Lato kolejnej przebudowy. Ilu piłkarzy musi sprowadzić Legia, by znów czuć się wielką

Zobacz również:CENTROSTRZAŁ #3. Odwaga pionierów. O nieoczywistych kierunkach transferowych
Legia Warszawa - Bruk-Bet Termalica Nieciecza
fot. Rafal Oleksiewicz

Legia Warszawa zaprzepaściła ten sezon, więc czas zacząć myśleć o kolejnym, w którym celem będzie odzyskanie mistrzostwa Polski. Nowym trenerem zostanie Kosta Runjaić, ale na oficjalne komunikaty trzeba poczekać do rozstrzygnięcia sprawy tytułu. Jacek Zieliński ruszy na zakupy z ograniczonym budżetem około 1,5 mln euro na prowizje i klauzule, ale ma nadrabiać wysokim budżetem na pensje oraz poszukiwaniem pół-darmowych wzmocnień. To znów będzie mocna przebudowa: Tomas Pekhart zapowiedział odejście, Artur Boruc kończy karierę, Mateusz Wieteska zmienił menedżera nie po to, aby wynegocjował mu lepszą umowę przy Łazienkowskiej, a szanse na zatrzymanie Pawła Wszołka i Benjamina Verbicia wynoszą 30 procent. Znacznie bardziej prawdopodobny jest za to powrót Michała Karbownika do gry na „ósemce”. Następca Luquinhasa również jest prawie dogadany. Na dzisiaj to drużyna, której brakuje jakości w porównaniu z Lechem czy Rakowem, więc Jacka Zielińskiego czeka spora gimnastyka transferowa.

Puchar Polski miał być ostatnią ścieżką ratunku, by naprawić najgorszy sezon od dawna i dać sobie szansę na europejskie puchary. Kiedy do końca rozgrywek pozostało 7 kolejek, Legia traci do czwartej pozycji 8 punktów, a wyprzedza ją jeszcze 6 konkurentów w walce o Europę, w zasadzie tylko hurraoptymiści nie odtrąbili jeszcze końca sezonu. To czas, aby zastanowić się, w jakim kształcie do rozgrywek podejdzie drużyna, która przed chwilą ogrywała Leicester czy Slavię Praga w Lidze Europy, by skończyć w środku tabeli ekstraklasy. Głową tego projektu został dyrektor sportowy Jacek Zieliński i to on będzie rozliczany z ulepienia drużyny, która ma odzyskać mistrzostwo Polski. Cele w Warszawie się nie zmieniają – podrażnieni od razu chcą wrócić na tron w sezonie 2022/23, tylko czy mają ku temu środki?

OCZEKIWANIE NA WŁAŚCIWY MOMENT

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że nowym trenerem Legii Warszawa zostanie Kosta Runjaić, czyli niemiecki trener, który gra z Pogonią o mistrzostwo, ale zdążył już ogłosić rozstanie po zakończeniu sezonu. Przy Łazienkowskiej nabierają wody w usta i walczą wszelkimi sposobami, by nie powiedzieć słówka na ten temat. Pierwszym możliwym terminem ogłoszenia przez nich nowego menedżera będzie zakończenie rywalizacji o tegoroczny tytuł, aby po raz kolejny nie destabilizować przeciwników. I tak robili to zbyt często publicznymi zakusami po Marka Papszuna czy później właśnie Runjaicia.

„Ogłoszę, kto będzie nowym trenerem, kiedy zostaną spełnione dwa warunki. Gdy będę miał kontrakt w kieszeni i uznam, że to będzie dobry moment, który nikomu nie zaszkodzi. Wam, dziennikarzom, łatwo powiedzieć o transparentności, ale siedząc wewnątrz, detale są ważne. Chlapniesz coś niepotrzebnie, a konsekwencje możesz później odratowywać miesiącami. Mamy cały czas sezon do skończenia, jeszcze nie utrzymaliśmy się w lidze. Nie chcę drążyć tematu trenera ani wzmocnień, aby nasi chłopcy też wyciągnęli z tego sezonu najwięcej, ile się da, a nie myśleli, że kogoś zaraz wywalą” – tłumaczył nam dyrektor sportowy Jacek Zieliński, unikając jasnych deklaracji w sprawie personaliów.

30 PROCENT NA POZOSTANIE GWIAZD

Sternik tego projektu zarzeka się, że latem rewolucji nie będzie i wskazuje, że dochodzi do niej w zasadzie co chwilę. „Rewolucja to była zeszłego lata, bo odeszło 16 piłkarzy i przyszło 10, a efekty widzieliśmy” – dodaje Zieliński. Jednak to prawie niemożliwe, aby nie doszło do znaczących przemian, o ile chce utrzymać konkurencyjność drużyny, a przecież celuje w to, aby jeszcze ją podnieść.

Tomas Pekhart już zapowiedział w czeskich mediach, że na 99 procent odchodzi z Legii Warszawa i nie przedłuży wygasającej w czerwcu umowy. To oznacza stratę najlepszego napastnika i strzelca drużyny. Z końcem rozgrywek kończą się również wypożyczenia Pawła Wszołka z Unionu Berlin oraz Benjamina Verbicia z Dynama Kijów. Zgodnie z takim stanem rzeczy – z wiosennych liderów z przodu pozostałby wyłącznie Josue, a cały zestaw wokół niego musiałby zostać odbudowany. Maciej Rosołek dopiero próbuje wejść na ten poziom, a do tego jest ulubieńcem Aleksandara Vukovicia, więc nie powiedziane, że kolejny trener musi na niego stawiać w podobnym stopniu. Rafa Lopes z kolei też kończy kontrakt w grudniu, a z pewnością nie jest piłkarzem na wyjściowy skład.

Odejścia Verbicia oraz Wszołka, czyli potencjalnie podstawowych skrzydłowych w drużynie grającej o mistrzostwo, jeszcze nie przesądza Zieliński. „Nie wykluczajmy tego, bo oni są dalej w grze. Nie powiem, że będą z nami, ale daję na to 30 procent. Wszystko zależy od kolejnych tygodni, jakie będzie podejście piłkarzy i klubów, z których są wypożyczeni. Paweł Wszołek chciałby z nami zostać, Verbić zobaczymy, jak będzie się u nas odnajdywał i jakie będą okoliczności ukraińskich zespołów. A potem dojdą jeszcze kwestie finansowe” – uważa dyrektor.

INTERESY Z PIEKARIO

W kwestii pożegnań trzeba też powiedzieć o głośnych nazwiskach w defensywie. Wszystko wskazuje na koniec kariery 42-letniego Artura Boruca, który mimo zdrowia i gotowości nie jeździ już nawet na mecze. Kapitan przegrał u Vukovicia czerwoną kartką i zawieszeniem na kilka meczów w najtrudniejszym momencie, gdy widmo spadku zaglądało w oczy. Legii pozostało już tylko przygotować legendzie piękne pożegnanie – najpewniej 21 maja w ostatniej kolejce z Cracovią. W klubie dopiero zamierzają zapytać o jego plany na przyszłość i potencjalne pozostanie w strukturach w innej roli, lecz wątpliwe, aby teraz Boruc był tym zainteresowany.

Jeśli wokół kogoś będzie się działo latem sprzedażowo, to na pewno wokół Mateusza Wieteski. Bardzo niedawno jedyny reprezentant Polski w składzie Legii zmienił agencję menedżerską i związał się z Unidos Football Agency prowadzoną przez Mariusza Piekarskiego. Jasne jest, że w takich chwilach mówimy o przygotowanej ofercie transferowej i planach na ulokowanie go zagranicą. 25-latek uznał, że najwyższy czas spróbować swoich sił zagranicą, bo dotychczas całą karierę spędził nad Wisłą. W gestii Piekarskiego będzie przyniesienie na Łazienkowską atrakcyjnej propozycji, a to oznacza kolejne wymiany na newralgicznych pozycjach. Wieteska to czołówka wśród ligowych defensorów, a na pewno jeden z najlepiej wyprowadzających piłkę.

Podczas spotkań Zielińskiego z Piekarskim można od razu załatwić znacznie więcej interesów. Jednym z nich będzie przyszłość Michała Karbownika, który odbił się na wypożyczeniu od Olympiakosu i wylądował w rezerwach. W tej kwestii pierwsze dyskusje już się odbyły. I wiele zależy od innych propozycji, bo choćby Anderlecht widziałby go u siebie, lecz sporo wskazuje na powrót 21-latka na Łazienkowską. Przy czym bardzo ważna kwestia – tylko w roli ofensywnego pomocnika, a nie bocznego obrońcy. „Jestem w stałym kontakcie z Piekario. Jak otworzy się taka furtka, to chętnie Karbo widziałbym w naszym zespole. Ma jeszcze dwa lata kontraktu, więc Brighton musiałby na to pozwolić. Jeżeli to się uda, to właśnie widzimy go jako ósemkę” – potwierdza Zieliński.

NASTĘPCA LUQUINHASA W DRODZE

Z tematów dopinanych w trakcie finalnych rozmów jest sprowadzenie ofensywnego pomocnika, który w końcu zastąpi Luquinhasa sprzedanego do New York Red Bulls. Takiego następstwa nie udało się znaleźć zimą, lecz lato ma zagwarantować więcej rozwiązań. „Odejście Luquiego było obustronnym porozumieniem i najlepszym rozwiązaniem całej sytuacji. Rozmawialiśmy z prezesem i Vuko. Nie byłoby korzyści sportowej z pozostawienia go i nie wiadomo, co działoby się latem, gdyby jego wartość nie rosła. Przyznanie mu opaski było powiązane z aferą autokarową, aby załagodzić stosunki, ale też wzmocnić go i zachęcić do pozostania. On jednak był przekonany, że zmiana środowiska byłaby dla niego najlepszym rozwiązaniem. My niechętnie, ale też się na to zgodziliśmy. Jakbyście wiedzieli o wszystkich okolicznościach, to wiedzielibyście, że to sytuacja win-win” – uważa. I w dalszym natłoku pytań sprecyzował, że będzie to bliźniaczo podobny piłkarz z szybkością, dryblingiem i podobnymi warunkami fizycznymi. Zieliński zaprzeczył jednak, że to wzmocnienie z ligi portugalskiej.

Z nierozwiązanych spraw będzie jeszcze trzeba usiąść nad przyszłością bramkarza Richarda Strebingera. On akurat ma klauzulę wykupu, którą zrealizuje, jeśli pozostanie w bramce do końca sezonu. Ale nawet gdyby do tego nie doszło, klub chce rozmawiać na temat jego pozostania. „Mam plany szczególnie co do obsady pierwszej linii. Potrzebuję czterech zawodników. Jest kwestia Wieteski i bramkarza. To jest uzależnione od wielu kwestii. Szukamy piłkarzy, ale nie jest powiedziane, że te transfery zostaną przeprowadzone. Nie chcę deklarować, że Strebinger z nami zostanie, ale jest na to szansa” – tłumaczy Zieliński, który będzie w najbliższym czasie wyjaśniał również kwestie wracających z wypożyczeń Jasura Jakszibojewa, Mateusza Kochalskiego, Kacpra Tobiasza czy Jakuba Kisiela.

Do końca maja jest również czas, aby wykupić Maika Nawrockiego, czego Legia jeszcze nie uczyniła, ale zamierza to zrobić. „Jesteśmy zainteresowani wykupem Maika i zrobimy to. Nie w kontekście szybkiej odsprzedaży, bo wtedy nigdy nie wyjmiemy takiej wartości, jaką byśmy chcieli. Może w przyszłości tak. A może go wykupimy i zostanie z nami na dziesięć lat? Tego nie wiem. Będą po niego próbować sięgać inne kluby, było jakieś wstępne zainteresowanie, ale zero konkretów” – wyjaśniał nasz rozmówca.

SPORE ODCHUDZANIE KADRY

Planem Jacka Zielińskiego oprócz samych zakupów, będzie też znaczące cięcie na liście płac i posprzątanie w drużynie, która od przyszłego sezonu ma być węższa, skoro nie wystartuje do walki o europejskie puchary. „Mniej martwię się, czy będę zdolny ściągnąć dobrych piłkarzy, niż o to, jak zredukować kadrę i pożegnać graczy, którzy mają kontrakty. Rozmawialiśmy o tym, ile osób będzie tworzyło trzon drużyny dźwigający presję, jakie będą to narodowości, jak rozłożą się te proporcje. Nie będzie to proste, bo obecnie mamy na kontraktach 26-27 zawodników z pola plus 4 bramkarzy. Chcielibyśmy to zawęzić. Ale wiemy, że ci z kontraktami, którzy nie wnoszą wiele jakości, tak łatwo z nich nie zrezygnują. Marzy nam się 22 zawodników z pola plus bramkarze. Plany będą uzależnione od ofert transferowych i rozmów z agentami” – deklaruje dyrektor, który funkcję objął w grudniu.

Jest to bezpośrednio związane z tym, że w Warszawie chcieliby czerpać większe owoce z pracy akademii. Lada chwila przyjdzie do klubu nowy dyrektor akademii, a wśród kandydatów jest wymieniany nawet Jacek Magiera. On ma lepiej połączyć pierwszą drużynę z całym systemem szkolenia. „Tutaj potrzeba zrealizować kilka warunków. Musimy bardzo dobrze pracować w akademii, czyli wypuszczać z niej lepszych zawodników. Musi być lepsza współpraca między akademią a pierwszym zespołem, co usprawnimy. Trzecia to kwestia struktury, czyli z czego jest złożona pierwsza ekipa. Kilkunastu piłkarzy o wysokiej jakości, aby spełniać oczekiwania wyników i udźwignąć młodzieżowców. Oni zawsze będą potrzebowali czasu, więc ci starsi muszą to udźwignąć i pozwolić im nadgonić poziom” – uważa.

Jacek Zieliński próbował też tłumaczyć się z tego, co dotychczas jego zdaniem nie grało w pracy Legia Training Center. „W akademii brakuje nam klimatu, atmosfery, która wciągnęłaby tych chłopaków. Jeśli ktoś ma ją kreować, to pracownicy klubu. Osoby robiące to z pasją, czujące legijny klimat, hołdujące naszym wartościom. Osoby na stanowiskach trenerskich i kierowniczych powinny wykreować taką atmosferę, aby zarazić nią innych. Aby młodzi to czuli, a nie traktowali LTC jak znakomite miejsce do rozwoju i ucieczki, by grać gdzie indziej. Mamy bardzo fajnie zbudowany obiekt w industrialnym stylu, osobiście bardzo mi się to podoba, ale musimy to ubarwić, ocieplić, nadać klimat. Pokazać, że tam pachnie Legią i całą naszą historią na każdym kroku” – tłumaczy dyrektor sportowy.

TRUDNE PORUSZANIE SIĘ PO RYNKU

Widać gołym okiem, że dzisiaj w warszawskiej drużynie brakuje jakości, aby wywoływać taki strach jak dawniej w przeciwnikach. Raków i Lech mogą czuć się silniejszymi drużynami, a nawet Pogoń Szczecin wskoczyła przynajmniej na półkę Legii. Nawet kiedy spojrzymy na pieniądze wydawane przez te drużyny, rywale mają przewagę. Pogoń może zapłacić milion euro za piłkarza, Lech jeszcze więcej, a Raków też bije swoje rekordy i proponuje największe pensje w historii klubu. W jakich warunkach będzie pracował Zieliński przy tak wielkich stratach Legii? Właściciele nie chcieli mówić o konkretnych dziurach w budżecie spowodowanych brakiem PP i europejskich pucharów, bo dopiero siądą do spinania budżetu. Niemniej deklarują, że nie odbije się to na projekcie sportowym.

„Budżet dla piłkarzy i sztabu musi zostać na wysokim poziomie, żeby proponować dobre kontrakty. Na pewno nie będziemy szaleć z zakupami, ale mogąc zaoferować dobre warunki kontraktowe, będziemy konkurencyjni dla klubów z innych lig europejskich. To pozwoli nam grać o mistrzostwo. Cel nie jest łatwo, bo widzimy, jaką siłą dysponuje Lech, Raków i Pogoń. Przed nami poważne wyzwanie. Zarysy budżetowe zostały już stworzone na różne ewentualności. W sprawozdaniach finansowych zobaczycie jednak, że same przychody mamy na poziomie dużo wyższym niż pozostałe zespoły ekstraklasy. Skoro 17 innych klubów może sobie radzić, to my bez tej kasy z Ligi Konferencji i Pucharu Polski też damy radę. Mądrze budując zespół i nie tracąc pieniędzy na nieprzemyślane transfery. Na takie gotówkowe nie będzie nas stać, ale spokojnie – będziemy atrakcyjni dla graczy, którym kończą się kontrakty” – wierzy Zieliński.

„Z tym budżetem płacowym będziemy konkurencyjni. W Polsce będziemy płacowo jedni z najlepszych albo najlepsi w wysokości kontraktów. Podajecie przykład Rakowa. On do tej pory aż takich wysokich umów nie płacił. Poszedł półkę wyżej, stał się dla nas poważną konkurencją, ma atuty, ale my jesteśmy Legią Warszawą. Marką, która ma swoje argumenty. I za rok najpewniej wracamy do pucharów, bo nie wyobrażam sobie innej opcji. W budżecie jest przewidziana pewna kwota około 1,5 mln euro na prowizje i różne okazje. Możemy nią gospodarować, jak pojawią się opcje. Mając wysoki budżet płacowy, możesz tym ciekawie dysponować. Jak znajdę zawodnika z miesięczną pensją 25 tysięcy euro, a nie 40, ale będzie trzeba wyłożyć 400 tysięcy odstępnego, to sobie poradzę. Jak podzielisz tę kwoty na 3 lata kontraktu, czyli 36 miesięcy, to wyjdzie ci, że masz dopłacić około 10 tysięcy więcej, więc traktuję to jak pensję w wysokości 35 tysięcy. I to dla nas będzie również opłacalne. Takie deale będziemy robić. Nie jestem bez narzędzi ani bezradny, bo budżet płacowy pozwoli tu działać” – tłumaczy dyrektor.

GONIĆ RESZTĘ STAWKI

Mimo tego optymizmu, sprzątanie po tym sezonie wcale nie będzie kolorowe. I mimo deklaracji o braku rewolucji, szykuje się kolejny poważny przemiał nazwisk przy Łazienkowskiej. Począwszy od sztabu szkoleniowego, po filary defensywy, na ataku tym bardziej kończąc. Przyjdzie nowa dziewiątka, przyjdą nowe motory napędowe. Jako jedno z największych wzmocnień Legia traktuje powrót do zdrowia Bartka Kapustki, który do spółki z Josue ma być liderem ofensywny tego projektu. Trudno jednak liczyć na kolejnych pewniaków. Filip Mladenović nie może odnaleźć formy od dłuższego czasu i trudno to przy Łazienkowskiej wytłumaczyć. Jakby złapał jakąś blokadę w głowie. Ernest Muci zawodzi i nie pokazuje swojego potencjału. W środku cały czas będzie trzeba liczyć na 23-letniego Bartka Slisza.

Legia musi ruszyć na poważne zakupy, bo chociaż jest najlepiej punktującą drużyną wiosny, to perspektywy wcale nie są optymistyczne. Już Puchar Polski z Rakowem pokazał, ile im brakuje. Aleksandar Vuković wprost opowiadał o braku jakości piłkarskiej. Skoro taka jakość ma się pojawić, a Legia znów chce walczyć o mistrzostwo, trzeba ulepić tę drużynę na nowo. Jacek Zieliński może unikać hasła rewolucja, ale perspektywy są takie, że zaraz znów wymieni połowę wyjściowego składu, jeśli stracą Pekharta, Verbicia, Wszołka czy Wieteskę. To znów będzie kolorowe lato w Warszawie.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.
Komentarze 0