Gospel, queer i afirmacja życia. Poznajcie serpentwithfeeta, artystę z innej planety

serpentwithfeet.JPG
fot. Braylen Dion

Eksperymentalne r’n’b od dobrych kilku lat trzyma się naprawdę dobrze, a jednym z wyróżniających się artystów tego movementu jest korzystający z uroków słonecznej Kalifornii serpentwithfeet.

W młodości uczęszczał na zajęcia kościelnego chóru, do czego zapewne przekonała go własna matka, która zawodowo zajmowała się nauką chóralnego śpiewu. Zresztą, ojciec Josiaha Wise’a był właścicielem chrześcijańskiej księgarni. Głównymi młodzieńczymi inspiracjami queerowego artysty były więc muzyka klasyczna, sakralna i gospel.

Hello darkness, my old friend

Prawda, że całkiem przewrotna geneza artystycznej ścieżki artysty, który przyjął pseudonim serpentwithfeet i najbardziej upodobał sobie kompozycje pełne duchowości, seksualności, uczuć i spirytualistycznej, niekoniecznie katolickiej, symboliki. Kiedy w 2016 zaprezentował się przed milionami słuchaczy debiutancką EP-kę blisters ciężko było sklasyfikować go w jednoznaczny sposób. Mogąca pomieścić dość sporo nurtów szufladka r’n’b zyskała nagle zupełnie nową, niezwykle świeżą odsłonę. Barokowa atmosfera, całe spektrum gospelowych inspiracji i wpływów muzyki sakralnej, do tego neoklasyka i falsetowy wokal, znak rozpoznawczy serpentwithfeeta. Skala jego głosu rozpościera się na kilka oktaw, co powoduje, że artysta doskonale czuje się w wysokich, jak i niższych rejestrach. Mało kto operuje wokalem w tak nieskrępowany, luźny i swobodny sposób.

Pozornie minimalistyczna forma spotykała się z maksymalistycznymi aranżami, rozbuchaną sekcją smyczkową, zaangażowanym storytellingiem i emocjami, jakich próżno szukać u wielu artystów. Zarówno wyprodukowany przez The Haxan Cloaka blisters, jak i wydany dwa lata później solowy, długogrający debiut soil (tu z kolei udzielał się m.in. Clams Casino) spotkały się z pochlebnymi opiniami krytyków, którzy docenili Amerykanina za w pełni niezależny, osobliwy styl i imponującą muzykalność. Ze świecą szukać drugiego takiego wykonawcy, jak serpentwithfeet. Zresztą, w podobnym czasie, co pierwsza EP-ka Wise’a, światło dzienne ujrzał przełomowy album Yvesa Tumora - Serpent Music, na którym turyński fenomen eksplorował podobne tematy: mistycyzm, indywidualizm, mrok i queerowość.

Co łączyło pierwsze dwa wydawnictwa mieszkającego wówczas w nowojorskim Brooklynie, to przeszywający smutek i dekadencja. Fatalistyczne emocje drążyły wrażliwą duszę amerykańskiego artysty, a jego płyty były nieco martyrologicznym zapisem jego życiowych doświadczeń. Momentami zakrawało to nawet o poetycką pretensjonalność i grafomanię: Woah, baby, mourn (I won't stop crying)/I don't want to be small, small, sad, I want to be big, big, sad/Woah, baby, mourn (I won't stop)/I want to make a pageant of my grief. Ta optyka zmieniła się jednak drastycznie przy okazji drugiego pełnoprawnego albumu, wydanego 26 marca, DEACON.

Good vibes only

Friendship with sadness ended, now happiness is my best friend. Serpenwithfeet odnalazł miłość, a cierpienie zamienił na zmysłową euforię, co nie oznacza, że całkowicie pozbawioną melancholii i tęsknoty. DEACON to kolejny świetny materiał w dyskografii muzyka, który potwierdza, że czego się nie tknie, zamienia w szczerze złoto. Wyprodukowany w większości przez Wise’a oraz Batu - brytyjskiego mistrza eksperymentalnej, bassowej muzyki klubowej - to promyk nadziei rzucony na jego autorską wersję r’n’b.

Względem poprzedników, na DEACON artysta dostarczył jeszcze więcej przebojowości, umiejętnie przeskakując pomiędzy gatunkami. Oprócz rhythm and blues, którego brzmienie nawiązuje tu do złotej ery lat 90./00., znajdziecie tu kojący neo-soul, subtelną elektronikę i awangardowy pop, co zwiastowała już ubiegłoroczna EP-ka Apparition. Kompozycje są tu mniej pompatyczne i prostsze, co nie oznacza - gorsze. Weźmy takie numery, jak Amir, Hyacinth, Fellowship czy Heart Storm - przecież to są instant hiciory. Romantyczne feel-good piosenki? Wjeżdżam w to bez zastanowienia.

Deacon

Deacon

Serpentwithfeet

Twoja ocena:

4.7
Ocena Społeczności
4.0
Ocena Redakcji

Gościnne występy nie stanowią tu wizerunkowego magnesu, a w niezwykle przyjemny sposób dopełniają wizję serpentwithfeeta. Lil Silva i Sampha to kolejni po Batu reprezentanci post-dubstepowego movementu z UK, do tego soulowa wokalistka NAO, a skład uzupełnia producent Justus West, który swego czasu zgarnął Grammy za pracę nad albumem Johna Legenda.

DEACON to nie tylko dojrzały materiał spełnionego artysty, to również niespełna 30-minutowe wyznanie miłości, wylewny uczuciowo poemat napisany dla ukochanego. Homoseksualność jest dla Wise’a nieodłącznym elementem jego artystycznej ścieżki, co podkreślał regularnie, na każdym wydawnictwie. Wydaje się, że przeprowadzka do Los Angeles i życiowa stabilizacja sprawiły, że serpentwithfeet zyskał również na polu kreatywnym.

Ale muzyka to nie jedyny środek wyrazu Josiaha Wise’a. Artysta jest chodzącą ikoną mody, a jego stylówki powinny zawstydzać popularnych influencerów i designerów. Przepiękne projekty, doskonale dobrane dodatki i rzadko spotykane poczucie estetyki na tak wysokim poziomie. Zresztą, serpentwithfeet kumpluje się z Virgilem Ablohem, który mógłby mu w tej kwestii czyścić buty, a zakładam, że muzyk jest prawdopodobnie ogromną kopalnią wiedzy i inspiracją dla dyrektora kreatywnego Louis Vuitton. Co ciekawe, obaj spotkali się również w studio, bo w 2021 światło dzienne ujrzał singiel Delicate Limbs wyprodukowany przez Abloha, na którym wokalnie udziela się autor DEACON. Ale to nie jedyne głośne collabo w karierze queerowego wizjonera, bo w przeszłości nagrywał m.in. z Ty Dolla $ignem, BROCKHAMPTON, Björk czy Ellie Goulding.

Serpenwithfeet to wszechstronny, uduchowiony artysta podążający własną ścieżką i nie spoglądający na panujące trendy. Jego tranzycja z awangardowego, gotyckiego emo-gospelu do słonecznego, przebojowego r’n’b to zapewne tylko przejściowy etap nieustannego, kreatywnego rozwoju Josiaha Wise’a. Póki co, odpalcie sobie DEACON, nieskrępowaną niczym celebrację życia, miłości i spokoju. Nie było w tym roku bardziej natchnionego i radosnego muzycznego momentu niż chóralnie odśpiewane I'm thankful for the love I share with my friends w refrenie zamykającego album Fellowship. I tego się trzymajmy.

Serpentwithfeet

Serpentwithfeet

Podziel się lub zapisz
Najbardziej jara go to, co odkrywcze i eksperymentalne, czy to w muzyce, czy w kinie, czy w gamingu. Redaktor newonce.net i prowadzący autorską audycję KOLEKCJE w newonce.radio.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.