Myśleliście, że zapomnieliśmy umieścić Gedziuli w naszym zestawieniu polskich rap-sztuk, których wyczekujemy do końca roku? Otóż nie – po prostu nad Bohemą i jej autorem postanowiliśmy pochylić się w osobnym tekście!
Kiedy pojawił się na scenie, od razu można było wyczuć ogromny potencjał tkwiący w tym raperze i producencie. Mimo że debiutancki krążek Serce Bije W Rytm, wydany sześć lat temu w UrbanRec, nie do końca temu potencjałowi sprostał, potem było już tylko lepiej. Gedziula to jeden z niewielu polskich MC’s, którzy inspiracji nowoczesnym rapem z USA nie mylą z bezmyślnym kopiowaniem.
To także artysta odważny, który mając w ręku wszystkie atuty do pójścia na łatwiznę (i wykręcenia takich liczb, że wszyscy fetyszyści wyświetleń na YouTube opluliby się kaszką manną), mimo wszystko kombinuje. Ale zamiast konia pod górę, mamy rapera w pełni świadomego drogi, którą obrał. I mimo że wciąż jest lekko niedoceniany, my czekamy mocno na album Bohema, który już czyha za rogiem. Dlaczego to dla nas tak ważna premiera? Mamy swoje powody!
Gedziula umie przyśpiewać na autotunie (ale bez płaczliwej przesady i w granicach zdrowego rozsądku), umie schować się pod cloudrapową chmurą, ale przede wszystkim jest po prostu MC, który rozumie podstawy tego rzemiosła. To sprawia, że może dowolnie bawić się swoim flow i świetnie odnajduje się w każdej stylistyce. Efekty traktuje zaś jako dodatkowe narzędzie, a nie listek figowy, który zasłania brak skilla i pomysłu. Posłuchajcie, jak czysto i sprawnie leci na 247365, tytułowym numerze z mocno nowoczesnego albumu wydanego w zeszłym roku pod szyldem BOR. To jest rap bez wysiłku!
Kiedy pojawia się jakaś modna stylistyka w obrębie rapu, od razu zlatują się do niej sępy, które eksploatują temat w nieciekawy sposób. Ile było kiepskich cloudowych projektów? Ile wiary chwytało się za mocny trap, żeby wywalić się na kolczatkach autotune'a i barierach cykaczy? Gedz nie tylko jest kilka kroków przed trendami, ale także zawsze wnosi coś swojego. Słychać to doskonale w Kosmicie, singlu z nadchodzącej płyty Bohema. Zabaw w postinternetowym, psychodelicznym przedszkolu było aż nadto, w końcu przyszedł Gedziula i powiedział: tak to się powinno robić. Opętańcze flow, pełno cytowalnych wersów... Ten kosmita to bardziej Marsjanie atakują! niż Dzień niepodległości.
Polujemy na dobre refreny, bo w rodzimym rapie bywają rzadką zwierzyną. Ale i w tym Gedziula czuje się swobodnie. Nieważne czy stawia na niewymuszoną melodię, czy tradycyjną rapową kadencję – wychodzi dobrze. Labirynt z albumu Ameba to dobrze przeprowadzony hit, z refrenem, który nie sprawia, że chcemy wybić sobie bębenki uszne długopisem (a zdarza się i tak przy przesłuchiwaniu polskich refrenów). Ta umiejętność radzenia sobie z przecież tak ważną częścią utworów umożliwia Gedzowi bycie samodzielnym, bez konieczności oddelegowywania tego elementu gościom, którzy nie zawsze dowożą, co trzeba.
Gedz jest też producentem i to czuć w doborze bitów. Nawet jeśli sam ich nie produkuje (bądź współprodukuje, co jest jego częstą praktyką), to wie dokładnie, czego chce od podkładu i nie musi rozbijać się po nim jak dziecko zbudzone w środku nocy. Również jego stylistyczne wybory bywają odważne i zaskakujące. Ghostwriter, numer wyprodukowany przez Julasa, ma wspaniały, pompujący refren, odsyłający do brytyjskiego bassline'u. Polski rap kombinuje czasem z tanecznymi bitami, ale częściej wychodzą koszmary w rodzaju tracku Biełyje Nosy (do dzisiaj ten kawałek budzi nas po nocach), aniżeli sensowne kawałki. Z Gedziulą nie ma takich problemów.
Amerykański hip-hop zrozumiał to dawno: muzyka to sport zespołowy. Tam do udanych kawałków przykłada rękę wiele osób, u nas wciąż dominuje mentalność paczek z bitami od ziomka. Gedz wciąga w koprodukcję masę osób, a w tle ukrywa wokalne kontrybucje od wielu ciekawych postaci. Gdy patrzymy na oficjalną tracklistę Bohemy, wiemy od razu, że filozofia się nie zmieni. I dobrze, bo wystarczy rzut uchem choćby na numer SENSUM z 247365, by przekonać się, że dopuszczenie większej liczby łbów do produkcji przynosi pozytywne efekty. Za bit do kawałka odpowiada sam Gedz, ale koprodukowali go również 2K i czarodziej nowoczesnego R&B Pham. Dzięki temu produkcja jest pełniejsza i bardziej dopracowana, a sam utwór bogaty w detale.