Piękni siedemnastoletni. Rocznik 2003 ekstraklasową nadzieją na lepsze czasy

Zobacz również:CENTROSTRZAŁ #3. Odwaga pionierów. O nieoczywistych kierunkach transferowych
buksaglowne.jpg
BARTEK ZIOLKOWSKI / 400mm.pl

Rodzili się, gdy Paweł Janas rozpoczynał pracę z reprezentacją, Wisła Kraków dobijała się do bram Ligi Mistrzów, a David Beckham przechodził do Realu Madryt. Do dorosłej piłki puka generacja uznawana w polskim futbolu za najzdolniejszą od lat.

Popularny stereotyp mówi, że w ekstraklasie za żadne skarby nie stawia się na młodzież, a gdy trener ma do wyboru starego Słowaka i młodego Polaka, zawsze wybierze pierwszego. Dlatego kluby trzeba było wręcz zmusić do wprowadzania na boiska młodzieży, narzucając im przepis o obowiązku wystawiania młodzieżowców. Często wskazuje się palcami na Zachód, zachwycając się, że tam grają nastolatkowie, podczas gdy u nas młodzież tuła się po wypożyczeniach. W tym miejscu pada zwykle dyżurny żart o „młodym, zdolnym Pawle Brożku”. Obiegowa opinia nie wytrzymuje jednak zderzenia z faktami. Biorąc pod uwagę zawodników z rocznika 2003, czyli tych, którzy skończyli albo niebawem skończą siedemnaście lat, ekstraklasa jest europejskim ewenementem. Występy w najwyższej lidze ma na koncie już trzech zawodników urodzonych w tym roku. Jak na razie nie ma w Europie rozgrywek, w których częściej można by oglądać w akcji siedemnastolatków. Podobnym wynikiem może się poszczycić tylko liga turecka. Aleksander Buksa i Daniel Hoyo-Kowalski z Wisły Kraków oraz Kacper Kozłowski z Pogoni Szczecin to zapowiedź nadchodzącego pokolenia, na które na razie ostrzą sobie zęby specjaliści od futbolu młodzieżowego.

SZUM WOKÓŁ BUKSY

Najgłośniej w ostatnim czasie było o Buksie. Niedzielny kibic ekstraklasy miał prawo czuć zdziwienie, gdy w trakcie przymusowej przerwy spowodowanej pandemią czytał informacje o zainteresowaniu 17-letnim napastnikiem Białej Gwiazdy ze strony Barcelony, Juventusu Turyn, czy Bayernu Monachium. Wprawdzie w krakowskim środowisku już od lat mówiło się o jego wielkim talencie i niespotykanej w tym wieku świadomości, wprawdzie trzy ekstraklasowe gole i już siedemnaście ekstraklasowych występów musi robić wrażenie, ale mowa jednak o największych markach światowej piłki. Gdy się jednak temu bliżej przyjrzeć, w doniesieniach nie było nic nielogicznego. Zawodnicy z rocznika 2003 grający w najwyższych ligach to w skali kontynentu rzadkość. Nic więc dziwnego, że przykuwają uwagę największych na kontynencie. W żadnym z przypadków nie chodziłoby na pewno o transfer do pierwszej drużyny. A przy tym wygasający za pół roku kontrakt Buksy z Wisłą i podpisywane w rocznych cyklach umowy z menedżerem to sprzyjające okoliczności, by wokół 17-latka wytworzył się szum. Nawet jeśli jednak krakowianin został najmłodszym strzelcem gola w ekstraklasie w historii Wisły i najmłodszym ligowym strzelcem od czasów Włodzimierza Lubańskiego, to wcale nie on musi się okazać największym talentem w roczniku.

Wiosną zeszłego roku głośniej było przecież o innym wiślaku z rocznika 2003, który zadebiutował w barwach Wisły Kraków. Wprawdzie to Buksa został wtedy najlepszym strzelcem zimowych sparingów w ekipie Macieja Stolarczyka, ale bardziej pozytywne recenzje zbierał pod koniec ubiegłego sezonu stoper Daniel Hoyo-Kowalski, który rozegrał cztery pełne mecze i imponował przede wszystkim spokojem w rozegraniu i nienaganną techniką. W obecnym sezonie piłkarz urodzony w Barcelonie i mający także hiszpańskie obywatelstwo nie rozegrał jeszcze ani jednego meczu w lidze, także ze względu na problemy zdrowotne, ale już pokazał, że są w nim spore możliwości. W kadrze swojego rocznika jest jednak dopiero stoperem numer trzy i wcale nie uznaje się go za ponadprzeciętną perłę. Co może oznaczać, że konkurencja w tym roczniku naprawdę jest spora.

Twitterowy profil Football Talent Scout, prowadzony przez Jacka Kuliga, obserwuje ponad sto tysięcy ludzi z całego świata. Pozwolił on Polakowi otrzymać pracę skauta w portugalskim Familicao. To tam już od jakiegoś czasu można dość często znaleźć opinię o roczniku 2003 jako wyjątkowo mocnej generacji w polskiej piłce. - Moim zdaniem to najlepsza grupa w tej kategorii wiekowej od rocznika 1998 - mówi Kulig. Jako przykłady szczególnie utalentowanych graczy Kulig wylicza Jakuba Ojrzyńskiego z Liverpoolu, Radosława Cielemęckiego, Ariela Mosóra i Szymona Włodarczyka z Legii Warszawa, Mateusza Łęgowskiego z Valencii, Huberta Turskiego i Kacpra Kozłowskiego z Pogoni, Filipa Borowskiego, Krzysztofa Bąkowskiego i Igora Ławrynowicza z Lecha, Fryderyka Gerbowskiego z Escoli Varsovia, czy Mariusza Fornalczyka z Polonii Bytom. Kozłowskiego, który też już zaliczył cztery występy w ekstraklasie w barwach Portowców, regularnie zalicza do list największych talentów z tego rocznika na świecie. - To zdecydowanie najlepszy zawodnik tej reprezentacji. Jako jedyny w Polsce dostał od skautów Tottenhamu notę A, którą przyznaje się największym talentom. Jak na nasze warunki to zawodnik elitarny - dodaje. Co warte zaznaczenia, Kozłowski, tak jak Buksa i Hoyo-Kowalski debiutował w ekstraklasie jeszcze w zeszłym sezonie, zanim wprowadzono przepis o młodzieżowcu.

ZNANE RODZINY

Nie ma przypadku w tym, ze wiele nazwisk z tej listy nie jest w świecie futbolu anonimowych. Adam, starszy brat Aleksandra Buksy, jesienią na tyle wyróżniał się w Pogoni, że wyjechał do New England Revolution. Ojrzyński to syn Leszka, znanego ekstraklasowego trenera. Ojcowie Mosóra i Włodarczyka to z kolei byli piłkarze m.in. Legii. - Współpraca z rodzicami i z piłkarzami pochodzącymi z rodzin związanych z piłką jest naprawdę bardzo dobra. Może dzięki wychowaniu i częstym rozmowom z osobami, które mają doświadczenie w futbolu, nie odlatują i twardo stąpają po ziemi – przyznaje Jacek Zieliński. Dyrektor akademii Legii Warszawa zauważa, że zarówno w jego klubie, jak i w całej polskiej piłce rocznik 2003 wypada bardzo dobrze. - Szkoda, że z powodu koronawirusa nie mogli rozegrać turnieju eliminacyjnego do mistrzostw Europy, bo myślę, że mogliby sprawić fajną niespodziankę i zagrać w turnieju finałowym – podkreśla. Warszawski klub wysyła do reprezentacji Polski z tego rocznika najwięcej zawodników. Niewiele za nim jest jednak Pogoń Szczecin. Maksymilian Rogalski, koordynujący szkolenie młodzieży w tym klubie, też zauważa, że nagromadzenie talentów u zawodników w tym wieku jest w Polsce dość spore. - Myślę, że będzie pociecha z tego rocznika. Pokazały to mecze reprezentacji trenera Marcina Dorny z Anglią, czy innymi drużynami z europejskiego topu, w których walczyli jak równy z równym – zaznacza.

Dobre doświadczenia z tym rocznikiem ma za sobą również Robert Kasperczyk, koordynujący szkolenie młodzieży w Cracovii. - Pamiętam, że dwa lata temu pojechałem na mistrzostwa Polski kadr wojewódzkich w tej kategorii wiekowej. Już tam było widać, ilu jest zawodników z potencjałem. Byłem bardzo miło zaskoczony poziomem czołowych zawodników w poszczególnych reprezentacjach. Ci chłopcy dziś poszli jeszcze dalej. Ojrzyński to talent czystej wody. Kozłowski nie znalazł się w kadrze na turniej eliminacyjny, bo razem z Turskim grał już w starszym roczniku. Gdy nasz Michał Rakoczy wracał z kadry 2002, mówi, że nie widać po nich, że są młodsi. Potencjał mają więc niesamowity. W ataku rywalizacja jest bardzo duża, bo oprócz Buksy jest Włodarczyk z Legii. Parę stoperów naciska Hoyo-Kowalski. Trener ma ból głowy od urodzaju – nie ma wątpliwości były trener m.in. Hutnika Kraków czy Podbeskidzia Bielsko-Biała.

WYRÓWNANA GRUPA

W rozmowach na temat tego rocznika przewija się przede wszystkim opinia o bardzo dobrze zrównoważonej kadrze. To nie jest rocznik, w którym kilka wybijających się jednostek ciągnie bardzo przeciętną resztę. Nie zbudowano drużyny z samych zawodników wyróżniających się dziś, ale mających przeciętne perspektywy rozwoju. Na większości pozycji da się tu znaleźć ciekawe postaci, co potwierdza Piotr Jóźwiak, agent piłkarski z agencji BoxToBox. - Praktycznie na każdej pozycji poza bokami obrony jest po dwóch równych zawodników, a w ataku nawet czterech – zaznacza. Dziś dużo mówi się o Buksie, swoje pięć minut miał Włodarczyk, który grał już w Pucharze Polski na szczeblu centralnym, ale za numer jeden uchodził długo Turski. - To silny, bramkostrzelny napastnik, któremu plany trochę pokrzyżowała kontuzja. Wraca jednak do zdrowia. Jego nieobecność w kadrze wykorzystali Buksa czy Włodarczyk. To pokazuje, że na pozycji numer dziewięć jest w Polsce dość solidny wybór – zwraca uwagę Rogalski. - Moim zdaniem najbardziej utalentowanym z napastników jest Turski. Niesamowicie kompletny atakujący, który jednak ma mnóstwo problemów zdrowotnych i obawiam się, że nie osiągnie pełni potencjału, a to byłaby wielka szkoda dla polskiej piłki - mówi Kulig, który także największy mankament tej grupy widzi na bokach obrony. - Ani Jerzy Tomal, ani Jakub Malec jakoś specjalnie mnie nie przekonują - nie ukrywa.

Najwięcej do powiedzenia o tej grupie ma Dorna, trener reprezentacji U-17, od wielu lat pracujący w PZPN-ie z drużynami młodzieżowymi. Selekcjoner z jednej strony podziela entuzjazm wobec piłkarzy z tego rocznika, z drugiej go tonuje. - W ciągu dwunastu lat, które przepracowałem w federacji, widziałem już roczniki, które określano jako złote, ale okazało się, że do seniorskiej reprezentacji wcale nie wykreowały aż tak wielu zawodników – mówi. - Liczę, że wielu z nich dojdzie do piłki seniorskiej, ale talenty są też wśród młodszych i starszych od nich piłkarzy – dodaje. Nie chodzi więc o to, by traktować akurat 2003 jako jedyne źródło talentów. To nie oznacza jednak, że Dorna nie zauważa pewnej wyjątkowości tego rocznika. - W 30 meczach ta drużyna zdobyła 80 bramek, za które odpowiadało prawie 30 zawodników. To imponujące, że zawsze ktoś coś dokładał. Gdybym miał porównać tę grupę do innych, widać, że jest szersze grono zawodników z potencjałem, który muszą jednak dopiero wykorzystać – podkreśla.

PRZYPADEK CZY POMYSŁ?

Wśród ekspertów od piłki młodzieżowej działających przy niej w różnych rolach panuje więc zgodność, że nie przez przypadek tyle się mówi o zawodnikach urodzonych w 2003 roku. Dlaczego jednak akurat w nim pojawia się aż tyle talentów? Tu zdania są już podzielone. - Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba poczekać na to, co będzie w rocznikach 2004, 2005 i kolejnych. Dopiero jeśli kolejne roczniki będą prezentować podobny poziom, będzie można powiedzieć, że coś drgnęło. Wcześniej też zdarzały się ponadprzeciętne roczniki, po których następowały lata posuchy – zaznacza Kasperczyk. Podobnie widzi to Rogalski. - Systematyczna praca, którą wkłada się w wielu klubach w poprawę działań akademii, na pewno miała wpływ, ale może też być w tym trochę zbiegu okoliczności, że akurat ten rocznik jest tak obfity – mówi. A Zieliński zwraca uwagę, że o tym, który rocznik naprawdę okazuje się złoty, można mówić dopiero po latach. - Bywały już takie sytuacje, gdy mówiło się o rocznikach słabszych, a paradoksalnie to z nich wychodziły później postaci, które grały w reprezentacji Polski – zaznacza dyrektor akademii Legii.

Wszyscy liczą jednak, że to więcej niż łut szczęścia. A Dorna podaje argumenty, by tę nadzieję jakoś ugruntować. - Roczniki 2002 i 2003 były pierwszymi, które objęliśmy programem Letniej Akademii Młodych Orłów. Trafność selekcji na te zgrupowania 13-14 latków była bardzo duża. Większość z tych, których dziś widzimy na boiskach ekstraklasy albo w reprezentacjach Polski, my śledzimy od dwunastego roku życia. Wielu zawodników z tych kadr poznała się właśnie na letnich czy zimowych zgrupowaniach AMO. Te roczniki były już też objęte kolejnymi projektami jak Talent Pro, czy Future. Warunkiem rozwoju jest gra przeciwko najlepszym i trenowanie pośród najlepszych. Wielu z tych zawodników miało stworzone takie warunki dzięki akcjom selekcyjnym. Warto też zaznaczyć, że dzięki reformom rozgrywek juniorskich, już w CLJ U15 i U17 grali z najlepszymi nie tylko ze swojego województwa, ale z makroregionów obejmujących cztery województwa. A w U18 z najlepszymi z całego kraju. To też był mały przyczynek do nieco bardziej dynamicznego rozwoju. Wielkie znaczenie ma też to, że coraz lepiej funkcjonują klubowe akademie. Dlatego wydaje mi się, że nadchodzi bardzo ciekawy czas. I to w każdym kolejnym roczniku – mówi Dorna.

OSTROŻNIE Z POCHWAŁAMI

Przy wszystkich optymistycznych sygnałach trzeba jednak zachować sceptycyzm. To przecież nie pierwszy rocznik w polskiej piłce, z którym wiąże się duże nadzieje. - Przed laty za najmocniejszy uchodził rocznik 1998, który w cuglach wygrał turniej o Puchar Syrenki, a w eliminacjach kompletnie zawiódł. Co więcej, spośród zawodników, którzy wtedy stanowili o sile tej drużyny, do dużej piłki na razie przebili się tylko Krystian Bielik, Kamil Jóźwiak i Patryk Dziczek. Zresztą Jóźwiak w finale był tylko rezerwowym i zmienił zawodnika grającego dziś w Orle Kolno. To tylko pokazuje, ile jeszcze wciąż może się zdarzyć, zanim chłopcy z rocznika 2003 rzeczywiście zostaną prawdziwymi piłkarzami – przestrzega Piotr Jóźwiak.

Kasperczyk sądzi z kolei, że im więcej będzie mówienia o złotym roczniku, tym bardziej może mu to zaszkodzić. - Przywarą młodych polskich piłkarzy jest to, że mają mentalność wypaczoną przez złych doradców. Im więcej nasłuchają się, jaką są nadzieją i jacy są wspaniali, tym większe jest ryzyko dużej klapy. Przepis o młodzieżowcu w ekstraklasie może im pomóc otrzaskać się z seniorską piłką, co będzie wielkim atutem w ich rozwoju. A przede wszystkim może sprawi, że nie będą aż tak wcześnie i masowo wyjeżdżać. Ale trzeba pamiętać, że nieważne, jak wielki jest talent, mentalności się nie przeskoczy. Ci zawodnicy muszą wiedzieć, że na razie są jeszcze bardzo daleko od poziomu profesjonalnej piłki seniorskiej. Tylko wtedy mają szansę kiedyś tam wejść – kończy. Nie ma więc gwarancji, że nie skończy się po raz kolejny wielkim rozczarowaniem. Ale są jednak podstawy, by żyć nadzieją, iż młodzi piłkarze, którzy będą pojawiać się na ekstraklasowych boiskach, będą na coraz lepszym poziomie. Wszak rocznik 2003 statusem młodzieżowca będzie się cieszył jeszcze przez pięć kolejnych sezonów. Inna sprawa, że do tego czasu pewnie tych najbardziej utalentowanych już dawno nie będzie w Polsce.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi.