YoungBoy Never Broke Again: wszystkie problemy megagwiazdy rapu

Lil Baby & Friends
fot. Paras Griffin/Getty Images

Wytwórnia nie interesuje się nim tak, jak powinna. W odróżnieniu od wymiaru sprawiedliwości. Jak do tego doszło?

Mimo tego, że żyjemy na coraz bardziej zglobalizowanym świecie, pewne zjawiska muzyczne wciąż pozostają lokalną specyfiką. Nawet w amerykańskim hip-hopie, kulturowym hegemonie, który rozlał się na niemal wszystkie kraje. Owszem, uwielbienie do Drake'a czy Kendricka Lamara jest pod większością szerokości geograficznych podobne, ale wiele postaci jest popularnych wyłącznie za Oceanem, a skala ich znaczenia zupełnie wymyka się publiczności po drugiej stronie globu.

Na przykład taki Tory Lanez. W Stanach Zjednoczonych megagwiazda od dawna, w Polsce pojawił się na radarach wielu ludzi dopiero po aferze z Megan Thee Stallion. Nigdy nie zapomnę Open’era, na którym występował Miguel u szczytu swojej kariery - dla osób zakochanych w amerykańskim R&B ulubieniec, dla reszty anonim. Mimo 110%, które dawał z siebie ze sceny razem z zespołem, u większości publiki prowokował niezrozumiałe spojrzenia i pytania: a kto to właściwie jest? Najwięcej emocji wywołało to, że w którymś momencie koncertu na telebimie pojawiła się Rihanna, która usiadła w fosie, żeby posłuchać tego utalentowanego artysty. To wystarczający dowód na to, że wbrew narzekaniom tu i ówdzie, nie jest tak, że wszyscy dzisiaj słuchają tego samego (to opinia, którą dyktuje głównie snobizm), a muzyczna globalizacja ma o wiele bardziej złożoną dynamikę. Mimo wszystko do jakiegoś stopnia zachowujemy swoją lokalną specyfikę nawet w tak popularnym gatunku, jak hip-hop. A może przede wszystkim w nim, to w końcu muzyka oparta na słowach i emocjach. Ogromne znaczenie mają także działania wytwórni.

Wracając do przykładu z Miguelem - R&B nigdy nie było zbytnio popularnym gatunkiem w Polsce. Pod tym względem - co piszę z ciężkim sercem - zmieniło się niewiele. Wytwórnie to wiedzą, więc nie poświęcają zbyt dużej puli zasobów, żeby taką muzykę promować. Podobnie jest z nowymi megagwiazdami rapu - Moneybagg Yo, czy bohater tego tekstu, NBA YoungBoy, żywią się amerykańską słabością do gangsterów, która poza granicami ich ojczyzny nie jest tak mocna. W przypadku tego drugiego dochodzi również potwierdzony fakt, że wytwórnia Atlantic nie wkłada wiele sił, żeby promować rapera w stopniu podobnym do reszty artystów i artystek. NBA YoungBoy, zip, który 21 lat skończy dopiero 20 października, ma na koncie miliardy odsłuchów i wyświetleń, ale dla własnej wytwórni jest problemem. To naprawdę upiorne, że praktycznie w każdym tekście o działaniach wytwórni wobec raperów trzeba przytaczać To Pimp A Butterfly Kendricka Lamara, ale w przypadku YoungBoya trudno o celniejszy komentarz do strategii, jaką obrała wobec niego branża. Podpisany jako nastolatek, eksploatowany nawet w więzieniu, bez wsparcia ze strony labelu, który śmiało korzysta z fruktów jego pracy. Kim jest YoungBoy Never Broke Again, jeden z najpopularniejszych raperów w Stanach Zjednoczonych i problem wytwórni Atlantic?

Kentrell DeSean Gaulden pochodzi z Baton Rouge w Luizjanie. Można uznać go za jednego z największych hip-hopowych zwycięzców pod względem obecności na YouTube. YoungBoy dosłownie zdominował tę platformę między 2018 a 2020 rokiem, głównie dlatego, że jego muzykę można było znaleźć niemal wyłącznie tam. To była katapulta, która wystrzeliła go na szczyty list Billboardu z kolejnymi singlami i albumami. YoungBoy wyprzedzał inne mainstreamowe gwiazdy praktycznie bez obecności w radiu i bez tradycyjnego wsparcia wytwórni. Ale trudno nazwać jego związek z platformą wideo za coś zupełnie zdrowego - najnowszy album rapera, Sincerelly, Kentrell, który ukazał się 24 września, przez jakiś czas nie był dostępny na YouTube. Manager artysty twierdzi, że chodzi o jego image. I na tej kwestii warto się zatrzymać.

YoungBoy ma od zawsze problemy z prawem. Kiedy album Sincerely, Kentrell podbijał listy sprzedaży i wykręcał miliony streamów, raper obserwował to zza kratek - od marca siedzi w więzieniu, oczekując na wyrok za posiadanie broni jako skazaniec. Kartoteka YoungBoya jest naprawdę ogromna i puchnie, odkąd był nastolatkiem. Mając 15 lat trafił do izby zatrzymań w Tallulah za rabunek. Właśnie tam zaczął pracować nad swoim debiutanckim materiałem. Od tamtego czasu zgromadził pełno zarzutów dotyczących posiadania broni, napaści, przemocy domowej, a nawet usiłowania zabójstwa. YoungBoy kontynuuje generacyjny cykl konfliktów z prawem, zapoczątkowany przez jego ojca, który odsiaduje wyrok 55 lat.

Nie ma sensu wymieniać tu wszystkich spraw, w które wmieszał się raper. Jego postawa jest konsekwentna i bezkompromisowa - i to jeden z elementów jego popularności. Jest gangsterem na całe życie i nawet będąc popularnym artystą, który z powodzeniem rzuca wyzwanie Drake’owi czy Lil Nas X-owi (Sincerely, Kentrell w którymś momencie wyprzedziło zarówno Montero, jak i Certified Lover Boy), wciąż żyje ulicą. W trakcie jednej z rozpraw sędzia powiedział mu, że musi dokonać wyboru: może być albo Kentrellem, albo NBA. Raper z tym się zgodził, mówiąc: racja, nie mogę być jednym i drugim. Patrząc na jego dalsze wybory, jest jasne, którą drogę obrał. Ale nie jest też tak, że trudna relacja z prawem wynika tylko z jego uporu. Wyciekły dokumenty, które pokazały YoungBoya jako cel zorganizowanej akcji policji i wymiaru sprawiedliwości. Jej tytuł: Never Free Again, parszywa zagrywka na ksywce rapera. To żadna nowość, bo amerykańskie służby od zawsze miały problem z hip-hopem, a w miastach takich, jak Nowy Jork, Los Angeles czy Atlanta działały - otwarcie bądź w tajemnicy - specjalne grupy, których zadaniem było strącanie znanych postaci świata rapu z piedestału. To dalej systemowy rasizm, szczególnie silny w południowych stanach, np. w Luizjanie, z której pochodzi YoungBoy. Nie zmieniają się ani warunki, które kształtują takie osoby, jak raper, ani to, że branża muzyczna eksploatuje ich życie, które przyciąga i fascynuje publiczność.

Artysta nagrywał w hotelach, w tourbusie, przygodnych studiach nagraniowych - większość chwil na wolności spędzał produktywnie. Wydanie Sincerely, Kentrell koordynował z więziennego telefonu. Jego twórczość jest odbiciem jego życia, wręcz do bólu. Jeden z pierwszych wielkich hitów rapera, Outside Today, opowiada o radości, jaką odczuł, kiedy udało mu się wygrać w sądzie. Nie pomaga mu to w sprawach, które się przeciwko niemu toczą, bo teksty utworów i teledysków są często używane w sądach. Nie tylko jako dowody, ale także posób na pokazanie ławie przysięgłych, że mamy do czynienia z kimś, kto jest niebezpieczny dla społeczeństwa. Publiczność kocha to, że YoungBoy jest niepokorny, a on nie ma zamiaru przestawać. Od najmłodszych lat wpadł w cykl robienia przypału, tworzenia muzyki, odsiadywania wyroków - sprawiedliwych bądź nie - i naprawdę trudno sobie wyobrazić, że może być inaczej.

Ma talent, to nie ulega wątpliwości. Jego styl jest bardzo ekspresyjny, podbity melodiami zapadającymi w pamięć. Wysoki stopień autentyczności doświadczeń pogłębia tę muzykę, dodaje jej intrygującego kontekstu, przyciąga fanów i fanki, gromadzące się na licznych fanpejdżach i kontach na Instagramie. Wiedziała o tym wytwórnia Atlantic Records, kiedy podpisywała z nim kontrakt w 2017 roku. Ale po drodze nie zrobiła nic, żeby przerwać cykl, w jakim zamknął się raper. Po prostu korzystała z jego sukcesu, a kiedy kryminalna atmosfera stała się zbyt intensywna, rozłożyła ręce i powiedziała, że jego wizerunek jest problematyczny. Oczywiście, jego wizerunek. Ten sam, który nie przeszkadzał czerpać zyski z rapera, ba, był głównym powodem podsunięcia mu kontraktu.

YoungBoy jest ewenementem w branży muzycznej. Nikt nie osiągnął tak wiele mimo braku wsparcia ze strony tych, od których powinien go oczekiwać. Nie skończył nawet 21 lat, a ma katalog sukcesów, o jakim mogą pomarzyć artyści dobijający czterdziestki. Ale jak tak dalej pójdzie, jego losy mogą być o wiele smutniejsze. Co jakiś czas powstają petycje do prezydenta, a wsparcie idzie od całego hip-hopowego świata - NLE Choppa ze swoim Free YoungBoy nie jest odosobniony. Problem w tym, że mamy do czynienia z uporem po obu stronach. YoungBoy uważa gangsterkę za niezbywalną część swojej tożsamości, a kiedy się jej pozbędzie, utraci część autentyczności (i zapewne część publiki). Wymiar sprawiedliwości widzi go jako wielkiego demoralizatora, który zupełnie nie chce się zmieniać i jest zagrożeniem dla siebie i innych. Na skrzyżowaniu tych sił powstaje muzyka, która jest chwytliwa i dostarcza wiele radości słuchaczom i słuchaczkom. I to naprawdę fascynujące, kiedy patrzy się z dystansu. Ale tak zwyczajnie, po ludzku - szkoda chłopaka.

Podziel się lub zapisz
Dziennikarz, muzyk, producent, DJ. Od lat pisze o muzyce i kulturze, tworzy barwne brzmienia o elektronicznym rodowodzie i sieje opinie niewyparzonym jęzorem. Prowadzi podcast Draka Klimczaka. Bezwstydny nerd, w toksycznym związku z miastem Wrocławiem.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.