Przez kilka lat najważniejszym klubem dla polskiego futbolu była Borussia Dortmund, bo grały tam trzy filary reprezentacji. Sprawdzamy, komu z podobnych pobudek kibicują w innych krajach.
Nastały w światowej piłce ciekawe czasy. Kilkanaście lat temu jeszcze dziwiło, gdy przy transmisjach z Pucharu Narodów Afryki słyszało się, że Henryk Kasperczak, prowadząc Mali, czy Senegal, większość czasu spędzał we Francji, bo i tak gra tam większość jego zawodników. Teraz podobną sytuację coraz częściej widać też w Europie. W pierwszą podróż jako selekcjoner reprezentacji Polski Paulo Sousa wybrał się do Monachium. Właściwie od pierwszego dnia jest jasne, że bardziej musi się przyglądać temu, co się dzieje w najsilniejszych ligach zagranicznych, bo w ekstraklasie ma do wyłowienia maksymalnie kilka nazwisk.
To zjawisko dotyka wiele innych krajów. Pięć najsilniejszych lig Europy drenuje talenty z całego świata. A nawet te kraje, które same mają bardzo mocne rozgrywki, jak Francja, Włochy, czy Hiszpania, same eksportują wielu zawodników do pozostałych czołowych lig. To sprawia, że coraz częściej kibice z danego kraju, a już zwłaszcza selekcjonerzy, muszą się orientować w tym, co się dzieje w zagranicznym klubie, w którym zgromadziło się jednocześnie kilku potencjalnych reprezentantów. Sami zresztą to znamy. Selekcjonerzy reprezentacji Polski więcej ciekawego do zobaczenia mieli w Dortmundzie niż w Płocku, czy w Białymstoku. Na Borussię, gdy grali tam Łukasz Piszczek, Jakub Błaszczykowski i Robert Lewandowski, kierowała się też uwaga kibiców. Nazywano ją „polską Borussią”, a zawodników „polskim trio z Dortmundu”. Juergen Klopp co chwilę odpowiadał na konferencjach prasowych na pytania polskich dziennikarzy. Gazety sportowe relacjonowały każdy mecz Borussii, tak, jak relacjonują każdy Piasta Gliwice. A kulminacją polsko-dortmundzkich związków była ekstatyczna radość Sergiusza Ryszela, który komentował wspaniałą końcówkę Borussii Dortmund z Malagą, tak, jakby to polska drużyna właśnie wchodziła do półfinału Ligi Mistrzów.
Polskie kolonie za w czołowych ligach zagranicznych chwilowo przestały istnieć. W Dortmundzie został tylko jeden Polak, który i tak rzadko pojawia się na boisku. Przez chwilę trzech Polaków było w Sampdorii Genua, ale Karol Linetty i Dawid Kownacki zostawili tam Bartosza Bereszyńskiego samego. Teoretycznie trzech naszych grało też w Napoli, jednak Igor Łasicki tylko figurował w kadrze zespołu, którego ważnymi postaciami byli Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński. Jeszcze w zeszłym sezonie w Spal Ferrara mieliśmy Thiago Cionka, Bartosza Salamona i Arkadiusza Recę. Ale po spadku wszyscy stamtąd odeszli. Aktualnie tylko w FC Augsburg i w Brighton zatrudniają jednocześnie dwóch Polaków. Jednak Jakub Moder i Michał Karbownik wciąż czekają na debiut w Anglii, więc najbardziej „polską” drużyną w ligach z czołowej piątki jest ekipa Rafała Gikiewicza i Roberta Gumnego. W Serie A, gdzie gra najwięcej Polaków, wszyscy są aktualnie rozłożeni równomiernie. Nie ma ani jednego klubu, w którym grałoby ich dwóch. Są jednak kraje, które takie zagraniczne kolonie tworzą. I to bardziej liczebne niż polska Borussia w najlepszych czasach. Od czasów Antoniego Ptaka wiadomo, że zatrudnienie dwudziestu Brazylijczyków niekoniecznie jest dobrym pomysłem. Ale sięgnięcie po kilku piłkarzy z tego samego kraju może się już opłacić.
Nigdzie w najsilniejszych europejskich ligach nie ma aktualnie tak licznej kolonii piłkarzy z jednego kraju, jak w Wolverhampton. W angielskim klubie występuje ich w tym momencie ośmiu. Nie ma w tym przypadku, bo menedżerem zespołu jest Portugalczyk Nuno Espirito Santo, a za sznurki pociąga nieoficjalnie Jorge Mendes, potężny agent z tego kraju, nieoficjalnie doradzający właścicielowi klubu. Selekcjoner mistrzów Europy może regularnie oglądać w ekipie „Wilków” tak znane postaci, jak Rui Patricio, Joao Moutinho, Ruben Neves, Nelson Semedo czy Pedro Neto. Regularnie na boiskach pojawiają się też Daniel Podence i Fabio Silva. Jedynie Vitinha na razie rzadko pojawia się na boisku. Do niedawna Portugalczyków było nawet więcej, ale we wrześniu Diogo Jota został sprzedany do Liverpoolu. Pokaźną kolonię Portugalczycy mają też w Lille, gdzie gra ich czterech. Przy Wolverhampton to jednak nic.
Bayern ma dobre doświadczenia z francuskimi zawodnikami, bo w przeszłości sięgali tam po Ligę Mistrzów choćby Bixente Lizarazu, Willy Sagnol czy Franck Ribery. Teraz monachijczycy też chętnie sięgają po znakomite pokolenie piłkarzy z tego kraju. Lucas Hernandez, Corentin Tolisso i Benjamin Pavard to aktualni mistrzowie świata. Kingsley Coman zapewnił Bawarczykom w sierpniu wygranie Ligi Mistrzów, Tanguy Nianzou został w lecie pozyskany z łatką sporego talentu, a Bouna Sarr na razie tylko uzupełnia skład. Do niedawna w Monachium grał także Mickael Cuisance, który przeniósł się kilka miesięcy temu do Marsylii. Niewykluczone jednak, że w lecie do Bayernu trafi kolejny Francuz, bo mistrzowie Niemiec mocno zabiegają o Dayota Upamecano z Lipska. Po Francuzów chętnie sięgają także inne wielkie kluby europejskie – po czterech gra w Barcelonie i w Lipsku, a trzech w Realu Madryt.
Udinese nie jest klubem, z którego argentyński selekcjoner masowo czerpałby zawodników, bo ma wielu, którzy grają w znacznie lepszych zespołach. Nigdzie jednak nie gra tak wielu piłkarzy z tego kraju, jak w klubie z północy Włoch. Absolutną gwiazdą drużyny jest Rodrigo de Paul, którego kuszą do siebie silniejsze kluby. Dobre opinie zbiera też bramkarz Juan Musso. Regularnie gra też Roberto Pereyra, a Ignacio Pussetto i Nahuel Molina balansują na granicy pierwszego składu i ławki rezerwowych. Argentyńczycy tworzą w Europie kilka kolonii. W Sevilli oraz w Elche gra ich po czterech, a w Paris Saint-Germain i Cadiz po trzech.
Poprzedni właściciele Romy planowali zbudować w Rzymie drugą Barcelonę, zatrudniając w tym celu Luisa Enrique jako trenera, a później Monchiego w roli dyrektora sportowego. Plany się nie powiodły, ale nowi właściciele też mają w kadrze wielu piłkarzy z półwyspu iberyjskiego. Portugalski trener Paulo Fonseca ma do dyspozycji Gonzalo Villara, Borję Mayorala, Carlosa Pereza, Pau Lopeza oraz – najbardziej znanego – Pedro. Wszyscy regularnie pojawiają się na boisku w rzymskiej ekipie. Hiszpanie mogą też wnikliwie śledzić Leeds United i PSG, gdzie gra po czterech ich piłkarzy.
Nie jest zbyt zaskakujące, że dla selekcjonera reprezentacji Senegalu i kibiców z tego kraju najważniejsze rzeczy dzieją się w Ligue 1. Konkretnie w Metz, w którym występuje aż pięcu piłkarzy z tego kraju. Napastnik Ibrahima Niane strzelił sześć goli w sześciu meczach, regularnie grają też skrzydłowy Opa Nguette, Lamine Gueye oraz napastnik Papa Ndiaga Yade. Jedynie środkowy pomocnik Pape Sarr na razie ma problemy z wywalczeniem miejsca w składzie.
Nie od dziś Florentino Perez lubi zatrudniać Brazylijczyków. W przeszłości ściągał m.in. Ronaldo, Roberto Carlosa czy Kakę. Dziś Zinedine Zidane ma w kadrze pięciu piłkarzy z tego kraju. Najczęściej korzysta z Casemiro oraz Viniciusa Juniora, a znacznie rzadziej sięga po Edera Militao i Rodrygo. Przez lata jedną z najważniejszych postaci zespołu był Marcelo, którego kariera na Santiago Bernabeu powoli dogasa. Na wypożyczeniu do Borussii Dortmund przebywa kolejny Brazylijczyk z Realu Madryt – Reinier. Spore brazylijskie kolonie są też w Arsenalu oraz Olympique Lyon, gdzie gra ich po czterech.
Max Eberl, dyrektor sportowy Źrebaków, od lat upodobał sobie łowienie talentów w Szwajcarii. Stamtąd ściągnął przed laty trenera Luciena Favre’a, który pomógł postawić Borussię na nogi. Stamtąd regularnie ściąga też piłkarzy. Bramkarz Yann Sommer, stoper Nico Elvedi i środkowy pomocnik Dennis Zakaria to absolutne filary zespołu Marco Rosego. Ważną rolę odgrywa też napastnik Breel Embolo. Jedynie prawy obrońca Michael Lang, po powrocie z wypożyczenia do Werderu Brema nie może się przebić do składu i w tym sezonie ani razu nie pokazał się w lidze na boisku. Mimo to jednak szwajcarscy kibice mają kogo oglądać w ekipie Gladbach.
Urugwaj to mały kraj, który jednak wysyła do Europy masę piłkarzy. Tradycyjnie silne połączenie ma z Cagliari, gdzie także dzisiaj występuje trzech graczy z tego kraju, na czele z Diego Godinem. Najliczniejszą grupę Urugwajczycy stanowią jednak w Getafe, gdzie występują Mauro Arambarii, Mathias Olivera, Erick Cabaco oraz Damian Suarez. Mogą się w mieście spotykać z występującymi po sąsiedzku trzema rodakami z Atletico Madryt – Luisem Suarezem, Jose Marią Gimenezem i Lucasem Torreirą.
Włoscy piłkarze w przeszłości niezbyt chętnie emigrowali poza Serie A, ale w ostatnich latach zaczęli wyjeżdżać trochę częściej. Prawdziwą kolonię stworzyli aktualnie w Paryżu, gdzie jest ich w szatni aż czterech. Do grającego tam od ośmiu lat Marco Verrattiego, dołączyli w lecie Moise Kean oraz Alessandro Florenzi. Wszyscy pojawiają się w ekipie mistrzów Francji dość regularnie. Jedynie rezerwowy bramkarz Denis Franchi na razie czeka na debiut w Ligue 1. Bramkarskie szlaki w Paryżu przetarł mu niedawno sam Gianluigi Buffon.
Skromny francuski klubik stał się domem dla aż czterech graczy z Wybrzeża Kości Słoniowej. Stopera Ismaela Traore można zaliczyć do filarów drużyny. Na lewej obronie często towarzyszy mu Souleyman Doumbia, a na prawej występuje czasem Abdoulaye Bamba. W sprzyjającym dniu Iworyjczycy mogą więc stworzyć niemal całą defensywę Angers. Znacznie gorzej radzi sobie najbardziej ofensywny zawodnik z Wybrzeża Kości Słoniowej grający w tym klubie. Thomas Toure na razie nie pojawił się w tym sezonie na boisku ani razu.