„IQ”? Ortega Cartel? Przegląd rapowych klasyków, których brakuje w serwisach streamingowych (cz.1)

Zobacz również:6 oldskulowych raperów, których Borixon mógłby wypromować w drugim sezonie chillwagonchallenge
Dizkret

Na wejście wypada ustalić, że nigdy nie było tak dobrze ze zwiększaniem dostępności do kanonu. Przed rokiem na streaming trafiło w końcu Gdzie jest Eis? Wydarzeniem ostatnich tygodni bez wątpienia była cyfryzacja Starego Miasta i Minut. Wkrótce przyjdzie czas na Efekt Fenomenu. Ale to wciąż kropla w morzu potrzeb.

Wracając jeszcze na sekundę do Dizkreta - on generalnie wrócił do gry jak Jordan w 1995 roku. Zamiast jednak drukować I'm back w gazecie, pożarł Followup Belmodawg. Trueschoolowe kamienie milowe Starego Miasta wylądowały na Spotify i Tidalu, ale w drodze jest kolejna wyczekiwana reedycja.

1
Dizkret, Praktik – „IQ”

- Jedna z najlepiej bujających płyt w polskim rapie i piękny hołd złożony ukochanej muzyce Kreta i Praktika - filadelfijskiej scenie soulowej czy nurtowi conscious rap. Doskonały duet raper - producent, których twórczość była jednak chyba zbyt ambitna dla przeciętnego polskiego słuchacza - pisał Jacek Sobczyński o IQ na naszych łamach. Rzeczywiście, na przełomie 2002 i 2003 roku to wydawnictwo nie zdobyło należnego poklasku. Częściowo winy szukać należy w nieudolnej promocji, ale też nie wszyscy krytycy stanęli wówczas na wysokości zadania. - To po prostu zgrabny pakiet kilkunastu utworów, których miło się słucha i z przyjemnością do nich powraca, ale zbyt dużo w nim momentów średnich, by można było mówić o krążku wybitnym - pisano w Klanie, o czym przypomnieli Antologii polskiego rapu. Z czasem IQ zaczęło pokrywać się patyną klasyka, więc po blisko dwóch dekadach będzie można oddać cesarzom, co cesarskie.

2
Ortega Cartel – „Lavorama”

To historia, której szczególnie brakowało, gdy mijała dekada, odkąd Asfalt wydał przełomowy materiał patr00 i Pitera Pitsa. Jeżeli w jednej z polskich komedii padał kultowy tekst o tym, że naszym chłopakom brakuje luzu - oni tego luzu nauczyli się w Montrealu. A tam niezobowiązująca atmosfera (Chcieliśmy miło spędzać czas przy piwku i robić coś kreatywnego) w połączeniu z czujnym skautingiem pozwalały im nieustannie podnosić sobie poprzeczkę. Szczytowym osiągnięciem Ortegi pozostaje longplay z 2009 roku, gdzie na beatach jak z luksusowego kurortu sąsiadowali ze sobą Finker z TDF-em. Niedługo po premierze Silver Gun 2 Spinache opowiadał u nas o szansach na kontynuację. Skoro jednak nic się nie dzieje (Przyczyn jest wiele, ale z najważniejszych to chyba to, że zmieniają się priorytety w naszym życiu, rośnie również nasz apetyt na inne formy sztuki), na otarcie łez weźmiemy choćby tę Lavoramę w streamingu.

3
Trzyha – „WuWuA”

Uniwersum nielegali musi być - ze zrozumiałych względów - szeroko reprezentowane w tym przeglądzie. W dobie zamieszania związanego z autobiografią Krzysztofa Kozaka i huczną celebracją dwudziestolecia S.P.O.R.T. prosiłoby się zwłaszcza o cyfrową rekonstrukcję tych rapowych malowideł z Lascaux. O ich kulturotwórczym znaczeniu nie trzeba raczej nikogo przekonywać? - Choć debiutanckie płyty - a raczej kasety - Liroya, Wzgórza Ya-Pa 3 i Kalibra w drugiej połowie lat 90. znaliśmy na pamięć, to o tym, że w języku polskim można naprawdę fajnie rapować, przekonał nas dopiero Tas De Fleia, a dokładnie jego zwrotka w numerze Wyłącz mikrofon ze składanki SP - pisał Filip Kalinowski, gdy umieszczaliśmy 3H w trzeciej dziesiątce zestawienia 50 najważniejszych płyt w historii polskiego rapu. Z naszych ustaleń wynika jednak, że nikt nie dysponuje materiału źródłowego w jakości umożliwiającej poważniejsze ruchy.

4
Borixon – „Hardkorowa Komercja – Nic naprawdę”

Jeszcze jedno wydawnictwo z krainy czarów RRX. A przy okazji jeden z najbardziej kontrowersyjnych tytułów w dziejach polskiego hip-hopu. - Nic naprawdę HaKi powstało przez dwa letnie miesiące, sierpień i wrzesień. Był zajebisty klimat. Borixon z Onarem nagrali mistrzowską płytę, a w momencie, gdy już była gotowa, ten drugi poprosił o usunięcie swoich zwrotek. Bał się odbioru materiału przez środowisko uliczne - można przeczytać w Za drinem drin, za kreską kreska. Zapanowała panika, ponieważ rzeczywiście nikt nie był wówczas gotowy na bombastyczne fantasmagorie z melanżowego inferno, o czym świadczyło powszechne grillowanie Platynowego sombrero. Dopiero czas pokazał, jak wizjonerskie było to podejście do oswajania amerykańskiego Południa na polskim gruncie. W 2023 roku miną dwie dekady od tamtych wydarzeń, więc wypadałoby zrobić coś z tym, że po wpisaniu Nic naprawdę na Spotify wyświetla się Grzegorz Turnau.

5
Tworzywo sztuczne – „Wielki ciężki słoń” / Fisz Emade – „Heavi Metal”

Te dokonania braci Waglewskich z połowy pierwszej dekady lat dwutysięcznych to nie jest czołówka rapowego Topu Wszech Czasów, ale w żadnym wypadku nie powinny popaść w zapomnienie. Z jednej strony - jazzowo-poetycki eksperyment, który okazał się sprzedażowym flopem. Z drugiej - reminiscencje czasów ZX Spectrum i heavy metalu, udźwiękowione przez Emade w jego peaku. I tu dla odmiany są dobre wiadomości. - Tematowi towarzyszą kwestie organizacyjne. Fajnie byłoby zrobić z tymi tytułami coś większego, więc zapewne najlepsze przed nami - dostaliśmy odpowiedź z Asfaltu.

Tekst został zainspirowany dyskusją na Twitterze u Piotra Grabskiego

Podziel się lub zapisz
Senior editor w newonce.net. Jest związany z redakcją od 2015 roku i będzie stał na jej straży bezapelacyjnie do samego końca; swojego lub jej. Co czwartek o 18:00 prowadzi także razem z Tomaszem Smokowskim audycję Dragon Fall na antenie newonce.radio. Ma na koncie publikacje m.in. w Machinie, Dzienniku, K Magu, Exklusivie i na Onecie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.