Netflixowy Kierunek: Noc nie ma wiele wspólnego z Dukajem, ale to wciąż niezły, choć krótki serial

Zobacz również:Adam Sandler, Kevin Garnett, The Weeknd i... świetne recenzje. Na ten netflixowy film czekamy jak źli
kieruneknoc-cover.jpeg

Wszystkich fanów pisania Jacka Dukaja na wstępie przestrzegamy: Kierunek: Noc ma tylko jeden punkt wspólny z powieścią Starość aksolotla i jest bardzo luźno inspirowany dziełem naszego pisarza.

Jeżeli ktoś czytał powieść, nie chciał psuć sobie zabawy zwiastunami i odpalił serial, może się zdziwić, a nawet rozczarować. Po dawce szoku warto jednak dać Into the Night szansę, bo to krótka, ale trzymająca w napięciu sprawa.

Pull up!

kieruneknoc2.jpg

Produkcję Netflixa i powieść Dukaja łączy jedna rzecz, którą jest główny motyw – coś złego stało się ze słońcem. Zamiast ogrzewać swoim ciepłem wszelkie żywe istoty na ziemi, bombarduje je zabójczym promieniowaniem, od którego ludzie padają jak muchy. Jedną z osób, które z tajnych źródeł dowiadują się o zagrożeniu nadciągającym z nastaniem następnego dnia, jest niejaki Terenzio, żołnierz NATO. Włoch nie namyśla się wiele, chwyta za karabin, wpada na lotnisko w Brukseli i porywa samolot pasażerski pod pretekstem ratowania życia swojego i innych. Jedyną metodą na ratunek jest ucieczka przed światłem słonecznym i stałe podążanie na zachód, by przeżyć pod osłoną nocy.

Jak już dojdziecie do momentu porwania, to przymknijcie oko na zabiegi scenarzystów, którzy nie dość, że zmieścili na pokładzie samolotu wszystkie możliwe osoby o umiejętnościach potrzebnych do dłuższego przeżycia w czasach apokalipsy, to dziwnym przypadkiem w momencie, gdy pasażerowie chcą zweryfikować słowa Terenzio o globalnym pomorze gatunku ludzkiego, zepsute jest zarówno pokładowe radio, jak i nadajnik wi-fi. Ale finalnie zostajemy zamknięci wewnątrz samolotu z grupą bardzo ciekawie napisanych postaci.

Strefa starcia

kieruneknoc.jpg

Sytuacja, w jakiej postawiona zostaje kilkuosobowa załoga statku powietrznego, przypomina nam po części zarówno serial, jak i grową adaptację The Walking Dead. Grupa kompletnie odmiennych ludzi jednoczy się na niewielkim, zamkniętym obszarze, a jego opuszczenie podczas międzylądowań to podpisanie na siebie wyroku śmierci wraz ze wschodem słońca. Jednocześnie każda z postaci ma swoje unikalne backstory i wyraźne wady charakteru, ujawniane powoli z odcinka na odcinek. Galeria charakterów jest naprawdę barwna. Mamy Sylvie – pilotkę wojskową, która zmaga się z traumą po śmierci narzeczonego, Ines – influencerkę utrzymującą się tylko i wyłącznie z działań w sieci, a co za tym idzie, zmuszoną do zmiany swoich wartości życiowych czy Rika – człowieka pełnego uprzedzeń do każdego, kto nie jest białym, katolickim mężczyzną. Charaktery ścierają się podczas lotu, momentami iskrzą, gdy tylko któryś z pasażerów pokazuje swoją prawdziwą twarz.

Każdy odcinek już na początku wprowadza nas w sytuację jednej z postaci, nie odkrywając wszystkich kart od razu. Tak samo bohaterowie wzajemnie poznają swoje tajemnice z biegiem wydarzeń, co powoduje coraz liczniejsze animozje. Z jednej strony od samego początku kibicujemy im, by w końcu udało się znaleźć bezpieczne miejsce w obliczu katastrofy, z drugiej - nie istnieje tutaj choćby jedna postać bez skazy;  widz za sprawą wielu zwrotów akcji może w jednym momencie przekuć sympatię do danej osoby w całkowitą antypatię. Po zakończeniu sezonu ciężko wręcz powiedzieć, że kibicowało się komuś od początku do końca. Nadaje to oczywiście pierwiastka ludzkiego w wykreowanych bohaterach, wywołuje jednak poczucie pewnego dysonansu przy każdej oglądanej sprzeczce. Mały świat zamknięty na kilkunastu metrach kwadratowych - i to zawieszonych w chmurach - nigdy nie jest czarno-biały. Wszystkie decyzje związane z moralnością oraz człowieczeństwem są czasem trudne do oceny. Momentami niemożliwe.

Kierunek: Netflix

kieruneknoc1.png

Czy fabuła trzyma się kupy? Tak, ale w internecie można znaleźć dość dużo uwag od... fanów lotnictwa. Głównie są to zarzuty dotyczące pominięcia niektórych lotnisk przez scenarzystów. Najważniejszy zarzut jest jednak takim, przy którego uwzględnieniu fabuła serialu nie miałaby sensu – chodzi o możliwe wykorzystanie nocy polarnej na północy globu w celu długotrwałego ukrycia się przed naturalnym światłem. Po raz kolejny jednak należy odpuścić ferowanie wyroków nad delikatnym niedopatrzeniem, w końcu Kierunek: Noc ma być trzymającym w napięciu thrillerem, niekoniecznie dostosowanym do rzeczywistości. Warto też zastanowić się, czy tak trzeźwe myślenie, jakie prezentują komentujący, da się zachować w sytuacji przekraczającej nasze wyobrażenia w kontekście stresu i presji czasu i czy pominięcie pewnych idei nie jest pewnym zabiegiem ze strony twórców show? No i czy z tymi lotniskami to faktycznie takie ważne? Raczej nie.

Obierzcie razem z Netflixem Kierunek: Noc. Motyw zabójczego słońca jest nieruszonym jeszcze tematem w kategoriach potencjalnych apokalips czekających ziemię, a całość chce się oglądać z uwagi na pełną zakrętów fabularnych historię i wyważone, ale zachęcające do włączenia kolejnego epizodu cliff-hangery. Dodatkowo, dla wszystkich, którzy szukają polskich nazwisk w napisach na koniec filmu: w jedną z postaci, polskiego mechanika Jakuba, wcielił się Ksawery Szlenkier, a w ostatnim epizodzie na widzów czeka niemała niespodzianka związana z polską kinematografią. Całość jest krótka, do łyknięcia na raz. Nie miejcie oporów.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Autor tekstów, których tematyka krąży wokół sceny rapowej — zarówno tej ojczystej, jak i zagranicznej. Poza muzyką pisze też o gamingu i krąży wokół wydarzeń popkulturowych — również tych w cyberprzestrzeni.