Gerald od lat deklaruje się jako oddany fan króla rock'n'rolla, więc zupełnie nie dziwi nas, że chętnie wcieliłby się w niego w biograficznym obrazie Baza Luhrmanna. Od chęci jednak daleka droga do roli, ale ptaszki ćwierkają, że Amerykanin jest już naprawdę blisko nowego wyzwania.
Jeśli przez ostatnie dni balowaliście w najlepsze na Open'erze, być może ominęła was informacja, że w sieci huczy debata, kto już niebawem wcieli się w młodego Elvisa Presleya w filmie Baza Luhrmanna. Giełda nazwisk zaczęła żyć własnym życiem, a przewinęły się na niej nazwiska m.in. Ansela Elgorta, Austina Butlera, Milesa Tellera czy nawet Harry'ego Stylesa.
Wydaje się jednak, że wszystkich pogodzi za chwilę underdog, który wszedł do wyścigu z niespodziewanym podwójnym nitro. Jak przekonują źródła, G-Eazy jest już po dość zaawansowanych rozmowach nie tylko z wytwórnią (Warner Bros.), ale również samym reżyserem.
Podobno panowie bardzo przypadli sobie do gustu podczas intensywnych prywatno-zawodowych gadek w Nowym Jorku, więc angaż byłby tego, przyznacie, naturalną konsekwencją. Nie da się jednak ukryć, że Young Gerald doświadczenie ma niewielkie, więc byłoby to dla niego wyzwanie co się zowie. Czy może być jednak lepszy start do ewentualnego podboju świata filmu niż zagranie niekwestionowanej ikony w produkcji, która na papierze zapowiada się lepiej niż nieźle?
No właśnie, teoretycznie nie ma co się zastanawiać. Nieśmiało chcielibyśmy tylko przypomnieć, że od ostatniego materiału Eazy'ego, czyli The Beautiful & Damned, minęło już ponad półtora roku. Nie chcemy być zgryźliwi, ale first things first, panie kolego... Aha, tu macie relację z tegorocznego Open'era, na którym pojawił się i on - nowy Elvis.
