Chłopak ze stajni Deco. Afonso Sousa to gracz jakiego polska piłka jeszcze nie ściągała

Zobacz również:CENTROSTRZAŁ #3. Odwaga pionierów. O nieoczywistych kierunkach transferowych
Afonso Sousa
Fot. Carlos Rodrigues/Getty Images

Wyobraźmy sobie przyszłoroczne mistrzostwa Europy do lat 21: Portugalczycy jako wicemistrzowie wychodzą linią pomocy złożoną z graczy Arsenalu, Liverpoolu, Paris Saint-Germain i… Lecha Poznań. Nie jest to science fiction, skoro nowy milionowy nabytek mistrza Polski był powoływany do portugalskiej młodzieżówki przez całe eliminacje. Lech Poznań zamienia 33-letniego Pedro Tibę na 22-letniego Afonso Sousę z dużym potencjałem sprzedażowym. Co prawda dopiero spadł z ligi z Belenenses, ale gracza w kwiecie wieku z tak silnej kadry pełnej talentów jeszcze tutaj nie było.

Na dziesięć meczów eliminacyjnych do Euro U-21 Afonso Sousa wystąpił w sześciu, więc należy go traktować jako pełnoprawnego członka portugalskiej młodzieżówki. Tym bardziej, że kolejne trzy w czerwcu opuścił przez uraz mięśnia. Nie ma takiego statusu jak koledzy z linii pomocy, bo Arsenal wykupił Fabio Vieirę za 35 mln euro, Liverpool zakontraktował Fabio Carvalho, a przechodzące metamorfozę PSG lada chwila podpisze kontrakt z Vitinhą. I w obliczu tych wszystkich głośnych transferów Lech bierze ich kolegę z młodzieżówki, która regularnie jeździ na duże turnieje i obsypuje Europę pełnią talentu.

Mieliśmy w ekstraklasie graczy w kwiecie wieku, którzy działali na wyobraźnię jak Waleri Kazaiszwili czy Ondrej Duda, ale to zupełnie inna geografia. Tutaj do mistrza Polski przychodzi 22-letni Portugalczyk, wychowany w akademii Porto i przechodzący wszystkie szczeble młodzieżowych reprezentacji, więc nie są to opowieści z mchu i paproci o tym, jak było kiedyś. Afonso Sousa realnie będzie walczył o wyjazd na przyszłoroczne mistrzostwa Europy do lat 21, skoro eliminacje jako zmiennik zamknął z czterema asystami w kadrze Rui Jorge’a.

Zawsze wiele sobie po nim obiecywano, bo rodzinnie niejako był skazany na futbol. Pochodzi z klanu Sousów i chociaż to nazwisko mocno straciło na znaczeniu nad Wisłą, to w Portugalii niezmiennie jest wspominane z sentymentem. Tam piłkarskie pokolenia są na porządku dziennym, a miłość do futbolu przekazywana jest z dziada pradziada. Zarówno jego tata, jak i dziadek grali w piłkę, a teraz są trenerami. Jest wnukiem Antonio Sousy, bohatera finału Ligi Mistrzów z 1987 roku, gdy Porto ogrywało wielki Bayern i po raz pierwszy rządziło kontynentem, jego dziadek grał dla Portugalii na mundialu w 1986 roku i na Euro dwa lata wcześniej. Ojcu Ricardo nie poszło aż tak historycznie, ale zapisał pięć meczów w pierwszej drużynie Porto i zdobył Superpuchar Portugalii.

Widać, że każdemu pokoleniu jest coraz trudniej dźwigać ciężar nazwiska, bo Afonso w pierwszej drużynie nie zadebiutował, mimo że do akademii Porto trafił jako dziewięciolatek i dotarł do drużyny rezerw. Obserwowała i chciała go cała wielka trójka, ale wiadomo, do jakiego miejsca należało jego serce, skoro nasłuchał się tylu historii w pierwszej kolejności o dziadku, a w drugiej o tacie. Zresztą akurat Afonso dotknął tej wielkości w małej skali, bo zdobył decydującą bramkę na 3:1 z Chelsea w finale młodzieżowej Ligi Mistrzów w 2019 roku. W tamtej ekipie grali Fabio Silva (dziś Wolverhampton), Fabio Vieira (Arsenal) czy Diogo Leite, Diogo Costa i Joao Mario, którzy kontynuują karierę w mistrzu Portugalii.

Afonso nie miał tego szczęścia, aby doczłapać się do pierwszej drużyny, więc ostatnie dwa sezony spędził w Belenenses. To przeskok o tyle trudny, że całe życie jesteś przyzwyczajony do dominacji, gry piłką, kontroli, zarządzania grą, zadań kreatywnych, a nagle zostajesz wrzucony do znacznie gorszej grupy ludzkiej, która musi w pierwszej kolejności przeciwstawiać się przeciwnikom. Afonso Sousa na pewno na tym zyskał, bo nauczył się nowej perspektywy i rozwinął grę w defensywie. Nie musiał tylko czekać na piłkę, jak w kategoriach od U-15 do U-21 portugalskiej młodzieżówki. Teraz to inni dyktowali warunki, więc musiał się odnaleźć w tej rzeczywistości.

Obserwatorzy zaczęli dostrzegać, że Afonso coraz bardziej zaczął się zmieniać z dziesiątki w cofniętego rozgrywającego, ale często po prostu zmuszała go do tego sytuacja. O ile jeszcze w pierwszym sezonie skończyli w środku tabeli, tak tym razem nie uratowali się i z ostatniego miejsca spadli z ligi. Pewnie w innym wypadku nie otworzyłyby się drzwi, aby wyciągnąć Afonso z Portugalii. On jednak chciał wrócić do gry o większą stawkę, został skuszony wizją Europy w Poznaniu i przekonany rekomendacjami Joao Amarala.

Nawet jeśli przychodzi z najsłabszej ofensywy ligi portugalskiej, to trener Franclim Carvalho zawsze rozpływał się nad jego indywidualną grą: „On zdecydowanie najlepiej rozumie grę ze wszystkich piłkarzy. Jest najbardziej kompletnym graczem, jakiego posiadamy. I to nie tylko z piłką, ale również bez niej”. Ten dwuletni obóz przygotowawczy w Belenenses uświadomił Afonso, jaką pracę musi wykonywać w defensywie, w poruszaniu bez futbolówki, aby być jeszcze bardziej cenionym przez szkoleniowców. Nie ma wątpliwości, że obranie tego kierunku wstrzymało jego karierę, ale dało mu też nową perspektywę i nowe doświadczenia. Lecha wybrał, aby znowu wrócić do pozycji dominatora i skupić się na tej sferze kreatywnej.

Zresztą zawsze dużą uwagę przywiązywał do nauki na własnych błędach i samodzielności, aby odklejać wieczne przypominanie o osiągnięciach przodków. Dla dzieci to zarówno błogosławieństwo, jak i przekleństwo, aby nosić ze sobą dziedzictwo i osiągnięcia rodziny. To kwestia zarządzania presją i oczekiwaniami, ale nie każdy daje z tym radę. Afonso często opowiadał, że od najmłodszych lat chciał osiągnąć bycie niezależnym. Przejawiało się nawet w szkole, gdy wolał spacerować do niej sam pieszo, nie chciał pomocy przy pracach domowych, szybciej niż rówieśnicy zaczął samodzielnie dbać o życie codzienne. Nie chciał jechać na plecach taty i dziadka, tylko samemu jak najszybciej wejść w dorosłość.

Zawsze najbardziej podziwiał jednak Deco. „Każdy, kto przychodził na Dragão, chciał być jak Deco. To idol wszystkich dzieciaków, którzy chcieli zostać pomocnikami” – opowiadał. Stąd kiedy pojawiła się możliwość działania z jego agencją menedżerską, Afonso Sousa nie miał wątpliwości. Dzisiaj jest reprezentowany przez D20, czyli firmę sygnowaną nazwiskiem 75-krotnego reprezentanta Portugalii. Do Poznania przyleciał z nim jednak Filipe Macedo Alves, czyli partner Deco, bo ten akurat przesiaduje w biurach na Camp Nou i próbuje storpedować transfer Raphinhii do Chelsea i zakontraktować go w ukochanej Barcelonie. Gwiazda Leeeds to akurat najbardziej wartościowa postać całej agencji menedżerskiej, więc wszystkie siły zostały skierowane na ułożenie przyszłości Brazylijczyka.

Niemniej za kluczowe rekomendacje odpowiadał Joao Amaral, inny klient D20. To on po zyskaniu drugiego życia przy Bułgarskiej przekonał Afonso Sousę, że warto obrać ten kierunek i że Lech promuje ofensywną, widowiskową piłkę. Stan kreatywnych rozgrywających Portugalczyków musi się zgadzać, bo skoro odszedł Pedro Tiba, to 22-letni rodak przychodzi, aby dodać drużynie więcej jakości. Nikt też nie kryje się z tym w Poznaniu, że przy inwestycji wartej 1,2 mln euro planem jest wypromowanie go w Europie i sprzedanie kilka razy drożej, tak jak choćby Kubę Kamińskiego.

Afonso w swojej grze zawsze był wpatrzony w Coutinho i, oczywiście zachowując wszelkie proporcje, to podobny typ technicznego gracza trzymającego piłkę blisko nogi. Najczęściej oglądaliśmy go jako ofensywnego pomocnika, chociaż w szkółce Porto widzieli w nim lewoskrzydłowego. Sousa jest jednak na tyle uniwersalnym graczem, że obskoczył już prawie każdą możliwą pozycję i system. Jedni trenerzy potrafili z niego robić fałszywą dziewiątkę, a inni defensywnego pomocnika, ale z natury jest to „dyszka” trzymająca się bliżej lewej strony.

John van den Brom może mieć na niego mnóstwo różnych pomysłów, bo zarówno może zostać mózgiem operacji za plecami napastnika, następcą Kuby Kamińskiego, jak i partnerem Karlstroma w środku pola. 8, 10 czy skrzydłowy – to już wybór trenera, ale Sousa najlepiej czuje się, gdy często ma piłkę. Odnajduje się między liniami, prosi o nią i chce być ciągle pod grą, jak na szkołę portugalskich akademii przystało.

Zbyt wiele czynników na samym końcu składa się na to, czy Afonso Sousa odpali w Polsce, bo mówimy o pierwszym zagranicznym wyjeździe 22-latka. Ale już samo wypatrzenie takiego gracza, w takim wieku i z takim potencjałem za ponad milion euro jest powodem, aby pogratulować działowi sportowemu Lecha Poznań. Gdyby w piłce wszystko było logiczne, to przy Bułgarskiej właśnie zakontraktowali nową gwiazdę ekstraklasy, która będzie walczyć o wyjazd na młodzieżowe Euro z portugalską młodzieżówką. Ale póki co pewne jest, że dostaliśmy bardzo poważny powód, aby zerkać na ekstraklasę i oczekiwać polotu od Sousy, który może zmienić odbiór tego nazwiska w Polsce.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.
Komentarze 0