Po 23 latach klasyczna gra powraca w nowej odsłonie. I jest to niewątpliwie ogromne wydarzenie.
W kwietniu na PlayStation 4 pojawi się remake Final Fantasy VII, jednego z najbardziej kultowych tytułów w historii, pierwotnie wydanego w 1997 roku na pierwszym PlayStation. Gra była z wielu powodów przełomowa, a sądząc po demie nowej wersji (w które zapalczywie katujemy od kilku dni) w 2020 produkcja japońskiej firmy Square Enix znowu sporo namiesza.
Co ciekawe, Final Fantasy VII Remake będzie o wiele większy niż oryginał: został potężnie rozbudowany i w nasze ręce trafi dopiero pierwsza z wielu części. To jednocześnie dobra i zła wiadomość. Z jednej strony znakomicie będzie eksplorować ten wciągający świat i prowadzić więcej rozmów z jego mieszkańcami, z drugiej – legendarna produkcja miała świetnie rozłożone tempo historii, które w bizantyjskim przepychu nowości może się lekko pogubić i poprzeciągać. Tymczasem, wiedzeni nostalgią, która dotyczy szczególnie osób urodzonych w latach osiemdziesiątych, cofamy się o ponad 23 lata i sprawdzamy, co wyjątkowego miała w sobie gra z lat 90., że tak znacząco wpłynęła na świat rozrywki.
