Czy to odpowiedź giganta na zarzuty po całkowitym zablokowaniu konta byłego prezydenta USA Donalda Trumpa? Wszystko na to wskazuje.
Pisaliśmy już o konsekwencjach kontrowersyjnych decyzji Twittera, Facebooka, Google'a i wielu innych internetowych mediów, które spotkały się z - nic dziwnego - skrajnie różnym odzewem. Czy cenzura wprowadzana przez prywatne korporacje to właściwy kierunek rozwoju platform społecznościowych? Ciężko z tym ruchem nie polemizować.
Na łamach newonce’a ukazał się zresztą komentarz Sylwii Czubkowskiej - redaktorki naczelnej Spider’s Web+ - potępiający tak zuchwałą decyzję Marka Zuckerberga i Jacka Dorseya. Zuckerberg i ewentualnie Dorsey liczą pewnie, że dzięki temu gestowi administracja Bidena - mocno powiązana z Doliną Krzemową - poczuje się usatysfakcjonowana i nie będzie cisnąć platform cyfrowych. Niespecjalnie jednak bym na to liczyła, ponieważ amerykańscy analitycy i obserwatorzy są krytyczni wobec tej decyzji - too little, too late; najwyższy czas się wreszcie za was zabrać; sami upaśliście Trumpa - komentowała sprawę Czubkowska.
Nie będziemy oceniać, czy CEO Twittera i jego ludzie szybko się zreflektowali, czy był to wykalkulowany ruch, ale efektem długich miesięcy walki z fałszywymi wiadomościami - i zapewne blokady Trumpa również - jest próbny start Birdwatch, czyli nowego programu fact-checkingowego, o którym pierwsze wzmianki pojawiły się jeszcze w październiku 2020 roku.
Na czym będzie polegał? Platforma oddała możliwość sprawdzania faktów, analizowania źródeł i potencjalnego wyłapywania fake newsów określonej liczbie użytkowników. Póki co, do pilotażowej akcji zostało wybranych 1000 userów amerykańskiego Twittera, którzy w ramach community-driven programu będą mogli dodawać adnotacje do tweetów o podejrzanej treści, nadawać im szerszy kontekst i ewentualnie podważać wiarygodność informacji. Nie będą one jeszcze widoczne na docelowej platformie, a jedynie na stronie dedykowanej projektowi Birdwatch.
Keith Coleman, wiceprezydent społecznościowego giganta, podał, że w celu badań nad wprowadzeniem odpowiedniej formy fact-checkingu przeprowadzono ponad 100 wywiadów z osobami ze środowiska politycznego. Wynika z nich, że właśnie taki sposób jest najbardziej rekomendowanym. Pochwalono oddanie tego zadania społeczności, zamiast bezpośredniego tagowania wpisów hasłami prawda lub fałsz przez pracowników Twittera. Co więcej, działania prowadzone w ramach Birdwatch mają być transparentne. Wszystkie dane wykorzystywane w programie będą dostępne do pobrania, a kody używanych algorytmów również zostaną upublicznione.
Jak będzie w rzeczywistości? Przekonamy się już niebawem.
