Superbohater czy złoczyńca? To najlepszy moment, żeby zobaczyć „The Elon Musk Show” (RECENZJA)

Zobacz również:Turystyczne loty w kosmos mogą być coraz częstszym zjawiskiem. Pierwszy ma odbyć się już za moment
Elon Musk
Rachpoot/Bauer-Griffin/GC Images

Spore zamieszanie wywołał niedawno tweet Elona Muska, przypominającego: 12 months ago, I was Person of the Year. Kiedy otrzymywał prestiżowy tytuł Człowieka Roku, opisywano go słowami geniusz i klaun. Kontrowersje budził zawsze, ale nigdy nie miał tak złej prasy, jak obecnie, gdy bywa raczej kojarzony z szalonymi wyskokami typu przyniesienie zlewu do siedziby Twittera niż z przełomowymi dokonaniami typu lądowanie rakiety Starship. Bez wątpienia ma w sobie dwa wilki; oba zostają prześwietlone w serialu dokumentalnym dostępnym na Viaplay.

Wyróżnia się. Jest uosobieniem wielkiego myślenia i podejmowania ryzyka – zachwyca się nim Donald Trump. Linette Lopez – autorka głośnego materiału Elon Musk doesn't care about you z Business Insider – przestrzega, że wizjonerowi-trollowi za bardzo wjechały dystopiczne opowieści science fiction i na potężnym egotripie próbuje wykreować się na Mesjasza.

Mamy sławić jego osiągnięcia czy bać się jego siły? Miniserial The Elon Musk Show zostaje podporządkowany tej właśnie kwestii.

Elon Musk
Jonathan Newton/The Washington Post via Getty Images

Po zakupie Twittera – drugi najbogatszy człowiek świata zaraz ostatecznie przeewoluuje w mema; o ile ten proces nie nastąpił znacznie wcześniej. Bo przecież on od dawna słynął z siania wiatru i zbierania gównoburzy. Tak było, gdy amerykańska Komisja Nadzoru Finansowego (SEC) ukarała go grzywną 20 milionów dolarów za tweet o potencjalnym zdjęciu Tesli z giełdy, na co odpowiedział innym tweetem: SEC, three letter acronym, middle word is Elon’s (klasycznie chodzi o kutasa). Tak było, gdy nurka Vernona Unswortha, który nie chciał skorzystać z jego miniaturowej łodzi podwodnej podczas akcji ratunkowej w Tajlandii, publicznie nazwał pedo guy. Z lubością spekuluje na temat życia w symulacji, triggeruje koronasceptycyzmem, miota się w sprawie wojny w Ukrainie...

W realiach spolaryzowanej debaty publicznej, która nie pozostawia przestrzeni na odcienie szarości, figura kontrowersyjnego miliardera zostaje odarta ze złożoności, stając się co najwyżej pretekstem do kolejnej amby. The Elon Musk Show może stanowić patent, żeby wcisnąć undo w tym procesie.

Podjęty został w tym minidokumencie trud, żeby – poprzez diggowanie w przeszłości – zrozumieć niezwykłość Muska. Jeżeli więc jest powszechna beka, że dał synowi na imię X Æ A-12, przywołany zostaje jego dziadek – Joshua Haldeman, który stał się wiodącą postacią w ruchu technokratów, gdzie zmiana nazwisk w tym stylu była na porządku dziennym. Jeżeli zadziwia determinacja, która pozwoliła mu kontynuować program SpaceX pomimo eksplozji trzech pierwszych rakiet Falcon, następuje retrospekcja do czasów, kiedy – jako młody geniusz – był hardkorowo prześladowany przez inne dzieciaki w Pretorii.

The Elon Musk Show pozwala więc spojrzeć na niego jak na człowieka z krwi i kości; na przekór technokratycznemu kultowi, maglowi towarzyskiemu czy memosferze. Poruszona zostaje kwestia przemocy domowej, której doświadczył przez ojca. I w serialu znalazły się wypowiedzi Errola Muska. Podobnie, jak dwóch pierwszych żon – Justine Wilson i Taluli Riley, opowiadających o związkach, które były z góry skazane na fiasko ze względu na psychotyczne poświęcenie Elona własnemu wizjonerstwu. Temu samemu wizjonerstwu, którym zarażał pracowników, przekonując ich do katorżniczej pracy. Zebrane świadectwa uczciwie pokazują, że droga na Marsa jest brukowana mobbingiem.

Nie odbiera się przy tym Elonowi wielkości, zestawiając go z największymi umysłami swoich czasów – Teslą czy Einsteinem. I raczej nie ma w tym przesady, skoro przed pięćdziesiątką zdążył dokonać rewolucji w dziedzinie płatności cyfrowych, stworzyć od zera prywatną Agencję Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej czy stopniowo realizować projekt chipów mózgowych Neuralink. Powszednieje to wszystko na co dzień, ale gość robi sobie przecież na naszych oczach reality show z Cyberpunka i sięga tam, gdzie wzrok nie sięga.

Nauczyłem się, podobnie jak wiele osób, że jeśli on twierdzi, że da radę, to nie należy go lekceważyć – mówi Errol Musk, nawiązując do planów podboju kosmosu przez syna i umożliwienia ludzkości funkcjonowania w trybie międzyplanetarnym, co staje się coraz bardziej realne wraz z każdym udanym przedsięwzięciem SpaceX. Pozostaje jedynie wątpliwość, czy Elonowi bliżej w tym momencie nie jest bliżej do kompletnej odklejki niż na Czerwoną Planetę.

Elon Musk
Michael Gonzalez/Getty Images

The Elon Musk Show to kurs podstawowy z biografii i dokonań 51-latka. Podstawowy nie tylko na poziomie merytoryki, ale też realizacji, która pozbawiona jest fajerwerków, a niepozbawiona wad – jak to gnanie na złamanie karku z ostatnimi latami tej historii, co wygląda na wymuszony update. Wciąż jednak seans powinien stanowić warunek konieczny przed kręceniem jakiegokolwiek shitstormu w kontekście Elona.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Senior editor w newonce.net. Jest związany z redakcją od 2015 roku i będzie stał na jej straży do samego końca – swojego lub jej. Na antenie newonce.radio prowadzi audycję „The Fall”. Ma na koncie publikacje w m.in. „Machinie”, „Dzienniku”, „K Magu”,„Exklusivie” i na Onecie.
Komentarze 0