Pierwsza kolejka rundy to ten czas w roku, kiedy wszystko jeszcze mi się podoba. Chciałbym się podzielić moim szczęściem i zaprosić do spojrzenia na ekstraklasę moimi oczami. Oczami, które dobrze życzą każdemu klubowi. I mają ku temu solidne powody.
Nie lubię w ekstraklasie przaśności ani tym bardziej pławienia się w niej. Nie lubię wielu zjawisk, które w niej występują. A jednak przecież z jakiegoś powodu lubię tę ligę. Narzekania wiosną nasłuchacie się jeszcze sporo. Ode mnie też. Ale nie dzisiaj. Dzisiaj, jak zawsze przy pierwszej kolejce nowej rundy, po prostu się cieszę. Nie będę przekonywał, że wszystko będzie idealnie i nagle stanie się lepiej, bo niby dlaczego by nagle miało? Lubię wyszukiwać w ekstraklasie ślady normalności. Punkty zaczepienia, pokazujące, że są w niej zalążki czegoś lepszego. Chciałbym was przez nie przeprowadzić. To ekstraklasa widziana moimi oczyma. Absolutnie subiektywna.
INSPIRUJĄCY SZTAB
Dobrze życzę Legii Warszawa, bo lubię Czesława Michniewicza. Jest jednym z najlepiej przygotowanych merytorycznie trenerów w Polsce. Błyskawicznie da się rozpoznać w każdej drużynie jego rękę. Udowodnił, że poradziłby sobie w „deszczowe popołudnie w Stoke”, bo poradził sobie i w wietrzny wieczór w Niecieczy i w mglisty poranek w Bielsku-Białej. Z perspektywy dziennikarza jest w lidze przemiłym wyjątkiem, bo jego drzwi są zawsze otwarte. To naprawdę sympatyczny człowiek, w którego towarzystwie miło się pracuje. Wy mi napiszecie "711 połączeń", ja racjonalnie będę wiedział, że macie rację. Ale dla mnie Michniewicz to nie 711, tylko wielki chłop podrzucany przez piłkarzy Podbeskidzia na jakimś parkingu pod Łodzią po utrzymaniu, które nie miało prawa się wydarzyć. Czyli piękne wspomnienie. I przez jakiś czas jedyny człowiek w Niecieczy, który chciał ze mną rozmawiać, choć przecież na pewno nie było to w klubie mile widziane. Dobrze życzę Legii także dlatego, że u boku Michniewicza pracuje Kamil Potrykus, znany czasem jako „asystent od dronów”. To jednak ktoś więcej niż tylko facet sterujący dronami. Ktoś nieprzesiąknięty polską mentalnością szkoleniową. Szukający nowinek. Korzystający z nowoczesnych narzędzi wcześniej, niż ktokolwiek w Polsce dowie się o ich istnieniu.
RACJONALNA GŁOWA
Dobrze życzę Rakowowi Częstochowa, bo mam przekonanie, że to jedyny prawdziwy projekt w polskiej piłce. O wielu klubach się tak pisało, lecz szybko okazywało się, że stoją na glinianych nogach. Nogi Rakowa nie są gliniane. Utwierdzam się w tym przekonaniu z każdym miesiącem. Tym mocniej, że słuchając przez lata wszystkich medialnych zachwytów, patrzyłem na nich bardzo podejrzliwie. Kilka godzin rozmowy z Michałem Świerczewskim, właścicielem częstochowskiego klubu, tłumaczy, dlaczego tak wiele rzeczy jest tam tak dobrze poukładanych. Marzeniem wielu kibiców jest, by ich klub przejął szejk i ściągnął gwiazdy. Moim marzeniem byłoby, aby każdy klub miał takiego Świerczewskiego.

NIEMIECKI TROP
Dobrze życzę Pogoni Szczecin, bo myślę, że polskiej piłce dobrze by zrobiło, gdyby chętniej czerpała z rynku niemieckiego. Tam podaż dobrych trenerów jest tak duża, że nie wszyscy mają szansę zaczepić się w Bundeslidze i na jej zapleczu. A Kosta Runjaić pokazuje, że nawet wśród trenerów w Niemczech uznawanych za przegranych, można znaleźć fachowców. Myślących szerzej niż tylko na temat najbliższego meczu. Pracujących metodycznie, spokojnie. Budujących tak, jakby mieli przepracować w danym miejscu co najmniej dekadę.
SENSOWNA POLITYKA
Dobrze życzę Śląskowi Wrocław, bo po latach zupełnej bezbarwności i bylejakości, zaczyna tam być widoczny zarys jakiejś polityki transferowej. Sięganie po młodych zawodników z niższych lig nie było w ich przypadku chwilowym ulegnięciem jakiejś modzie jak kiedyś na piłkarzy z Izraela, czy z Węgier. We Wrocławiu robią to regularnie już od kilku okienek. Zaczyna to procentować. Przemysław Płacheta, mający oferty z połowy ligi, nie przez przypadek wybrał właśnie Śląsk. Teraz w Mateuszu Praszeliku wrocławianie już drugi sezon z rzędu mają u siebie czołowego młodzieżowca ligi. Idźcie tą drogą, może będzie okazja myśleć o was jeszcze cieplej.
NAJLEPSZY TRENER
Dobrze życzę Górnikowi Zabrze, bo dobrze życzę każdemu klubowi, w którym pracuje aktualnie Marcin Brosz. Uważam go za najlepszego trenera w Polsce. Gdybym jakimś cudem został kiedyś właścicielem klubu piłkarskiego, zatrudniłbym Brosza, a potem czekał na efekty. Bo każdy klub, w którym pracował dłużej, zostawiał murowany, a przejmował same drewniane. Jego sposób myślenia o piłce jest mi najbliższy. Poza tym nie ma w nim cienia gwiazdorstwa. Kiedy jako gimnazjalista poszedłem do siedziby Podbeskidzia i powiedziałem w sekretariacie, że mam na zadanie z języka polskiego przeprowadzić z kimś wywiad i chciałbym, żeby tym kimś był Marcin Brosz, on jakimś cudem znalazł czas dla 15-latka. A wiele lat później chciało mu się jeszcze nagrać życzenia z okazji mojego ślubu. Do tego dochodzi jeszcze Norbert Bradel, pracujący w cieniu trener, który od lat na różne sposoby stymuluje mózgi piłkarzy, czyli zajmuje się dziedziną w Polsce kompletnie zaniedbaną. Rozmowy z nim należą do najbardziej inspirujących, jakie ma do zaoferowania polski futbol. Zwłaszcza że ma także znakomite rozeznanie w rynku niemieckim.

WAŻNE OGNIWO
Dobrze życzę Zagłębiu Lubin, bo zawsze lubiłem jego pomarańczowe koszulki, kojarzące się z moją ulubioną reprezentacją Holandii. Poza tym widzę w tym klubie potencjał na taki, który jest niezbędny w każdej zdrowej lidze. Stabilnego średniaka, który nie zastawia się, by koniecznie wejść do pucharów na jubileusz istnienia, ale też nie drży o utrzymanie. Nie mając ani wielkich ambicji, ani wielkich strachów egzystencjalnych, może się po prostu skupić na szkoleniu, wyszukiwaniu i promowaniu zawodników. W łańcuchu pokarmowym nie jest ani stonką, ani lwem. Ale każdy łańcuch potrzebuje mieć też ogniwa pośrednie.
WSPOMNIENIE STUDIÓW
Dobrze życzę Jagiellonii Białystok, bo wyjazdy tam kojarzą mi się z początkiem studiów. Wsiadaniem do pociągu nad ranem w Krakowie, czytaniem Fukuyamy czy Huntingtona na najbliższą politologię, oglądaniem jak Fabian Pawela strzela gola, na którego potem odpowiada Alexis Norambuena i jazdą z powrotem. To był fajny czas.
MĄDRY TRENER
Dobrze życzę Lechii Gdańsk, bo wydaje mi się, że ma jednego z najciekawszych trenerów w Polsce. Piotra Stokowca nigdy osobiście nie poznałem, zawsze pracował gdzieś z dala od moich terenów, ale śledzenie tego, co robi, zawsze wzbudzało mój szacunek. Mam poczucie, że to mądry człowiek, który wyrasta pod tym względem ponad środowisko, traktujące go trochę jako dziwaka i stara się otaczać podobnymi ludźmi w sztabie. A to potem przynosi efekty.
DOBRA DROGA
Dobrze życzę Lechowi Poznań, bo trudno nie życzyć dobrze klubowi, który robi to, o czym wszyscy przez lata tylko mówili. Pierwszy zaczął na poważnie szkolić, pierwszy tak mocno zajął się akademią i czerpie z tego zasłużone profity. Jeśli ktoś dobrze życzy polskiej piłce, kibicuje Lechowi, żeby mu się udało. Bo to byłaby bardzo fajna droga do sukcesów.
KLIMAT I MASKI
Dobrze życzę Cracovii, bo ten klub ma niewątpliwy klimat, niezależny od bieżących wojenek i problemów. Bo nawet jeśli gdzieś kluczy, gubi drogę, zawraca, konsekwentnie idzie do przodu i ugruntowuje pozycję w elicie naszego futbolu. Jeśli zdarza mi się w to wątpić, patrzę na wpadającą przez okno łunę światła z nowego ośrodka treningowego i wiem, że Cracovia ma coraz solidniejsze fundamenty. No i, mimo wszystkiego, z czym się nie zgadzam, o Michale Probierzu myślę raczej z sympatią. Jest w tym, co robi i mówi, wiele pozy i medialnej maski, którą nie zawsze jednak zakłada. Kiedy czytałem teksty o dwóch naturach Diego Maradony, miałem skojarzenia z Probierzem. To oczywiście inne natury niż u Argentyńczyka, ale też dwie. I też skrajne. A opisy przedmieść Buenos Aires kojarzą mi się z obrazami z Bytomia.

MERYTORYCZNY ASYSTENT
Dobrze życzę Wiśle Płock, bo asystentem Radosława Sobolewskiego jest Mariusz Kondak, praktycznie mój równolatek, człowiek, który do futbolu wszedł z zewnątrz, bo najpierw prowadził o nim taktycznego bloga, a potem przebijał się coraz wyżej. Bez znajomości, samym merytorycznym spojrzeniem, fachowością, pracowitością. Jego obecność w ekstraklasie jest dla mnie dowodem, że ci wszyscy nowocześni zachodni trenerzy, Tuchele i Nagelsmanny tego świata, o których czytamy, też gdzieś w Polsce są. Tylko na razie wciąż nie na pierwszym planie. Ale wierzę, że kiedyś wyjdą i odmienią oblicze tej ziemi (Mariusz jest z Wadowic. Z wywiadu z nim wyjechałem z kremówkami. Mówił, że tak trzeba).
ANARCHICZNY ELEMENT
Dobrze życzę Wiśle Kraków, bo obecność Petera Hyballi to jedna z najbardziej fascynujących rzeczy, jakie wydarzyły się polskiej lidze w ostatnich latach. Trener inny niż cała reszta. Trener, którego głos w Niemczech słychać, który potrafi pracować z młodymi, przejmuje średnią ekstraklasową drużynę i zobaczymy, co z nią zrobi. Wisła, zatrudniając go, wyszła nie tylko z zaklętego kręgu nazwisk, ale też trenerskich postaw. Runjaić jest Niemcem i wnosi do ligi inne spojrzenie, jednak on w dalszym ciągu odpowiada powszechnym wyobrażeniom o tym, jak powinien mówić, zachowywać się i wyglądać trener piłkarski. Hyballa jest anarchicznym elementem futbolu. Działaczy Hamburgera SV kiedyś przestraszyły długie włosy, zarost i dziurawe dżinsy Juergena Kloppa, ale od tego czasu ten świat już wie, że czasem kogoś takiego warto do niego wpuścić.
NIEPRZYSTĘPNY FACHOWIEC
Dobrze życzę Piastowi Gliwice, bo mam wielki szacunek do Waldemara Fornalika. Roztacza się wokół niego skorupa, przez którą bardzo trudno się przebić, niezwykle łatwo zirytować go pytaniem na konferencji prasowej, po grymasach na jego twarzy dokładnie widać, co akurat przelatuje mu przez głowę. Jest stuprocentowym przeciwieństwem Michniewicza, praca dziennikarza nie należy przy nim do przyjemności. A jednak później siada się przed telewizorem, czy na trybunie i widzi się, że może ten Fornalik nie ma serca na dłoni, ale za to ma głowę na karku. Gdyby Brosz odmówił prowadzenia klubu, którego byłbym właścicielem, zadzwoniłbym do Fornalika.
PIĘKNA HISTORIA
Dobrze życzę Warcie Poznań, bo historia, która stała się jej udziałem w ostatnich miesiącach, jest absolutnie piękna i mam poczucie, że za mało się nią zachwycamy. Moim pierwszym ulubionym ekstraklasowym klubem, kiedy jeszcze nie mogłem sobie wyobrazić, że Podbeskidzie może kiedykolwiek awansować do ekstraklasy, była Polonia Bytom. Bo obserwowałem ją przez lata jako tych biedaków od Brosza, Probierza, potem Dariusza Fornalaka, którzy bili się z naszymi o utrzymanie w II lidze, a stadion mieli jeszcze straszniejszy niż my. A potem nagle weszli do ekstraklasy i jeszcze utrzymali się w niej na kilka lat. Tak samo myślę o Warcie Poznań. Przecież to się nie miało prawa wydarzyć. Przecież oni byli właściwie byłym klubem, gdzieś na półce z Garbarnią Kraków, Polonią Warszawa, Czarnymi Lwów i Unionem-Touring Łódź. A tu nagle są w ekstraklasie i jeszcze dobrze sobie radzą niemal całkowicie anonimowym składem. Z trenerem, którego znałem jako bardzo ludzkiego i normalnego asystenta. Jeśli ktoś mówi, że Warta niewiele wnosi do ekstraklasy, bo nie ma ani stadionu, ani jakichś wielkich perspektyw, raczej się zgadzam. Ale też wiem, że coś takiego może powiedzieć tylko ktoś, kto nie czuje duszy kibica.

PORZĄDNY CZŁOWIEK
Dobrze życzę Stali Mielec, bo Leszek Ojrzyński to porządny gość. Nie widzę w nim fałszu. I przekazuje swój charakter drużynom. Gdybym miał kiedyś odbyć służbę wojskową, chętnie zostałbym skierowany do jednostki prowadzonej przez Ojrzyńskiego. Trudno temu trenerowi źle życzyć. Mówi się, że jest niedoceniany, bo nigdy nie przejął dużego klubu. Spytajcie jednak we wszystkich klubach walczących o utrzymanie, czy Ojrzyński jest niedoceniany. Gdyby prezesi takich klubów mogli sklonować jedną osobę na świecie, zawsze wybraliby Ojrzyńskiego, żeby zawsze móc go zatrudnić w kryzysowym momencie. I to świadczy o tym, jak jest doceniany.
OPOWIEŚĆ O ŻYCIU
Dobrze życzę Podbeskidziu Bielsko-Biała, bo od 2002 roku każdy etap mojego życia mógłbym opowiedzieć meczem Podbeskidzia, który się wtedy odbywał. Jestem sobie w stanie przypomnieć z dokładnością co do dnia każde wydarzenie ostatnich dziewiętnastu lat, opierając się zawsze na tym, kto akurat wtedy był trenerem, który to był sezon i gdzie graliśmy. Dobrze życzę, bo widziałem mecze z ŁKS-em Łomża i Pelikanem Łowicz, widziałem, jak Bielsko drżał pod naporem Kmity Zabierzów i jak gola strzelał mu Jan Cios. Od tego czasu, gdy słyszę „i chroń od zguby, gdy zagraża cios”, zawsze myślę o tamtym wymęczonym 3:2 za Brosza. Cieszę się na walkę o utrzymanie, na to, że Podbeskidzie wiosną ma być pośmiewiskiem i że jest całkowicie spisane na straty. Majowe "Nigdy nie spadnie!" w takich okolicznościach smakuje najlepiej
