Wirtualna moda: pandemia, Fortnite i kolekcje ubrań, które nie istnieją

118126925_123014679222470_2857425946271088226_n.jpg

Wyobraź sobie, że przeglądasz strony internetowe i nagle zauważasz lśniący, metaliczny t-shirt o nieregularnym kształcie. Wygląda jak strój randomowej postaci w Simsach, ale decydujesz się na zakup, bo nie przypomina żadnej rzeczy z twojej szafy. Jednak zamiast typowego zamówienia, oczekiwania i dostawy, wysyłasz jedynie swoje zdjęcie, a następnie otrzymujesz je z nałożoną koszulką. Od teraz możesz nosić ją jedynie w wirtualnym świecie. Tak wygląda przyszłość mody.

Kilka miesięcy temu Balenciaga zadebiutowała z online’ową grą, w której zaprezentowano najnowsze itemy marki. Pisaliśmy wówczas, że w dobie social distancingu projektanci szukają alternatywnych sposobów na pokazy mody, dotarcie do nowego odbiorcy i interakcję z klientami - jedna z najbardziej dochodowych branż ma na to sporo trików, a na 2021 rok patrzymy przez VR-owe okulary. To były trafne przewidywania - wirtualna moda stale zyskuje na znaczeniu.

Mniej więcej w tym samym czasie, kiedy Balenciaga umożliwiła poruszanie się po wirtualnej mapie avatarom ubranym w nową kolekcję domu mody, wystartował podobny projekt. W mobilnej grze Aglet - nazywanej również sneakersowym Pokémon Go - gracze wraz z pokonywaniem dystansu, zbierają wirtualne monety (Purple Aglet), za które mogą kupić najbardziej pożądane modele Nike, adidas i innych brandów… Tylko w cyfrowej formie i tylko w tej aplikacji. Ich postaci również mają na sobie wirtualne trampki, które zużywają się, co zachęca graczy do kolejnych zakupów. Za te najrzadsze sneakersy użytkownicy i tak muszą jednak dopłacać - jak najbardziej realnymi - pieniędzmi. Jak pewnie się domyślacie, nie brakuje gamerów, którzy wydają po kilka tysięcy dolarów miesięcznie na pary, których fizycznie nigdy nie będą mogli założyć. CEO aplikacji mobilnej, Ryan Mullins, który w swoim opisie na LinkedIn twierdzi, że czyni świat dziwniejszym miejscem uważa, że właśnie tak będą wyglądać nowe trendy w kulturze sneakerheadów i szerzej - w świecie mody.

aglet-mobile-sneaker-app-2.jpg

Coś, co na początku brzmiało jak kolejny odcinek Czarnego Lustra, dziś jest trendem, który może zdominować kolejne lata w branży modowej. Oprócz takich marek w segmencie high fashion, jak Moschino, Prada czy Louis Vuitton - dostrzegło go także Gucci, które w aplikacji o nazwie Sneaker Garage zaprezentowało wirtualny model butów, zaprojektowanych przez Alessandro Michele’a. Platforma umożliwia także stworzenie własnych sneakersów i przymierzenie ich w oparciu o technologię AR. W przypadku tego domu mody, nie są to pierwsze kroki po wirtualnym świecie. Projektanci marki, tworząc nowe kolekcje, już od pięciu lat zwracają uwagę na cyfrowy aspekt każdego modelu i sprawdzają możliwość przeniesienia go do gier czy apek mobilnych.

Wirtualne projektowanie nie jest zresztą żadną nowością w tej branży. Od kilku lat duże marki i niezależni projektanci korzystają z oprogramowań, umożliwiających stworzenie wysoce realistycznego elementu garderoby w 3D, wypróbowanie go na awatarze i naniesienie zmian w czasie rzeczywistym. Tym sposobem można wykonać setki próbek, nie tworząc przy tym odpadów.

Cyfrowe kolekcje sięgają 2018 roku, jednak ich rozkwit nastąpił w 2020. Pionierami cyber fashion były skandynawska marka Carlings i holenderska - The Fabricant. Pierwsza z nich właśnie wtedy wypuściła limitowaną, online’ową linię odzieżową, inspirowaną grami wideo, takimi jak Tekken. Znalazły się w niej płaszcz ze skóry krokodyla czy lateksowy czepek pokryty nadrukiem z kodem źródłowym. Ceny nie były wygórowane. W normalnych warunkach ubrania wykonane z nietypowych materiałów kosztowałyby tysiące, a tu - w zależności od produktu - wahały się od 9 do 30 funtów, dlatego wszystko wyprzedało się w ciągu miesiąca. Po zakupie projektanci dopasowywali wygląd itemu do zdjęcia kupującego, tworząc gotowy post na Instagram. Bo od czego są dziś ubrania, jeśli nie od pochwalenia się nimi w social mediach?

Po dobrym przyjęciu wirtualnej kolekcji, która stała się hitem wśród influencerów, na podobny ruch zdecydował się brand The Fabricant. W maju 2019 roku wystawił na sprzedaż sukienkę Iridescent za… 9,5 tysiąca dolarów. Była to rekordowa suma za projekt, który fizycznie nie istnieje, ale chętnych nie brakowało. Od tego czasu The Fabricant urosło w siłę, co miesiąc wypuszczając cyfrowe ubrania i współpracując z takimi markami, jak Tommy Hilfiger czy Soorty.

Final_JOHANNA_V01_widescreen.jpg
The Fabricant

Pierwszą polską marką, specjalizującą się w tej dziedzinie jest Nueno. Jej założyciele w rozmowie z Vogue zwracali uwagę na korzyści, jakie niosą za sobą wirtualne ubrania, które możemy założyć za pomocą jednego swipe’a na kilka sekund przed spotkaniem na Zoomie. Zaznaczali jednak, że nigdy nie zastąpią one fizycznych odpowiedników. Ich zdaniem z czasem będziemy po prostu korzystać z nich coraz swobodniej. Podobnie jak w przypadku instagramowych filtrów.

A skoro już mowa o filtrach: jednym z pierwszych polskich brandów, które zaczęły działać w technologii AR jest DOOM 3K. Marka niedawno podjęła współpracę z artystą - Rafałem Dominikiem i twórcą AR - Rafałem Śliwczyńskim. Wspólnie stworzyli kolekcję Augmented Reality, w której znalazły się koszulki i bluzy z nadrukami cyfrowymi, które ożywają dzięki customowanym filtrom na Instagramie.

Biorąc pod uwagę ogromny trend, jakim jest NFT czy miliony wydawane przez graczy Fortnite na najbardziej efektowne skiny, stale rosnąca popularność cyfrowej mody nikogo nie powinna specjalnie dziwić. W pewnym sensie ten segment jest naturalną odpowiedzią na sytuację pandemiczną, która spowodowała znaczne przyspieszenie cyfryzacji każdej z branż - także modowej. Większość marek wstrzymała pokazy (ekhem, Bottega Veneta), a zamiast tego tworzyła krótkie filmy lub proponowała wizytę w wirtualnych salonach.

Jednym ze zwiastunów nadchodzących zmian jeszcze przed pandemią był z kolei wzrost popularności wirtualnych influencerów (m.in. Miquela z ponad 3 milionami obserwujących na Instagramie), co wprowadziło branżę na zupełnie nowy poziom.

Wyjątkowa sytuacja wymagała nietypowych rozwiązań, a cyfrowa moda dała projektantom niespotykane dotąd możliwości i potencjał projektowy. Od teraz marki mogą pozwolić sobie na całkowite odejście od - szybko przemijających - trendów i tworzenie najbardziej zwariowanych, często zaprzeczających grawitacji projektów, nie napędzając przy tym segmentu fast fashion. Niektóre brandy idą nawet o krok dalej, eksperymentując z futurystycznymi itemami wykonanymi z płynnego srebra, wody czy diamentów lub fantazjując o kurtce wykonanej ze skóry smoka czy spodniach z błyskawicy. To jest kolejny ważny punkt cyfrowej mody; pandemiczny eskapizm i niemal niczym nieograniczone możliwości prezentowania siebie w wirtualnej przestrzeni.

Po online’owych fashion weekach przyszła kolej na online’owe kolekcje. To już nie tylko eksperyment luksusowych marek czy ciekawy dodatek w grach, ale ważny krok w stronę zrównoważonej mody. Cyfryzacja mody to świetne rozwiązanie dla marek i projektantów, które ułatwia zoptymalizowanie ilości produkowanej odzieży. Niektóre brandy oferują klientom modele ubrań 3D tylko po to, aby sprawdzić, jak duże jest zapotrzebowanie na produkt i uniknąć nadwyżek magazynowych oraz marnotrawstwa materiałów. Z kolei sklepy internetowe, oferujące przymiarki ubrań przez realistyczne awatary, pozwalają klientom na upewnienie się, czy dana rzecz nie trafi na dno ich szaf. To istotne ułatwienie - zwłaszcza w czasach ograniczonego dostępu do zakupów stacjonarnych oraz masowych zwrotów zamówień, które zwiększają ślad węglowy. Choć wydanie pieniędzy na ubrania, których nigdy nie założymy pewnie dla niektórych brzmi jak wyrzucenie pieniędzy w błoto...

Nie oznacza to, że teraz wszyscy będziemy przebierać swoje wirtualnego ja za cyborga czy superbohatera. Cyfrowa odzież nigdy nie zastąpi fizycznej, ale jest niezwykle ciekawą odpowiedzią na kryzys ekologiczny, digitalizację świata i sytuację pandemiczną.

Podziel się lub zapisz
Jedyna dziewczyna w redakcji newonce.net i najmłodszy członek niuansowej ekipy. Pisze o modzie i serialach, ale nie stroni też od zagranicznego rapu.