Polska straciła znacznie więcej niż trzeciego napastnika. Dlaczego uraz Piątka mocno komplikuje plany Sousy?

Zobacz również:Z NOGĄ W GŁOWIE. Jerzy Brzęczek – jedyny naprawdę niekochany w reprezentacji
Pilka nozna. Eliminacje do MS 2022. Anglia - Polska. 31.03.2021
Fot. Sebastian Frej/400mm.pl

Napastnik Herthy Berlin doznał złamania kostki i nie pojedzie na mistrzostwa Europy, dołączając na liście kontuzjowanych do Krystiana Bielika i Jacka Góralskiego. Dla Paulo Sousy to fatalne wieści i coś więcej, niż wyłącznie strata zmiennika na pozycji dziewiątki. Krzysztof Piątek zagrał we wszystkich meczach u Portugalczyka i gwarantuje zupełnie inny profil, niż Milik, Lewandowski czy potencjalni następcy. Jego instynkt kilera objawiał się w kadrze w ważnych momentach, bo zdobywał bramki prawie w co drugim meczu. Tracąc Piątka, tracimy też pewien plan na grę, który pokazał nam Paulo Sousa w marcu.

Nie ma co się oszukiwać, to nie był wymarzony sezon dla 25-letniego snajpera. Zamiast ambicji Big City Club, Hertha do samego końca musiała się liczyć z grą o utrzymanie w Bundeslidze. Więcej niż o napastniku kupionym za 24 miliony euro mówiło się choćby o skrzydłowym Matheusie Cunhii, ale ostatecznie Krzysztof Piątek zdobył w lidze niemieckiej 7 bramek, tyle samo co Brazylijczyk i Jhon Cordoba. Mając w pamięci wspaniały mediolański czas, kiedy każde uderzenie kończyło się golem, próbował ustabilizować sytuację i ponownie wskoczyć na falę. Wyszedł w wyjściowym składzie w ponad połowie meczów (56 procent), ale to nigdy nie służy napastnikowi, kiedy nie czuje się pewniakiem i absolutną jedynką.

Musimy jednak pamiętać, ile w rzeczywistości znaczy Krzysztof Piątek dla drużyny narodowej. Sezon w Herthcie, kiedy trzeba było z pokorą korzystać z każdej minuty podarowanej od trenera, umocnił go w roli jokera. Raczej zdobywał bramki, kiedy występował od początku, ale potrafi zmieniać oblicze meczów. Pokazał to w eliminacjach Euro 2020: uratował trzy punkty z Austrią w Wiedniu, uratował zwycięstwo z Macedonią w Skopju, dał prowadzenie z Izraelem, a kolejną bramkę zdobył na trudnym terenie w Jerozolimie. W reprezentacji Piątek rozegrał 1054 minuty, a zdobył 8 bramek, co daje mu trafienie co 132 minuty. To znacznie więcej, niż tylko rola „zmiennika”.

Paradoksalnie jeszcze więcej miał znaczyć u Paulo Sousy niż u Jerzego Brzęczka. Na wstępie portugalski selekcjoner zaznaczył: „Po objęciu reprezentacji zastanowiłem się, jakie są nasze najmocniejsze pozycje w porównaniu z innymi reprezentacjami? To napastnicy. Mamy przede wszystkim Lewandowskiego, mamy Milika i mamy Piątka - trzech piłkarzy z instynktem strzeleckim. Na dodatek piłkarzy bardzo różnych: dwóch pierwszych lepiej czuje się w grze kombinacyjnej, potrafią współpracować z drugą linią, ze skrzydłowymi, z bocznymi obrońcami, stwarzać przestrzeń także dla innych. Z kolei Piątek to prawdziwy kiler. I dlatego w pierwszej kolejności skupiłem się na analizie bramek, jakie zazwyczaj zdobywają. A teraz naszym zadaniem będzie wdrożenie takiego sposobu gry, żeby maksymalnie wykorzystać naszych napastników, tę naszą najsilniejszą broń”.

Napastnik z Dzierżoniowa do spółki z Kamilem Jóźwiakiem uratował jego debiut z Węgrami (3:3). Zdobył bramkę dwie minuty po wejściu, kilkadziesiąt sekund później zobaczyliśmy kolejne trafienie Polaków. W Budapeszcie Piątek pokazał, jak powinien się zachowywać odgrywający napastnik, odciążający partnerów i grający tyłem do bramki. Z Andorą (3:0), kiedy Sousa testował Lewandowskiego w roli cofniętego rozgrywającego i postawił na masowe wrzutki w pole karne, Piątek miał być punktem odniesienia. Na Wembley (1:2) już nie rozwinął skrzydeł, ale też poćwiczył naciskanie na Maguire'a i Stonesa.

Przede wszystkim marcowe zgrupowanie pokazało, że Sousa nie rzuca słów na wiatr. Nie cieszy się z samej obecności trzech napastników, tylko rzeczywiście chce nimi grać. Na Węgry wystawił 2, na Andorę 3, na Anglię ponownie 2. I dlatego strata Piątka będzie tak bolesna. Traci albo gracza podstawowego, kiedy mamy naciskać, albo pierwszego do wejścia z przodu. I takiego dającego mu inny wachlarz możliwości: bo co by nie mówić o płynności gry Piątka, ma pewien dar, że piłka szuka go w szesnastce, a on potrzebuje minimum przestrzeni, aby oddać strzał którąkolwiek nogą. A już tym bardziej kiedy wszyscy będą koncentrować się na Lewandowskim, on powinien na tym zyskać. Milik ma oferować coś więcej w głębi, Piątek skanować szesnastkę, by wykorzystać dośrodkowanie. I trudno nie odnieść wrażenia, że ten instynkt kilera, umiejętność wykorzystania pół sytuacji, byłaby ciekawym handicapem podczas chociażby gonienia wyniku czy gry z głęboko cofniętym rywalem. Patrz: mecze ze Słowacją czy Szwecją.

Pamiętacie, jak Piątka na Wembley zmieniał debiutant Rafał Augustyniak, kiedy remisowaliśmy 1:1? Sousa wcale nie chciał bronić, wściekał się po meczu, że nie miał żadnego innego napastnika na ławce. „Musiałem kombinować, bo brakowało mi napastnika w kadrze. Nie mogłem zrobić zmiany jeden do jednego, a potrzebowaliśmy odświeżenia” – tłumaczył Portugalczyk. Dlatego on bardzo potrzebuje napastników, bo tak skonstruował sobie w głowie koncepcję polskiej reprezentacji. Takiej, która będzie mieć wielu piłkarzy w polu karnym, przewagę liczebną z przodu i zaatakuje dośrodkowanie kilkoma zawodnikami. Chciał odejść od czasów, gdy Lewandowski bił się osamotniony z rywalami w ataku. Chciał zrobić wszystko, aby podobnie jak w Bayernie miał wsparcie liczebne. W końcu największą mocą Bayernu jest fakt, że gdy sunie podanie w szesnastkę, tam zawsze jest kilku wbiegających zawodników. Tego przełożenia brakowało Sousie w drużynie narodowej. Aby rywale tracili punkt odniesienia i musieli skupić się na większej liczbie rywali.

>> Nauka zachodniej piłki. Dlaczego Krzysztofa Piątka może uratować tylko spokój <<

Piątek jest zawodnikiem, który nie musi mieć piłki co pół minuty, aby czuć się podłączonym pod grę. Rozumie życie z podań i jest gotowy czekać na swoją szansę. Chociaż to był trudny sezon w Berlinie, również mentalnie pracował nad tym, aby do takich sytuacji podchodzić z większym zrozumieniem i czekać na nie. 7 goli i 2 asysty to dość przyzwoity bilans, pewnie sam celował w lepszy, pewnie widział to korzystniej, ale w niestabilnej sytuacji i tak nie ma dramatu. Piątek byłby wartością dodaną na mistrzostwach Europy.

„Nie mogliśmy pozwolić, by Robert Lewandowski grał osamotniony, ponieważ także w klubie porusza się w różnych strefach, wie kiedy wbiec w pole karne, a nie może być wyłącznie napastnikiem tam stojącym. Chcemy, by gracze wokół niego współpracowali, by nie był sam, a jest to możliwe z innymi zawodnikami tak dobrej klasy, jak Arkadiusz Milik i Krzysztof Piątek. To był mój pierwszy pomysł: jak możemy ich dopasować? Potrzebna jest różna dynamika, bo ostatecznie musimy dotrzeć do napastników i strefy boiska w której oni mogą zrobić różnicę” – tłumaczył swoją koncepcję Sousa.

Nie ma wielu polskich napastników trafiających częściej w tym sezonie, niż Piątek. Więcej bramek zdobyli: Patryk Szysz, Łukasz Zwoliński, Karol Świderski, Mateusz Kuzimski, Kamil Biliński, Jakub Świerczok, Dawid Kurminowski i, rzecz jasna, Robert Lewandowski. I zapewne wokół Świderskiego oraz Świerczoka rozegra się kwestia wejścia w buty Piątka. Ten pierwszy miał już przetarcie na Wembley oraz debiutancką bramkę z Andorą, więc selekcjoner zdążył go poznać. Portugalczyk nie jest zbyt przekonany do ekstraklasy, więc też nie ma pewności, czy doceni wyczyny Świerczoka zasługującego na grę w znacznie lepszym klubie.

Dla obu wspomnianych, mimo zagranicznych doświadczeń, to byłby jednak skok na głęboką wodę. Piątek miał już bliższe przetarcia z dużą piłką w Mediolanie czy Berlinie. I nawet jeśli Świderski czy Świerczok mogą więcej dać z samą piłką przy nodze, niekoniecznie mają taki dar kilera jak kontuzjowany 18-krotny reprezentant Polski. Pewnie kiedyś jego uraz byłby po prostu stratą trzeciego napastnika, teraz w planach Sousy jest wypadnięciem kluczowej postaci w budowie pomysłu na mecz. Bo nawet jeśli tylko na pół godziny, to prawie na pewno oglądalibyśmy go na boisku w Rosji lub Hiszpanii. Patrząc na realia najbardziej napiętego kalendarza w historii i rekordowej liczby urazów, to będzie Euro zmęczonych nóg. Najlepiej odnajdą się ci z wartościową głębią składu, bo przez ten niespełna miesiąc do turnieju takich przykrych wieści może być znacznie więcej. Selekcjonerzy jeszcze nigdy nie byli tak narażeni, że ich koncepcja moża runąć w kilka dni. Dlatego plan A, B czy C już nie wystarcza, w takich realiach potrzeba szerokiej kadry i wachlarza wariantów.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.