Jeśli ktoś cieszy się z braku kibiców na trybunach w meczach Premier League, to z pewnością sędziowie liniowi, bo tam nigdy nie bywa łatwo, a bezpośredni kontakt z fanami może przytłoczyć. Ale Sian Massey-Ellis poradziła sobie z presją i wiele razy pokazała, że kobieta potrafi odnaleźć się w świecie, który od lat był zarezerwowany dla mężczyzn.
22 stycznia 2011 roku na Molineux Wolverhampton podejmował Liverpool. Mecz jakich wiele. The Reds zwyciężyli 3:0, ale nikt nie mówił o wyniku. Komentujący to spotkanie dla stacji Sky Sports Andy Gray, legendarny głos z gry FIFA, i Richard Keys, dworowali sobie z kompetencji Sian. Cała akcja zakończyła się zwolnieniem obu mężczyzn z pracy, a także zawieszeniem reportera Andy’ego Burtona. O co poszło? Panowie myśleli, że mikrofony są już wyłączone, gdy padło zdanie: „Niech ktoś zejdzie na dół i wytłumaczy jej co to jest spalony”. „Czy ktoś da wiarę? Kobieta na linii” – westchnął Gray i dodał: „Właśnie dlatego powtarzam: kobiety nie znają przepisu o spalonym”. Keys: „Oczywiście, że nie znają”.
Oliwy do ognia dolał filmik, który bardzo szybko pojawił się w internecie. Ktoś nagrał następującą scenkę przed rozpoczęciem programu w Sky Sports: prezenterka Charlotte Jackson zapytała: „Gdzie jest mój mikrofon?”. Andy Gray wskazał na swoje krocze. „Tutaj”. Dziennikarka znalazła się na pierwszych stronach gazet, ale przyznała, że nie była to sława, jakiej szukała. Powiedziała także później, iż nawet jeśli chciałaby wziąć kolegę ze stacji w obronę, nie mogła. Podążała za instrukcjami stacji. Gray był już pogrzebany, wszystko zaczęło się od Sian, wtedy jeszcze tylko Massey, bo za Roberta Ellisa, także zresztą sędziego, wyszła dopiero później.
U BOKU HOWARDA WEBBA
Taki rodzaj rozgłosu na pewno nie ułatwił jej życia. Zrobiło się duże zamieszanie, a to był dopiero drugi jej mecz na linii w Premier League. W wyniku całego zamieszania wycofano ją z kolejnego spotkania, gdzie miała być asystentką w spotkaniu Crewe Alexandra z Bradford City, na poziomie trzecioligowym. A wszystko z obawy, że mecz zejdzie na dalszy plan. Im niższa liga była w jej kalendarzu w tamtych dniach, tym gorzej dla niej, bo małe kluby nie były w stanie odgonić się od mediów. Styczeń dobiegał końca, a Sian Massey nie mogła znaleźć się w składzie sędziowskim na mecz amatorskiego Corby Town z Eastwood Town. Powód? Za dużo chętnych telewizji. Oczywistym było jednak, że wróci. Stopniowo, powoli, najpierw do League Two, później już do Premier League u boku Howarda Webba. Została do dziś.
TO NIE JEST FUTBOL Z PARKU
Nie byłoby Massey, gdyby wcześniej szlaku nie przetarły inne kobiety – Wendy Toms i Amy Fearn. W 2010 roku Fearn została pierwszą panią, która poprowadziła, jako arbiter główna, mecz w zawodowej piłce w Anglii. Ta ekonomistka z wykształcenia, która na co dzień zajmowała się księgowością, od 14 roku życia marzyła o pracy w futbolu. Poszła w ślady innej odważnej kobiety – Toms, która pracowała wcześniej jako asystentka podczas spotkań piłkarskich, także w zawodowych ligach.
Fearn pokochała ten sport dzięki bratu. Początkowo chciała grać, ale zniechęciły ją skutecznie warunki (a w zasadzie ich brak) dla dziewczynek, postanowiła więc dostać się do męskiego świata innymi drzwiami. Kiedy była nastolatką, jej tata robił akurat kurs sędziowski i pomyślała, że to może być dobra droga także dla niej. Prowadziła mecze dwunastolatków, cały czas szukała nowych źródeł inspiracji rozwoju, aż wreszcie w 2005 roku doszła do poziomu asystentki z odznaką FIFA. Kiedy skończyła szkołę, łączyła sędziowanie z praca w banku Santander w Leicester.
Dostając się do świata zawodowej piłki miała świadomość, że nie zawsze będzie miło. Tak jak Massey, tak i ona nie uniknęła kontrowersji. Mike Newell, menedżer Luton Town, wściekał się po meczu z Queens Park Rangers, uznając, że decyzje podjęte przez kobietę skrzywdziły jego zespół. – Nie powinno jej tutaj być. Wiem, że brzmię jak seksista, ale jestem nim. To nie futbol w parku, więc co robią tutaj kobiety? – grzmiał po spotkaniu Newell. Za swoje słowa musiał później przeprosić, ale to przecież niewiele zmieniło. Wszyscy wiedzieli już, co niektórzy faceci myślą o pracy pań z gwizdkiem lub chorągiewką. Kieszeń Newella zubożała o 6500 funtów. Fearn, posługująca się panieńskim nazwiskiem Rayner, sędziowała nadal.
DOTYK SERGIO AGUERO
O Massey-Ellis znów jest głośno. Kiedy notuje dobre występy na linii, wyłapuje czujnie stykowe sytuacje, czy sygnalizuje spalone – nikt o tym nie mówi i nie pisze. W końcu te rzeczy należą do jej obowiązków, więc media, które przyzwyczaiły się już do obecności kobiet w męskiej piłce, traktują to jako ich kolejny dzień w biurze. Ale gdy jeden z najlepszych napastników w historii Premier League, Sergio Aguero, dotyka asystentki w trakcie meczu ligowego, pożywka dla telewizji i prasy jest gotowa.
Pep Guardiola twierdzi, że sprawy nie ma, bo jego zdaniem „Aguero to najmilsza osoba, jaką spotkał w życiu”. Publicystki na Wyspach Brytyjskich niekoniecznie się z tym zgadzają. Guardian pisze: „Najmilsze osoby jakie znamy mogą robić całkiem niemiłe rzeczy”. A poszło o rzut z autu. Sian nie przyznała go Manchesterowi City, Aguero uważał, że powinna. Nie było w jego zachowaniu agresji, ale niektórzy postronni obserwatorzy odebrali gest napastnika jako rodzaj politowania, coś na zasadzie: „No widzisz, nawet nie wiesz dla kogo powinien być aut”. To oczywiście tylko interpretacje, które dolewają oliwy do ognia. Inna sprawa, że istnieje coś takiego, jak nietykalność arbitrów i – bez względu na płeć sędziego – piłkarz nie powinien tej granicy przekraczać. Działo się to kiedyś na tyle często, że władze Premier League i lig zawodowych uznały parę lat temu, iż powinno się karać zawodników żółta kartką za tego typu zachowania.
OBWOŹNY CYRK
„Guardian” przywołuje również słowa Janie Frampton, która razem z Wendy Toms stawiała pierwsze kroki na grząskim gruncie sędziowskim nad Tamizą. – Wendy i ja byłyśmy traktowane jak obwoźny cyrk. Ale obie chciałyśmy się dostosować, więc przesuwałyśmy granicę tolerancji. Nie chciałabym, aby dzisiaj było to konieczne – stwierdziła Frampton.
Dziennikarze „The Independent” uważają, że przypadek Massey i Aguero to idealny materiał do edukacji. Nie chodzi bowiem o to, by nakręcać jakąś spiralę wokół sprawy, ale o to, by nie popaść w inną skrajność – nie lekceważyć małych incydentów. Pomijając intencje Aguero i zakładając nawet, że nie były one złe, taki rodzaj gestu w stosunku do obcej w sumie dla piłkarza kobiety, nie przystoi ani na boisku, ani w żadnym innym miejscu poza stadionem.
Jedno jest pewne – Sian już nigdy nie uniknie porównań z mężczyznami. Wejście na ważny kawałek ich terytorium – choć to przecież pozbawione jest sensu – będzie budzić kontrowersje. A te mogą wybrzmiewać przez lata. Tak jak wspomniana na wstępie afera z Grayem i Keysem. W 2017 roku asystentka odniosła się do wydarzeń z Molineux, udzielając wywiadu na łamach dziennika „The Times”. – Kiedy Richard do mnie zadzwonił, żeby przeprosić za swoje zachowanie w imieniu obu komentatorów, powiedziałam mu, że obaj powinni zdawać sobie sprawę, przez ile musiałam przejść, by być tam na dole. Tyle treningów, wyzwań, presji. Nigdy nie znalazłabym się w tym miejscu bez prób i testów przez długie lata – wspominała. Keys zarzucił jej kłamstwo. Dziennikarz, który wyleciał z hukiem ze Sky Sports, przyznał, że usłyszał od Sian jedynie tyle: „Och, przestań, wiem, że to był tylko żart”. „Mam to nagrane, więc to był zły ruch” – napisał na Twitterze Keys, który nie miał w ostatniej dekadzie dobrej passy – jego 59-letnia żona znalazła sobie 28-letniego kochanka i zostawiła Richarda po latach małżeństwa, sypiąc karmę do misek wiecznie głodnych tabloidów.
Z DZIEĆMI TRUDNIEJ
Ludzie wzięli Massey w obronę, a w całym konflikcie w większości trzymali jej stronę. Spora część z nich, także mężczyzn, uznaje jej obecność na boiskach Premier League jako coś naturalnego. Przez długie lata pracy nabrała doświadczenia i spokoju. Idealnie świadczy o tym jej reakcja na wspomnianą sytuację z Aguero. – Wszyscy myślą pewnie, że jest we mnie mnóstwo gniewu, ale tak naprawdę nie. Muszę być sprawna i szybka, by nadążyć za tempem gry w Premier League, no i jestem skoncentrowana na podejmowaniu decyzji – tłumaczyła, pytana o całe zamieszanie nauczycielka z wykształcenia. Umiejętność edukowania bywała w jej życiu niezwykle przydatna. – Często sędziowanie dzieciakom jest trudniejsze niż to w najwyższej lidze. Pewnego razu jeden ojciec krytykował cały czas moje decyzje. Podeszłam do niego i powiedziałam, żeby wziął gwizdek i poprowadził mecz, jeśli zna się na tym lepiej. Odparł, że jednak nie.
