Piątek oddala się od jedenastki Herthy. Jak nie Ibrahimović, to Ibišević

Zobacz również:Piłkarz z własną podobizną na plecach. Leroy Sane — nowa ekstrawagancja Bayernu
piatek.jpg
Fot. Lukas Schulze/Bongarts/Getty Images

Nowa era berlińskiej Herthy zaczęła się bez większego udziału Krzysztofa Piątka. Bruno Labbadia w debiucie wygrał 3:0 z Hoffenheim, lecz wolał w ataku postawić na niemal 36-letniego Vedada Ibiševicia. Bośniak pokazał, że można nazywać go panem piłkarzem i zamierza pozostać w składzie obok Matheusa Cunhi.

24-letni napastnik pracuje z dziewiątym trenerem, odkąd niespełna dwa lata temu wyjechał z Polski. Mówimy o sytuacji co najmniej niezdrowej i przeszkadzającej w osiągnięciu stabilizacji. Ani u Alexandera Nouriego, ani u Jürgena Klinsmanna nie zdążył wystąpić w choćby pięciu spotkaniach, a już przyszło mu pracować z Bruno Labbadią. Najnowszą nadzieją na popchnięcie w przód berlińskiego projektu. Przy czym w debiucie trener z Darmstadt nie znalazł dla Piątka miejsca w wyjściowym składzie. I nie zapowiada się, aby był to wyjątek.

Już przed spotkaniem z Hoffenheim przewidywano, że nietykalny w ofensywie będzie Matheus Cunha. Labbadia jest oczarowany 20-letnim Brazylijczykiem, który choć miotał się w pierwszej połowie i często grywał niedokładnie, niedługo po przerwie pokazał niesamowite możliwości. Zdobył trzecią bramkę zamykającą mecz po wspaniałym rajdzie. Ośmieszył rywala przy linii bocznej, potwierdził niesamowite zdolności dryblera, po czym trafił do siatki z ostrego kąta. Jak na Brazylijczyka przystało – rozejrzał się w kierunku partnerów, ale wykończył to sam. Udowodnił, że znacznie lepiej czuje się w pobliżu szesnastki niż wewnątrz niej jako napastnik skoncentrowany na strzelaniu goli. Woli wspierać dziewiątkę niż przejmować część jej obowiązków. Chłopak z João Pessoa ma zadatki na europejską gwiazdę, więc Hertha będzie na niego stawiać.

Dalej sytuacja sprowadza się właśnie do środkowego napastnika. Wyborem Labbadii został Vedad Ibišević, gracz doskonale znany w Niemczech, ale w sierpniu już 36-latek. Nowy trener Herthy założył, że może wskrzesić bośniackiego napastnika i oprzeć drużynę na jego doświadczeniu. Decyzja zaskakująca, lecz już wiemy, że jak najbardziej trafna. Na tle kolegów Ibišević wyglądał jakby był od dwóch miesięcy w rytmie meczowym – mądrze przetrzymywał piłkę, wygrywał pojedynki, siał zamieszanie wśród rywali. Nawet z najtrudniejszym podaniem w powietrzu radził sobie z dużym opanowaniem, po czym przyspieszał akcję. W końcu zdobył bramkę na 2:0, wykorzystując dośrodkowanie z lewego skrzydła. Aby daleko nie szukać, zagrał niczym Zlatan Ibrahimović w Milanie. Problem Piątka się powtarza: nie może być jedynką, bo przegrywa rywalizację z doświadczonym, rosłym napastnikiem. Takim, który wydawał się być po drugiej stronie rzeki, a staje się liderem projektu. I takim, który rzeczywiście daje więcej drużynie. Różnica polega na tym, że rok temu Polak walczył o króla strzelców Serie A w Milanie, a teraz stał się zmiennikiem w Herthcie. Reprezentant Polski przekonał się, jak niewiele czasu trzeba w piłce, aby błyskawicznie wjechać na szczyt i równie szybko z niego spaść.

Piątek z Hoffenheim pojawił się na boisku tylko na kilkanaście minut. Wszedł na gotowe, gdy było już 3:0 dla ekipy ze stolicy. Pobiegał za obrońcami, chciał wywierać presję, kilka razy spróbował utrzymać piłkę pod naciskiem, lecz zazwyczaj ją tracił. Wyglądał też na zirytowanego sytuacją. Po takim wejściu nie ma co go oceniać, ale nie przybliżyło go w żaden sposób do jedenastki. A wręcz przeciwnie – to jak zagrali Cunha oraz Ibišević raczej go oddaliło. Będziemy zapewne oglądali Piątka w każdej kolejce, tym bardziej przy takim natłoku spotkań, ale kwestia w jakim wymiarze czasowym. Dość zaskakująco nie zapowiada się, aby miał być jedną z czołowych twarzy klubu z Berlina w najbliższych tygodniach.

Co najgorsze – napastnik z dawnej Jugosławii zagrał naprawdę imponująco. Ibišević pokazał się jak za najlepszych czasów w Hoffenheim. Tym samym rozwiał sporo wątpliwości, bo istniały obawy, że po tak długiej przerwie weterani będą mieli problemy z powrotem do właściwej formy. Tymczasem to Ibišević był jednym z wyróżniających się zawodników pierwszego dnia po powrocie Bundesligi. U Piątka krytycy mogą zacząć odliczać już nie tylko minuty bez gola. Mocno zdziwilibyśmy się, gdyby Labbadia znalazł dla niego miejscu w pierwszym składzie w przyszły piątek w derbach Berlina.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.