Piłkarska abstrakcja. Na co dzień gra w Bundeslidze, po godzinach maluje obrazy

Zobacz również:Piłkarz z własną podobizną na plecach. Leroy Sane — nowa ekstrawagancja Bayernu
Hertha Berlin
Jan-Philipp Burmann/City-Press via Getty Images

Gdy przychodzi z treningu, siada w ogrodzie przed domem, wyjmuje płótno i paletę farb akrylowych, włącza podróżniczy podcast, chwyta pędzel i rusza w nieznane. Najnowsze dzieło Lukasa Kluentera z Herthy Berlin zostało wylicytowane za prawie pięć tysięcy euro.

Wszyscy trzej grali razem w SSV Weilerswist. A potem w TSC Euskirchen. Ale gdy Janik Straube zerwał więzadła krzyżowe, jego dwaj najlepsi kumple każdy wieczór spędzali u niego w domu. - Na początku graliśmy na konsoli. Ale potem chcieliśmy zrobić coś, co potrwa dłużej niż dwadzieścia minut meczu w FIFĘ, po którym na chwilę wszyscy się wzajemnie nienawidziliśmy - opowiadał we wrześniowym “11Freunde”. Jak opisywali w fussball.de, na początku chcieli napisać książkę. Lecz stwierdzili, że w wieku 19 lat nie mają jeszcze niczego ciekawego do opowiedzenia. Dlatego przypomnieli sobie o malowaniu, które w szkole sprawiało im nawet przyjemność. Kilka dni później, uzbrojeni w akrylowe farby podwędzone młodszej siostrze jednego z nich stali przed białym płótnem w piwnicy domu państwa Straube. I zaczęli bez żadnego planu ciapać farbami. Wyszło na tyle ładnie, że jeden z nich wykorzystał dzieło jako prezent dla matki. Janik Straube jest dziś nauczycielem. Tom Wuestenberg namalował już ponad 35 obrazów, które sprzedaje na całym świecie. Lukas Kluenter ma na koncie 75 meczów w Bundeslidze. Jednak pasji, która narodziła się w nim tamtego wieczoru, nie porzucił do dziś.

ODPRĘŻAJĄCE ZAJĘCIE

W płótna i farby zaopatruje się w specjalistycznym sklepie w berlińskiej dzielnicy Wedding. Odwiedza targi staroci. Inspiracji szuka w naturze oraz w architekturze. Na zgrupowaniach zawsze zwraca uwagę na to, co wisi na hotelowych ścianach. A jeśli nie znajdzie na nich nic ciekawego, inspiracji szuka przeglądając motywy na Pintereście. Albo oglądając filmiki na YouTube o malowaniu farbami akrylowymi. - Pracuję tylko z nimi, płótnem, pędzlem oraz szpachlą. Podoba mi się struktura płótna. Można na nim wiele zmienić. To prosty materiał, z którym dużo jest możliwe. Otwieram farby, słucham muzyki albo jakiegoś podcastu o podróżach i patrzę, dokąd zawędruję. To proces. Ale nie jest moim priorytetem poprawiać się technicznie. Zacząłem od abstrakcji. Teraz staram się wprowadzać struktury, jak przy twarzy, którą ostatnio namalowałem. Nie tworzę jednak portretów — wyjaśniał w “Berliner Zeitung”.

ODSKOCZNIA OD FUTBOLU

Boczny obrońca Herthy nigdy nie szkolił się w żadnej akademii. Przygotowywał się do normalnego życia. Robił praktyki w restauracji, zdawał maturę ze sztuki, studiował sport. Z lokalnych klubików jako 18-latek zdołał się przebić do 1. FC Koeln, ale futbol nie wypełnił całkowicie jego życia. - Nie potrafię przez 24 godziny zajmować się tylko jednym tematem. Potrzebuję zyskać trochę dystansu do codzienności. Maluję zgodnie z nastrojami. Gdy zaczynam, nie mam nic w głowie. Wiele dzieje się nieświadomie. Moje obrazy nie niosą żadnego przesłania. Nc mnie w nich nie ogranicza. Gdy czeka nas dzień wolny, potrafię czasem siedzieć przy palecie do trzeciej w nocy. Czas płynie wtedy szybciej — opowiada. Choć najchętniej maluje przy świetle dziennym, bo wtedy kolory są prawdziwsze. Najdrobniejsze detale potrafi poprawiać tygodniami. - Maluję tak długo, aż uznam, że teraz może być już tylko gorzej — uśmiecha się. Ukończył jak dotąd dwanaście obrazów.

POMOC DLA POWODZIAN

O jego hobby stało się w Niemczech głośno po wybuchu pandemii, gdy wszyscy sportowcy, zamknięci przymusowo w domach, szukali sobie zajęcia. Wtedy Kluenter po raz pierwszy zaprezentował szerzej swój drugi talent. - Chciałem sensownie wykorzystać czas i być kreatywny. To mnie totalnie odpręża. I na końcu mam w ręce coś, co można komuś podarować, zlicytować albo samemu powiesić — opowiadał w “Sueddeutsche Zeitung”. Początkowo piłkarz wstydził się pokazywać swoje prace szerzej, ale gdy z pędzlem w dłoni poczuł się pewniej, postanowił wykorzystać pasję w szczytnym celu. Gdy jego rodzinne Euskirchen zostało poważnie dotknięte powodzią, wystawił swój najnowszy obraz na licytację. Anonimowy uczestnik aukcji kupił go za 4990 euro. Kluenter podwoił kwotę, przelewając ją na specjalne konto pomocy dla powodzian. - Jestem super szczęśliwy. Dziękuję wszystkim, którzy wzięli udział w licytacji. Pomóc potrzebującym dzięki mojej sztuce to wspaniałe uczucie — mówił.

PRZETARTY SZLAK

Na razie jego malowanie to tylko sposób na spędzanie wolnego czasu, ale niemiecki futbol zna już przypadek, gdy były zawodowy piłkarz po karierze boiskowej przerzuca się na malarską. Rudi Kargus, bramkarz, który w latach 70. I 80. rozegrał ponad czterysta meczów w Bundeslidze, ukończył później hamburską Akademię Sztuk Pięknych i zajmował się malarstwem, regularnie wystawiając swoje prace. Media próbowały go nawet namówić na fachowe ocenienie obrazów Kluentera. Odmówił. - Myślę po prostu, że to piękne i godne podkreślenia, że młody człowiek, nieważne czy piłkarz, czy nie, wpada na pomysł, by zainteresować się malarstwem. Nie trzeba od razu niczego klasyfikować — stwierdził. Ale jeśli Kluenter będzie kiedyś chciał zająć się tym na poważnie, szlak z boiska do galerii ma już przetarty.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi.