Więcej misji, mniej cringe’u. „Sexify” już nie żenuje jak kiedyś? (RECENZJA)

Zobacz również:Adam Sandler, Kevin Garnett, The Weeknd i... świetne recenzje. Na ten netflixowy film czekamy jak źli
Sexify / Netflix
Sexify / Netflix

Jeśli z kręceniem serialu jest jak z seksem i trening czyni mistrza, to i Sexify ma szansę być kiedyś dobrą produkcją. Trzeba się co prawda jeszcze odrobinę nagimnastykować, by odnaleźć przyjemność w drugim sezonie, ale przynajmniej nie żałujesz straconego czasu, gdy jest już po wszystkim.

Poziom żartu w pierwszej serii pozwalał podejrzewać, że scenarzyści konsultowali puenty u Marcina Dańca, ewentualnie spisali wszystkie rubaszne dowcipy usłyszane od pijanych wujków podczas imprez rodzinnych. Strategia była prosta: wszystko ma kojarzyć się z seksem, bo jeśli coś kojarzy się z seksem, to jest zabawne. Nie szydzę. To była taktyka sprytnie skrojona pod potrzeby i możliwości statystycznego polskiego widza: pruderyjnego, pozbawionego dostępu do rzetelnej edukacji seksualnej, z jednej strony karmionego katoprzekazem o niepokalanych dziewicach, z drugiej – ostentacyjną erotyką świerszczyków. Sexify niby powstało z myślą o młodym odbiorcy, ale dla naprawdę młodego odbiorcy było od początku jak memy sprzed trzech lat – nieświeże. Od sposobu w jaki opowiadało o seksie i seksualności, po irytująco stereotypowe bohaterki i bohaterów.

Jest lepiej. W drugim sezonie Sexify – w całości wyreżyserowanym przez Kalinę Alabrudzińską – coraz częściej odpuszcza się konwencję pastiszu (który nikomu w tej ekipie nie wychodzi) na rzecz przyjemnej, bezpretensjonalnej komedii obyczajowej (w której wszyscy radzą sobie zdecydowanie lepiej). Monika (Sandra Drzymalska), Natalia (Aleksandra Skraba) i Paulina (Maria Sobocińska), trzy dziewczyny, które w poprzedniej serii postanowiły stworzyć aplikację mobilną ułatwiającą kobietom osiąganie orgazmów, teraz są wspólniczkami w świetnie zapowiadającym się biznesie technologicznym. W dniu oficjalnego startu aplikacji Sexify (czy tylko mnie doprowadza do szału, jak często w pierwszym odcinku pada słowo launch?) okazuje się jednak, że wydały całą kasę, zanim wypuściły swój produkt na rynek. Potrzebują pieniędzy i nowego biznesplanu. By przekonać inwestorkę – wpływową postać w świecie nowych technologii (gra ją Iza Kuna) – decydują się stworzyć bliźniaczą aplikację dla mężczyzn, narzędzie, które pozwoli facetom w pełni korzystać ze swojej seksualności.

Tematem przewodnim drugiego sezonu Sexify jest męskość i mężczyźni w kryzysie. Chłopak Natalii ma problemy z erekcją. Ojcu Moniki sypie się biznes, ale ten unika konfrontacji z problemem i ucieka w przyjemności. Paulina z kolei ogarnia ojca, który odszedł od zdradzającej go żony, a w międzyczasie spotyka byłego narzeczonego, który zamienił wojskowy mundur na koloratkę. Każda z tych historii układa się w celną diagnozę kultury opresyjnie traktującej męską wrażliwość. Sexify od początku miało być rozrywką z edukacyjnym potencjałem. Ambicje, by stworzyć nowoczesny, progresywny, rezonujący społecznie serial, w którym wybrzmi dobra obyczajowa zmiana, były wyraźne już w pierwszym sezonie – słuszne intencje nie przełożyły się jednak wtedy na słuszne efekty. Trudno było szukać idei pozytywnej seksualności w serialu, w którym za źródło dowcipu robiła wizyta w sklepie z wibratorami. Albo misja, albo cringe. Drugi sezon zdecydowanie częściej opowiada się po stronie misji, a momenty powodujące zgrzyt szczęki ograniczono do, powiedzmy, akceptowalnego minimum. W nowych odcinkach Sexify całkiem zgrabnie demontuje się stereotypy płciowe i wzmacnia sekspozytywne przekonania. Co nie znaczy, że serial nie bywa problematyczny. Jest lepiej, ale jeszcze nie idealnie.

Sexify / Netflix
Sexify / Netflix

Po pierwsze, to serial skandalicznie normatywny. Wszyscy główni bohaterowie są hetero, a bliźniacze aplikacje Sexify i Sexiguy mają docelowo łączyć w pary kobiety i mężczyzn, o innych opcjach nie ma nawet mowy. Dwa doszyte ewidentnie na siłę epizody to za mało, by mówić o różnorodności i równej reprezentacji. Za to wystarczy, by mówić o asekuracyjnej postawie Netfliksa. Sexify mogło być od początku ważnym, potrzebnym serialem – wzmacniać w radosnym odkrywaniu swojej tożsamości seksualnej, otwierać na różnorodność, wreszcie wspierać seksualną emancypację kobiet. Dokładnie tak jak robi to brytyjski serial Sex Education – też lekki, też komediowy, też dla młodych, ale jednak daleki od miałkiego, bezcelowego kabaretu. Tezę o tym, że Netflix się boi, potwierdza też niedawny Brokat. To produkcja, która na papierze zapowiadała się jak mocny głos w dyskusji o pracy seksualnej, a potrzebę zmiany narracji wokół sex worku regularnie zgłaszają aktywistki feministyczne. Niestety akcja Brokatu rozgrywa się w połowie lat 70., a kostium historyczny ma usprawiedliwiać to, jak został potraktowany temat – stereotypowo i bezmyślnie. W jednej ze scen wystylizowany na podtatusiałego technika SB Kazik Mazur pyta Helenę, pracownicę seksualną, która gra Magdalena Popławska: Jak pani może tak bez emocji? Jak państwo mogą tak bez pojęcia?

Pojęcia zabrakło też, by mądrze poprowadzić wątek feministyczny w drugim sezonie Sexify. Gdy dziewczyny szukają wsparcia finansowego, idealnym wyborem okazuje się gwiazda branży technologicznej, jedna z niewielu kobiet, które odniosły sukces w tym biznesie. Monika, Natalia i Paulina świadomie decydują się na pracę z kobietą – widzą w niej mentorkę, a w ich współpracy nadzieję na realizację siostrzeńskich ideałów. Tymczasem jeśli coś się tu realizuje, to najprostsze, takie wręcz z podręcznika Patriarchat dla osiołków, pomysły na kobietę sukcesu. Wiadomo, że ta, która ma pozycję i pieniądze, musi być zimna, wyrachowana, bezwzględna. I tylko udawać, że wspiera inne kobiety. To jakiś nieprzytomny mit, w swojej wymowie bardzo antykobiecy – co ani nie pasuje do siostrzeńskiego Sexify, ani tym bardziej do Netfliksa, platformy, która wyprodukowała chociażby cudownie i mądrze feministyczną Wednesday.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Dziennikarka. Kiedyś wyłącznie muzyczna, dziś już nie tylko. Na co dzień pracuje w magazynie „Glamour”, jako zastępczyni redaktorki naczelnej i szefowa działu popkultura. Jest autorką podcastu „Kobiety objaśniają świat”. Bywa didżejką.
Komentarze 0