowiada Laik w drugiej części rozmowy z Markiem Fallem. Tym razem jest też o zakopaniu topora wojennego z Solarem i propsach dla Tedego.

Dowiedziawszy się o premierze Diamondlife, nastawiałem się na rewolucję totalną; materiał nowego człowieka. Trudno jednak powiedzieć, żeby coś takiego miało miejsce.

Przyjmuję te słowa jako komplement. Na Diamondlife zastosowałem zabieg fabularny, który mógł umknąć niektórym odbiorcom, co ma dość znaczący wpływ na odbiór płyty. Dokonałem tu podsumowania dotychczasowego życia. Wszystkie numery o blokach dotyczą mnie, ale są osadzone w przeszłości. To nie znaczy, że się od tego odcinam. Osiedle dało mi najlepszą szkołę. Ulica ma równie złą opinię, jak dobrą mają wysokie stanowiska, a należałoby to odwrócić. Najgorsze skurwysyny mają najbielsze mankiety. Tego się dowiedziałem podczas pracy w korporacji. W moich wspomnieniach bloki pozostają najcieplejszym i najbardziej otwartym miejscem. Tamte doświadczenia nigdy mnie nie opuściły i wciąż je kultywuję. Pisząc teksty, starałem się zawrzeć w nich powidoki; dynamiczne obrazki z minionych lat. Nie daję jednak żadnych przesłanek, że chodzi o autobiografię. Jedynym momentem, w którym sobie na to pozwalam, jest pierwszy wers Lotosu ze słowami: Prosto z osi potem trafisz do korpo. Stanowi łącznik pomiędzy blokami, a późniejszymi zdarzeniami.

Rewolucji nie ma, bo jestem wciąż tą osobą, którą byłem, zaczynając rapować. Zmienił się mój światopogląd, ale rdzeń, moja sygnatura - pozostają nienaruszone. Zaufałem pewnym zasadom na tyle, że nie mogę się od nich odwrócić. Przemiana, którą przeszedłem, nauczyła mnie tylko reagować na zewnętrzne impulsy w taki sposób, żeby się rozwijać, a nie niszczyć.

Sam padłem ofiarą takiej projekcji, że jako trzeźwy alkoholik i młody ojciec spuścisz z tonu. Tymczasem twoi koledzy z Almost Famous powiedzieli mi, że chodzisz jeszcze bardziej wk**wiony niż kiedykolwiek wcześniej.

Do takich wniosków mógłbym dojść, gdyby zależało mi na zdaniu innych i gdybym odbiór działalności artystycznej traktował jako integralną część dobrego samopoczucia. U mnie tak nie jest. Czytam komentarze i weryfikuję odbiór, ale to dotyczy tylko raperskiej sfery mojego życia. Potrafię to sprawnie od siebie oddzielić. Myślę, że przez lata nabyłem wolność, która obecnie daje mi spokój. Konsekwencja w utrzymaniu pewnej postawy okazała się dla mnie zbawienna.

Jeżeli takie rzeczy jak agresja, odwaga lub buta, które z ciebie wypływają, są warunkowane alkoholem – jesteś żartem; wykonawcą kawałków, które pisze twoja wyobraźnia. To nie ma nic wspólnego z prawdą. Ja byłem zawsze taki jak teraz. Po prostu wszedłem w rap, gdy na dobre rozkręcało się moje picie. Akurat to zostawiłem za sobą, ale cała reszta pozostała. Skoro jestem bardziej wk**wiający to znaczy, że odeszły te momenty, kiedy byłem zabawny, bo na**bany.

Zacząłem mieć wątpliwości, ile zostanie ze starego Laika zwłaszcza wtedy, gdy zakopałeś topór wojenny z Solarem, nagrywając #Hot16Challenge2. Co cię do tego skłoniło?

Jako dorosły facet, który spodziewa się dziecka, uznałem za naturalne, żeby pogratulować drugiemu facetowi w takiej samej sytuacji, gdy nagrywam zwrotkę w serii zainicjowanej przez niego. Ale jakieś zakopywanie topora wojennego to była co najwyżej sugestia odbiorców. W nagraniu nie ma słowa o zakończeniu konfliktu. Z drugiej strony - jeden z najważniejszych punktów terapii rzeczywiście głosi, że jeżeli żywisz do kogoś urazę, może być to coś, z czym sobie nie poradzisz i znowu polecisz po bandzie. Ja to ogarnąłem już dawno, tylko nikomu o tym nie powiedziałem. Nawet Solarowi.

Nie przypieprzając się do nikogo – nie mogę uwierzyć, że Rychu Peja po terapii wciąż ma problem z Tede. Według mnie to jest dowód, że program dwunastu kroków nie za bardzo działa. On tą nienawiścią się napędza; jemu ona dodaje siły. Mnie to nie było potrzebne, szczególnie że w naszym przypadku nie miało miejsce żadne starcie tytanów; trochę się powyzywaliśmy i było grożonko wpierdolem. Tyle.

Co ciekawe - wspomnianemu Tedemu obrywa się na tej płycie dwukrotnie. Skąd takie natężenie?

Jedenastka była nagrywana na długo przed Diamondlife, kiedy jeszcze miałem wczutę w rozliczanie tych wszystkich marionetek; parodii raperów. Jest to pocisk zrobiony rzutem na taśmę, więc nie traktowałbym go specjalnie poważnie. Natomiast wers Muszę przestać żyć w kit jak ten raper z SND stanowi props dla Tedego, choć spodziewałem się, że ludzie odbiorą to jako diss. Wszystko przez to, że zrobiłem tu follow-up follow-upu...

Kiedy w moim życiu następowały wydarzenia z Dilera, TDF wrzucił zdjęcie z pociągu, gdzie siedział z podkrążonymi oczami, spocony, ledwo żywy. To był dramat. Strasznie się zapędził. Kilka miesięcy później całościowo doprowadził się do porządku. Nie pamiętam, jaką płytę wtedy nagrał, ale był to materiał wypełniony bangerami; faktyczne odrodzenie. Dlatego spropsowałem go za to, że przestał się niszczyć. Widząc jego przemianę, pomyślałem: kurwa, może też bym tak mógł? Wtedy skończyłem z prochami. A dwuznaczność tej linijki wynika wyłącznie z dwuznaczności wersu: Jak Tede nie upadłem nisko na Moleście.

Możemy więc zostawić Tedego. Zrobiło na mnie wrażenie, jak w jednym z odcinków wideobloga szczerze przyznawałeś, że nałóg nie tylko zabiera, ale też daje. Nie miałeś obawy, że przez zmianę trybu życia utracisz coś bezpowrotnie ze swojego skillsetu?

Nie miałem kompletnie takich obaw. Wyeksploatowałem z imprez wszystko, co się dało. Skrobałem po dnie w poszukiwaniu pozytywnych doznań, ale ich już tam nie było. Zostały najciemniejsze rzeczy, których nikt się nie spodziewa, kiedy zaczyna swoją przygodę z używkami. Ale trafiłeś z pytaniem o tyle, że istnieje coś takiego jak potrzeba ekscytacji u nałogowców. Tego się nie pozbędę, więc musiałem znaleźć inne źródła oraz zrozumieć, że ta ekscytacja ma różne formy. To nie zawsze jest moment uniesienia. Ona może przychodzić w płynny sposób na co dzień – bez ekstremalnych dawek. Potrzeba przyjemności, nagrody, satysfakcji wciąż mi towarzyszy, ale inaczej ją eksploruję.

Wróćmy do Diamondlife. Najmocniejszym fragmentem są Kręgi; bolesna wiwisekcja emocjonalna, ale też utwór pomocowy, dedykowany zdrowiu psychicznemu. Kto jest właściwie adresatem tego statementu?

Cała struktura Diamondlife opiera się na tym, że mówię do siebie. Podobnie jest z Kręgami, ale mam nadzieję, że zrobiłem to na tyle bezinwazyjnie, że ktoś, kto poczuje potrzebę identyfikacji z tym kawałkiem, nie będzie miał dysonansu.

Adresatami są więc również osoby, które nie zdają sobie sprawy, że decyzje, które zamierzają podjąć – nie są ich decyzjami. Żyją w środku szaleństwa i wydaje im się, że to, co chcą zrobić, uwolni je od cierpienia. Staram się pokazać odbiorcy zmagającemu się z myślami samobójczymi, że nie warto rzucać się na ochłap nawet w sytuacji – pozornie – bez wyjścia. Trzeba sięgać wyżej. O taką reakcję jest trudno, gdy zostałeś sam i nie masz z kim porozmawiać, dlatego – pomimo mojego stosunku do policji – muszę powiedzieć, że Kręgi mają charakter prewencyjny.

W jednym z ostatnich filmów mówiłeś, że polecałbyś spotkanie z psychologiem nawet najbardziej zrównoważonym i poukładanym osobom. Rozwiniesz ten wątek?

Nasza psychika jest wciąż traktowana jako dość niedostępny obszar. Sądzimy, że jeżeli czegoś nie da się dotknąć, to nie wiadomo, czy naprawdę istnieje. Popatrz, jak rozwinęła się kultura fitness; jak do przodu poszła świadomość zdrowego trybu życia w ciągu ostatnich kilku lat. A co ze zdrowiem psychicznym? Utarło się, że jeżeli ktoś ma problem tej natury, to już wow! Najwyższy czas zacząć traktować sferę emocjonalną nie jako efemeryczny twór, tylko po prostu część organizmu. Gdy nie zachowujemy higieny psychicznej, w końcu coś pójdzie nie tak. Jeżeli nie nauczymy się o siebie dbać na tym poziomie, to przyniesie takie same skutki jak jedzenie hamburgerów przez dwadzieścia lat. Kiedy idziesz do szkoły podstawowej, jednym z przedmiotów jest WF, a nie ma nic, co pozwoliłoby ci poradzić sobie z kwestiami wewnętrznymi. Próbujemy nabyć te umiejętności od rodziców czy rówieśników, co jest kontrowersyjne, bo oni zwykle sami nie mają o tym pojęcia.

W tym momencie zamiatamy całe zagadnienie pod dywan, a przecież wizyta u psychologa powinna być jak wizyta u dentysty. Rozmowa ze specjalistą jest oczyszczająca i pozwala dostroić emocje do sytuacji, które przeżywamy na co dzień.

Umierać lubią chłopcy, a my kochamy żyć. Rozwiniesz tę linijkę z Dilera?

Żebyś w końcu przestał być chłopcem, muszą być spełnione pewne warunki. Nie chodzi o to, ile ważysz, czy ilu gości pokonasz w ringu. Liczy się samoświadomość i to, jak się zachowujesz. W każdej sytuacji.

Ostatnio raperzy epatują smutkiem. Szczególnie dzieciaki i starsza młodzież eksplorują te rejestry. Nie robią tego jednak właściwie. Traktują to zagadnienie jak zabawę czy grę; coś, co przyszło i odejdzie - jak kiedyś gumy Turbo. Moim zdaniem to wielce szkodliwe. Jeżeli powtarzasz zachowania depresyjne, twoje ciało w końcu się z nimi zsynchronizuje. Twój umysł zacznie prowadzić cię w tamtą stronę, co jest masakrą, jeśli chodzi o odpowiedzialność artystyczną.

Umierać lubią chłopcy to wers, który ma piętnować trywializowanie spraw, do których powinno się podchodzić poważnie. My kochamy żyć jest z kolei o tym, jak - wraz z dorastaniem do pewnych wniosków - odkrywasz, że największą wartością w życiu jest życie samo w sobie. Czegokolwiek byś się nie dotknął – to może rozwinąć cię w jakiś sposób albo wpłynąć pozytywnie na twoje samopoczucie. Nie mówię o cukierkowym podejściu. Chodzi mi o to, by dostrzegać, że jesteśmy elementem większej całości, której nie mamy prawa traktować po macoszemu.

I faktycznie – jak w Szlifach nie jest za późno i nie będzie nigdy?

Polecę sztampowo, ale nie można się poddawać. To byłoby zachowanie lamusa. Prawo Murphy’ego mówi, że jeśli coś ma pójść źle, to pójdzie. Ta zasada sprawdza się w wielu sferach – także w biznesie. W życiu zawsze dochodzi do momentu, kiedy już nic nie działa. Każdy cię opuścił i nie masz żadnego pomysłu, jak to dalej pociągnąć. Jeżeli wywiesisz białą flagę, będzie to rodzaj samospełniającej się przepowiedni. Zawsze warto zrobić krok dalej, postąpić na przekór niekorzystnym przesłankom.

Nigdy nie jest również za późno, żeby coś zacząć. Sam jestem na to chodzącym przykładem. W rozmowach z przyjaciółmi o rapie często wyczuwam nutę pobłażliwości. Ty masz zaraz czterdzieści lat. Dalej będziesz przed mikrofonem gadał te swoje głupoty; rymowanki będziesz robił? No tak. To jest część mojego życia i wiek nie ma tu kompletnie żadnego znaczenia. Podejrzewam, że będę rapował swoim wnukom, jeśli Maksym zdecyduje się na takie rozwiązanie sprawy. Nigdy nie zamierzam przestać.

Kurwa, dasz radę ze wszystkim, jeśli zachowasz konsekwencję i będziesz miał jasno określony cel. Na sto procent.

Laikike1 fot. Mateusz Gardocki 2.jpg
fot. Mateusz Gardocki

Pierwszą część wywiadu znajdziecie tutaj.

Podziel się lub zapisz
Senior editor w newonce.net. Jest związany z redakcją od 2015 roku i będzie stał na jej straży bezapelacyjnie do samego końca; swojego lub jej. Co czwartek o 18:00 prowadzi także razem z Tomaszem Smokowskim audycję Dragon Fall na antenie newonce.radio. Ma na koncie publikacje m.in. w Machinie, Dzienniku, K Magu, Exklusivie i na Onecie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.