„Zielone włosy jak Broly”. Historia rapowej pasji do japońskiej animacji

Lil Uzi
Joseph Okpako/WireImage

Mimo kilku dekad na karku, wielu ewolucji i rewolucji - rap jest wciąż obwarowany zasadami i swego rodzaju decorum na temat treści, które mogą w nim zafunkcjonować. Wciąż jednak pojawiają się nowe źródła inspiracji. Jak Dragon Ball albo Evangelion.

Kultura hip-hopowa przez długie lata opierała się - w dużej mierze - na wzorcach ulicznych, maczystowskich. W sumie znajdzie się wiele argumentów za tym, że do pewnego stopnia nadal tak jest. Dominująca metaforyka i porównania w tekstach oddawały taki stan rzeczy. Jeśli sięgano po popkulturę, to raczej po tytuły w rodzaju Scarface, które stanowiły dobre tło do napinek i ekspozycji siły. To także pewnego rodzaju platforma porozumienia z publicznością, która może nie dysponować gangsterskim doświadczeniem, ale zna takie filmy.

Źródłem pewnego ograniczenia tematów było też to, że starsze pokolenia - szczególnie w społecznościach afroamerykańskich - różne zainteresowania widziały jako niemęskie czy niepoważne. W ostatnich latach trwa jednak poszerzanie kulturowego pola walki. Jednym z ostatnich trendów są związki z japońską popkulturą. Szczególnie anime.

Hip-hop od zawsze był gatunkiem, w którym - co sezon - ton nadaje nowa artystyczna fala, więc kiedy za mikrofon chwyciło pokolenie wychowane na Toonami (blok z anime emitowanym na kanale Cartoon Network), w tekstach pojawiły się nawiązania zainspirowane kreskówkami z Japonii. Zresztą w Polsce jest podobnie, choć tych tropów jest mniej.

To w sumie żadna niespodzianka, że jednym z pierwszych wykonaców zainspirowanych anime był Kanye West. W teledysku do Stronger z Graduation znajdziemy wizualne cytaty z Akiry, kultowego anime z 1988 roku na podstawie mangi Katsuhiro Ōtomo. Ye w klipie utożsamił się z Tetsuo, który reprezentuje niebezpieczeństwo, czające się za zbyt dużą władzą. To skądinąd intrygujące, biorąc pod uwagę osobowość artysty.

Mniej więcej w tym samym czasie RZA z Wu-Tang Clanu stworzył soundtrack do anime Afro Samurai, o którym powiedział, że reprezentuje podróż czarnego człowieka w Ameryce. RZA nie jest odosobnionym fanem tej formy rozrywki w zespole. W imaginarum mediów otaczających Wu-Tang znajdziemy pełno nawiązań do klasyki z Japonii. Choćby do Cowboy Bebopa. Ale właśnie temat, który widzieliśmy w Stronger i Afro Samuraiu - zdobywania siły, przekraczania granic, przygotowania do trudnych wyzwań - jest podstawą mangi i anime z kategorii shōnen. To twórczość kierowana głównie do chłopców i młodych mężczyzn, bardzo często obfitująca w walki. Najbardziej znanym przykładem shōnen jest Dragon Ball, a w zasadzie Dragon Ball Z. I tu linkowania w rapie jest mnóstwo. Czy będzie to Frank Ocean, który w Pink Matter pije do Majin Buu (jeden z antagonistów w DBZ), czy Danny Brown (enigmatyczne Smoking on some goku/Buds like dragon balls), czy nieszczęsny lamus Kid Buu, który twierdzi, że jest klonem i w swojej ksywie nawiązuje do postaci z DBZ.

Trippie Redd na ostatni krążku ma nie tylko kilka linijek hołdujących dziełu Akiry Toriyamy (weźmy te w Holy Smokes: White cup filled with purple stuff, it looks like Frieza), ale cały utwór złożony niemal w całości z dragonballowych nawiązań w postaci Super Cell. Klip do kawałka wygląda zresztą jak jedna z gier Budokai Tenkaichi na PlayStation 2. Trippie dorzuca do tego jeszcze gangsterkę, niejako wypełniając tradycyjne rapowe powinności. Wielkim fanem przygód Goku i ekipy jest także Denzel Curry, który przy okazji nawiązywał też do Death Note, kultowej kryminalnej mangi Tsugumi Ōby i Takeshiego Obaty. W Polsce fanem Dragon Balla jest Żabson, a niedawno White 2115 umieścił Broly’ego w centrum swojego singla.

Trippie Redd to nieodrodne dziecko Toonami i reprezentant pokolenia, które nie widzi nic dziwnego i zdrożnego w anime. Podobnie jak jego ziomek - Lil Uzi Vert, który już w 2016 roku zaczął transformację w postać z japońskiej animacji. W klipie do P’s & Q’s cała klasa - łącznie z raperem - ma charakterystyczne, duże oczy. Pojawia się też specyficzna kreska i wiele innych, charakterystycznych zabiegów. Im bliżej naszych czasów, tym odlot Uziego większy. Diament na czole to także pomysł, którego korzeni należy szukać w japońskiej animacji, a mordercze treningi wpisują się w drogę, którą przebywają bohaterowie shōnen w drodze na szczyt.

Czy anime (choćby Naruto), które tak uwielbia - podobnie zresztą jak undergroundowy przekot Xavier Wulf czy Ski Mask the Slump God - wjechało mu za mocno? Prawdopodobnie! Ale tu może przybić sobie piątkę z Grimes, która chyba też podryfowała w podobne rejony. W każdym razie - Uzi i Trippie nie są odosobnionymi reprezentantami młodszego pokolenia rapu w pasji do anime. Megan Thee Stallion wielokrotnie wykazywała się wiedzą i zaangażowaniem w tę formę rozrywki. Czy to pokazując paznokcie z bohaterami jednej z części JoJo’s Bizzare Adventure Hirohiko Arakiego (Stardust Crusaders), czy strzelając fotę w cosplay’u z Kakegurui. Megan lubi również Dragon Balla i My Hero Academia, a to pewnie wierzchołek góry lodowej. Nawiązania do różnych anime - również wizualne - można znaleźć także u SahBabiiego i Juice Wrlda, a Scarlxrd oparł wizerunek na Kenie Kanekim z szokującego Tokyo Ghoul. Open Mike Eagle, choć starszy niż wymieniona wcześniej ekipa, nagrał cały materiał zatytułowany Anime, Trauma and Divorce. Jak sam mówi - anime pomogło mu przetrwać trudny czas. W kawałkach nawiązuje do Neon Genesis Evangelion, JoJo’s Bizzare Adventure czy Death Note. W głębokim undergroundzie byłoby tego wszystkiego jeszcze więcej.

Ale właśnie - co przyciąga rap do kreskówek z Kraju kwitnącej wiśni? Z pewnością odium outsiderstwa, z którym długo się kojarzyły. Otwarcie mówi o tym Megan Thee Stallion. Mimo, że wywodzi się z pokolenia, które jest już o wiele bardziej zaznajomione z anime. Ponad dekadę temu Kanye eksponował tę pasję z dumą, wiedząc, że jest odszczepieńcem.

Kolejnym czynnikiem wydaje się metaforyczna nośność tematów, bohaterów i bohaterek. Szczególnie z gatunku shōnen. Walka z przeciwnościami losu, przekraczanie własnych granic. To nie tylko dominanta coachowskiego rapu spod znaku Logica, ale także ponura rzeczywistość społeczności afroamerykańskiej. Sam nasuwa się - atrakcyjny i przewrotny - zabieg wykorzystania atrakcynych i barwnych metafor, podsuwanych przez takie seriale jak Dragon Ball. Nie można także zapominać, że hip-hop jest niemal od zarania dziejów medium wizualnym. Rapowa moda to piekielnie ważny czynnik; teledyski szybko zaczęły imponować filmowym rozmachem. W obu przypadkach anime stanowi kapitalne źródło inspiracji.

I ostatecznie wiele jest tu punktów stycznych: estetyka przesady, oddani odbiorcy, umowność, kreowanie odrębnej rzeczywistości... W zasadzie można tylko cieszyć się więc z tego artystycznego mariażu, bo poszerzony background kulturowy służy hip-hopowi. W drugą stronę jest równie ciekawie, że wspomnimy Devilman Crybaby z rapowymi wstawkami narracyjnymi. A to wszystko może być dopiero początek, skoro do głosu doszła generacja forów internetowych, a nie osiedlowej ławki.

Podziel się lub zapisz
Dziennikarz, muzyk, producent, DJ. Od lat pisze o muzyce i kulturze, tworzy barwne brzmienia o elektronicznym rodowodzie i sieje opinie niewyparzonym jęzorem. Prowadzi podcast Draka Klimczaka. Bezwstydny nerd, w toksycznym związku z miastem Wrocławiem.