Game Awards za nami. Którymi zapowiedziami gier jaramy się najmocniej?

Zobacz również:Koniec świata! Oto najciekawsze postapokaliptyczne gry z ostatnich lat
Star Wars Jedi
fot. LucasArts

Pytanie o to, czy gry wideo potrzebują swoich Oscarów, długo pozostawało otwarte albo ignorowane. Powolny rozkład E3 – do tej pory największych targów gier, a przy okazji świetnej okazji do ogłaszania nowych tytułów – sprzyjał budowaniu zdrowych alternatyw. The Game Awards, inicjatywa prowadzona przez weterana mediów Geoffa Keighley’go, pełni dwojaką funkcję.

Z jednej strony to gala nagród na wzór tych filmowych, z drugiej – festiwal ogłoszeń i trailerów. O ile ta pierwsza część zazwyczaj wywołuje jakieś dyskusje i kontrowersje (co jest zrozumiałe, w końcu grająca społeczność zaciekle broni swoich gustów), tak głównym daniem Game Awards są zapowiedzi nowych gier. Podobnie do Oscarów, gala doczekała się nawet wybitnie memicznych momentów. W tym roku Matan Even wbiegł na scenę i nominował… zreformowanego ortodoksyjnego rabina Billa Clintona. Młodociany troll ma długą historię podobnych wyskoków, np. na meczu Los Angeles Clippers i Blizzconie (przy obu okazjach pojawił się ze wsparciem dla Hongkongu). Wizytę na Game Awards przypłacił aresztowaniem. Nie był to może tak wielki moment, jak plaskacz wymierzony przez Willa Smitha, ale analogii z Osacarami jest więcej.

Podziel się lub zapisz
Dziennikarz, muzyk, producent, DJ. Od lat pisze o muzyce i kulturze, tworzy barwne brzmienia o elektronicznym rodowodzie i sieje opinie niewyparzonym jęzorem. Prowadzi podcast „Draka Klimczaka”. Bezwstydny nerd, w toksycznym związku z miastem Wrocławiem.
Komentarze 0