Wydawało się, że będzie żył wiecznie. Stefan Żywotko miał 102 lata, był fascynującą postacią

Zobacz również:CENTROSTRZAŁ #3. Odwaga pionierów. O nieoczywistych kierunkach transferowych
Stefan Żywotko

Nie mam wątpliwości, że Stefan Żywotko był jednym z najbardziej fascynujących polskich trenerów. Już samo to, że tak mało ludzi o nim słyszało dodawało mu kolorytu. Gdy pięć lat temu odwiedziłem go w Szczecinie, akurat przyjechała algierska telewizja. Pan Stefan miał 97 lat. Nadal wzbudzał podziw ludzi z Afryki. Opowiadał z taką werwą, że wydawało się, że będzie żył wiecznie.

Zmarł w czwartek w wieku 102 lat. Nadal pozostaje najbardziej utytułowanym polskim trenerem pracującym kiedykolwiek za granicą i prędko się to nie zmieni. Być może kojarzycie go z dawnego Football Managera — w Hall of Fame polskiej piłki zawsze był pierwszy pod względem tytułów. Zawsze brzmiał tajemniczo, bo przez długi czas polska prasa mało o nim pisała. Trudno się temu dziwić, ponieważ nieśmiertelność zyskał nie w Europie, a w Afryce.

W Polsce trwał Stan Wojenny, gdy Żywotko z algierskim JS Kabylie wygrał Afrykańską Ligę Mistrzów. Zrobił to dwa razy, a w międzyczasie dodał jeszcze siedem mistrzostw kraju. Algierski dziennikarz powiedział mi kiedyś, że dla nich to postać jak Ferguson w Manchesterze albo Wenger w Arsenalu. Pracował w Kabylii przez 14 lat, co jak na specyfikę afrykańskiej piłki jest ewenementem.

On budował pierwsze siłownie i wprowadzał podstawy treningu, a potem odbierał ordery od prezydenta. Kabylowie, z których wywodzą się choćby Zinedine Zidane i Karim Benzema, do dziś mówią, że to Żywotko nauczył ich piłki.

Pamiętam spotkanie z panem Stefanem jako wielką lekcję historii. Siedzieliśmy na stadionie Pogoni, gdy opowiadał jak po II wojnie światowej właśnie w tym miejscu zasypywał dziury po bombach. Po chwili pamięcią wracał do rodzinnego Lwowa i przyjaźni z Kazimierzem Górskim. Było w tym coś niesamowitego. To był przecież człowiek urodzony w roku Bitwy Warszawskiej, zaraz po tym jak Polska odzyskała dostęp do morza.

Opowieści o tym jak kibice we Lwowie rezerwowali miejsca na gałęziach, bo mecze oglądało się z drzew, pokazują totalnie inną rzeczywistość niż tą, którą widzimy dziś przewijając tablicę Twittera.

Na pewno dużą szkodą jest to, że nigdy mocniej nie zaistniał w polskiej piłce. Jako trener wywalczył awans do pierwszej ligi z Arkonią Szczecin (1961), Pogonią Szczecin (1966) i Arką Gdynia (1976). Gdy wrócił z Algierii, miał już ponad 70 lat, więc siłą rzeczy nie wzbudzał zainteresowania rynku i mediów. Jego sukcesy z perspektywy Polski były ciekawostką, ale wystarczy rozejrzeć się po algierskim internecie, żeby zrozumieć jakiej rangi jest to postać.

Mieczysław Żywotko, syn pana Stefana, mówił mi kiedyś, że gdy trener wrócił po latach do Kabylii, nawet dzieci krzyczały „Monsieur Stefan”. Dzieci, które nie miały prawa go znać, ale wychowały się na opowieściach ojców. Tak działa magia legend. Nazwisko i ranga przydała mu się choćby na początku lat 90., gdy władzę w kraju przejęli radykalni islamiści.

– Podeszli do mnie ludzie z karabinami, ale ktoś mnie rozpoznał i miałem spokój. Oni wtedy różne rzeczy robili z obcokrajowcami. Różnie mogło się to potoczyć – mówił pan Stefan w trakcie materiału Canal+, który robiłem pięć lat temu.

Zaraz po tym spotkaniu nadal zdarzało mi się widywać go na stadionie Pogoni. Klub lubił podawać, kto był najstarszym kibicem w danym meczu, ale w większości wypadków sprawa była prosta: numer 1 należał do pana Stefana Żywotki.

W ostatnich latach mówiło się nawet o propozycji pewnego algierskiego klubu, który chciał blisko stuletniego trenera zatrudnić na rok, by wspomógł swoim doświadczeniem program szkolenia młodzieży. Algieria naprawdę widziała w nim boga.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Żebrak pięknej gry, pożeracz treści, uwielbiający zaglądać tam, gdzie inni nie potrafią, albo im się nie chce. Futbol polski, angielski, francuski. Piszę, bo lubię. Autor reportaży w Canal+.
Komentarze 0