Mata pozamiatał? Nasze wrażenia po największym solowym koncercie w historii polskiego rapu (RELACJA)

Zobacz również:Streaming w służbie rapu – jak dzięki internetowi raperzy trzymali kontakt z fanami podczas pandemii
2.10.21 - koncert Maty na Bemowie @konradwele
@konradwele

Za nami premierowy koncert promujący album Młody Matczak. Drugiego października Mata zagrał na Lotnisku Bemowo w Warszawie dla ponad 40 tysięcy osób. Wśród gości znaleźli się między innymi Malik Montana, Quebo, Janusz Walczuk i Young Leosia.

Nikt w Polskim rapie nie zrobił tak zawrotnej kariery w takim tempie, jak Mata. „100 dni do matury” prawdopodobnie za moment pokryje się diamentem. „Młody Matczak” być może przeskoczy te, przyprawiające o ból głowy, liczby. Bo przecież w ciągu sześciu godzin od startu preorderu uzyskał status złotej płyty – pisaliśmy w recenzji jego najnowszego albumu. A do tego trzeba dorzucić soldout największego solowego koncertu w historii polskiego rapu.

Uczestnicy mogli wejść na teren imprezy już od godziny 14:00. Wraz z otwarciem bramek tłumy ruszyły pod scenę, by stamtąd obserwować jedno z najbardziej wyczekiwanych wydarzeń tego roku. Koncert rozpoczął się sześć godzin później i potrwał godzinę i 45 minut. Mata ruszył z kolejnością znaną z płyty. Młody Matczak miał swoją premierę 1 października, więc fani nie mieli dużo czasu na nauczenie się tekstów. Nie będzie więc zaskoczeniem, że najwięcej emocji wzbudzały wykonania starszych numerów – między innymi Schodków czy Prawego do Lewego, podczas których zebrany tłum rozświetlił teren imprezy latarkami telefonów.

Nie mogło zabraknąć także gościnnych hitów – Californii w wykonaniu White’a czy Szklanek zaśpiewanych przez Young Leosię, którą Mata zaprosił na scenę zaraz po nawinięciu Kiss cam. Być może to tylko nasze wrażenie, ale to właśnie podczas wykonania hitu Leosi (a nie na przykład Patoreakcji) publiczność była najgłośniejsza.

Zaskoczenie i poczucie niedosytu mogło wywołać pominięcie Patointeligencji. Podobnie jeżeli chodzi o występy gości. Bo choć sam Mata z ekipą Gombao33 skutecznie rozruszali tłum, nie udało im się uciszyć westchnień rozczarowania, kiedy podczas wykonania numeru Kurtz zabrakło na scenie Taco Hemingwaya. Zamiast wspólnego występu postawiono na niezłą, ale niewystarczającą wizualizację. Spoiler alert: nie pojawił się także Popek, a Mata podbijał jego wersy z numeru Nasza klasa ale to DRILL.

Highlightem tego wieczoru pozostaje zagranie Papugi w pełnym składzie – z Quebonafide i Malikiem Montaną, którzy dobrze uzupełniali się na scenie pomimo zupełnie odmiennych stylistyk. Najgłośniej wyśpiewanym trackiem była bez wątpienia Patoreakcja ze zwariowanym pogo fanów i gospodarza oraz występem tancerzy w kominiarkach. To był prawdziwy performance, po którym tłum jeszcze dłuższą chwilę wykrzykiwał hasło pod adresem partii rządzącej. Nieco chłodniej przyjęty został występ tancerek do numeru Szmata z bitą śmietaną na gołej klacie rapera czy zachęta do pocałunku najbliższej osoby podczas Kiss Cam, podkręcana przez operatora kamery, który szukał w tłumie zakochanych par.

2.10.21 - koncert Maty na Bemowie Michał Murawski @ishootmusic
Michał Murawski @ishootmusic

Słuszną decyzją było dorzucenie do tracklisty kilka dobrze znanych numerów – zarówno ze swojej poprzedniej płyty, jak i chociażby A nie pamiętasz jak?. Najwyraźniej Mata ma świadomość tego, że jego najnowszy materiał nie jest skrojony pod koncerty i zwariowane pogo w tłumie. A i tak tego nie brakowało, o czym szybko przypomniał ratownikom sam wykonawca, widząc, że po skończeniu Gombao 33 co najmniej kilka osób zgłaszało potrzebę pomocy.

Jeżeli chodzi o sam performance, ten pozostawił wiele do życzenia. W końcu oczekiwania były ogromne po tym, jak organizatorzy zapowiedzieli, że będzie to jedyny taki koncert w Polsce. I oczywiście, na scenie działo się dużo: klony Maty na Patoreakcji, człowiek-papuga na Papudze, kondukt żałobny w 67-410, dynamiczne przejście z Faka do Szmaty, flagi Jamajki na Skutym Bobo. To wzbogaciło przekaz kawałków i oprawę wizualną, ale żaden z tych elementów nie pozostanie w pamięci na dłużej. No, może ewentualnie przytyki w stronę Sentino, kiedy Matczak przyznał, że ten nie pojawił się na jego płycie, bo go w ogóle nie zaprosił. Był to w sumie jeden z niewielu momentów, kiedy Mata powiedział coś między rapowaniem kolejnych numerów. W przerwach między kawałkami zdarzała się przydługa, głucha cisza - choć jeden z takich momentów - zaraz po wykonaniu 67-410 – miał być hołdem dla zmarłego dziadka.

Okazuje się, że pomimo wielkiego wydarzenia, dobrej oprawy wizualnej, zróżnicowanych świateł, wielokondygnacyjnej sceny i solidnego nagłośnienia, Mata najlepiej sprawdza się w luźnym, osiedlowym klimacie: w dresach, z Wygusiem u boku i mnóstwem energii na scenie. Nie można jeszcze nazwać go koncertową supergwiazdą - momentami brakowało interakcji z fanami, dopracowanej koncepcji występu i współpracy z gośćmi. Jednak pomimo tego cały czas uderza jego autentyczność. To, że po zarapowaniu wszystkich wersów, 21-latek patrzy na niekończący się tłum, rzuca się na pontonie na taflę morza ludzi lub rozdaje im platynowe płyty, chyba nadal trochę nie dowierzając, że wszyscy zebrani przyszli tu właśnie dla niego.

Ale kiedy ci sami czekają na bis, Mata odlatuje helikopterem, nie dając nadziei na powrót, co wywołuje spore zdezorientowanie. Czy największy solowy koncert w historii polskiego rapu był wydarzeniem, które zapamięta się na długo? Zdecydowanie nie. Ale czy Macie udało się dobrze zaprezentować nowy materiał? Zdecydowanie tak.

Podziel się lub zapisz
Najmłodszy członek niuansowej ekipy. Pisze o modzie i serialach, ale nie stroni też od zagranicznego rapu.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.