Czy to najważniejszy skład w historii rapu? Wspominamy Public Enemy, których liderzy pokłócili się po 37 latach

Zobacz również:Steez wraca z Audiencją do newonce.radio! My wybieramy nasze ulubione sample w trackach PRO8L3Mu
public-enemy.jpg

Nie oszukujmy się - bez duetu Flavor Flav / Chuck D to nie Public Enemy. A wygląda na to, że wspomniana dwójka już się nie pogodzi.

Poszło o politykę, czyli coś, z czym Public Enemy walczyli przez lata. Ale Chuck D stwierdził, że aktualna sytuacja w Stanach wymaga zabrania głosu w konkretnej sprawie. I zabrał, wspierając kandydata Demokratów Berniego Sandersa w jego wyścigu po fotel prezydenta. To nie spodobało się Flavor Flavowi, a jego postawa nie przypadła za to do gustu Chuckowi, który razem z resztą składu stwierdził, że usuwają weterana ze składu - dodając, że tak naprawdę od 2016 Flavor reprezentował podejście raczej swobodne, nie pojawiając się na wielu koncertach.

Bernie Sanders skłócił przyjaciół? Nie do końca, ale śmieszki na bok, bo właśnie skończyła się pewna era. Nawet jeśli - jak sugeruje Chuck D - ich relacje od dawna pozostawały napięte.

1
Na początku było słowo

Po premierze tej płyty rap już nigdy nie będzie tym samym, czym był – pisał o drugim krążku Public Enemy Rolling Stone. To już jest jeden z kilku najważniejszych zespołów w historii muzyki – wtórował Spin. Takie zadanie domowe: pogrzebcie w recenzjach It Takes a Million… i wyszukajcie słowa, jakie powtarzają się w większości z nich. Bomba. Dynamit. Rozsadzenie. Wyburzenie – to kilka najczęstszych. Public Enemy pokazali, jak mocną bronią masowego rażenia może być hip-hop. Ten album kipi gniewem, w skandowanych tekstach mieści się złość całego młodego, czarnego pokolenia Ameryki schyłku lat 80., targanego przemocą i brakiem perspektyw na lepsze jutro. Public Enemy okazali się tak kontrowersyjni, że latem 1990 roku FBI złożyło Kongresowi USA raport o muzyce rapowej i jej wpływie na bezpieczeństwo narodowe (tak!), inspirując się właśnie It Takes a Million… W sumie nie ma się co dziwić, skoro Chuck D określał tę płytę jako CNN dla czarnej Ameryki. Ale to oni pokazali, jak wielką moc ma w hip-hopie słowo. I jest w tym coś przewrotnego, że akurat ten nonkonformistyczny, wywrotowy i – poniekąd – napędzany antykonsumpcyjnym przekazem album możecie dziś kupić w każdej Biedronce, gdzie pojawił się na winylu.

2
Od ludzi dla ludzi

U podstaw rapu leżała zabawa; sprawdźcie sobie chociażby, o czym nawijali pionierzy stylu z początku lat 80. Tymczasem Public Enemy jako jedni z pierwszych dali do zrozumienia, że rap może, a nawet musi być o czymś. I z jednej strony faktycznie potraktowali muzykę jako pole bitwy (charakterystyczne logo, pojawianie się na koncertach i sesjach w ubraniach militarnych), ale z drugiej pokazywali, że za tym wszystkim stoją ludzie, którzy są tacy sami, jak ich fani. I spotykają się z tymi samymi problemami.

Dlaczego akurat oni? W latach boomu na rap nie byli małolatami, ale ludźmi koło 30-tki. Chuck D wspominał, że gdy miał 10 lat, jego rodzice wysyłali go na obozy pokroju The Afro-American Experience, na których czarnoskóre dzieciaki uczyły się o historii swojej rasy. To tam nauczył się artystycznej wrażliwości, która później połączyła się z zaangażowaniem; w jego domu dużo mówiło się o afroamerykańskich ruchach pokroju Czarnych Panter. Zresztą z Flavor Flavem poznał się na... studiach, gdzie uczył się o designie. W tamtych czasach raperzy z wyższym wykształceniem byli ewenementem, a oni już jako młodzi ludzie nabyli solidny background wiedzy o świecie.

3
Czerpali z wielu gałęzi muzyki

Tu znów do głosu dochodzi ich wychowanie: Chuck D i Flavor Flav dorastali w domach, w których rozbrzmiewały najważniejsze pozycje katalogu płytowego Motown. Już jako gwiazdy nie bali się crossować z metalem; nagrali np. nową wersję Bring The Noise z formacją Anthrax, a w kawałku She Watch Channel Zero słychać sample z Angel Of Death Slayera. Co ważne - dzięki temu otwarli się także na białą publiczność, w której też nie brakowało wykluczonych przez system, a to oni byli często bohaterami tekstów Public Enemy.

Od lat nie działali w głównym nurcie rapu; choć nagrali 14 płyt, a najdłuższa przerwa pomiędzy kolejnymi wydawnictwami trwała pięć lat, to wciąż pamięta się przede wszystkim ich pierwsze albumy. Sami Public Enemy działali raczej jako aktywna legenda, zbierając i tak na swoich koncertach sporą publiczność. Szkoda, że liderzy składu doprowadzili do takiego końca. Pozostaje pytanie o to, co dalej - czy Flavor Flav, drogą wielu innych wyrzuconych z macierzystych formacji artystów, będzie kontynuował pracę pod lekko zmienionym szyldem? Miejmy nadzieję, że tym razem dojedzie na koncerty.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Różne pokolenia, ta sama zajawka. Piszemy dla was o wszystkich odcieniach popkultury. Robimy to dobrze.