Nie chcielibyście zajść za skórę tej legendzie grime’u – znajdzie na was haka, wyzwie w mediach społecznościowych i da bana na wjazd do UK.
40-letni londyńczyk nie zostawia jeńców. Na początku roku znów wplątał się w głośny i trwający od 2003 beef z drugim czołowym zawodnikiem brytyjskiej sceny – Skeptą. Panowie wymienili się zaczepnymi kawałkami i sprawa ucichła. Wiley nie należy jednak do pacyfistów i postanawia zajść za skórę kolejnym muzykom.
Jeśli obserwujecie rapera na Twitterze, to wiecie, że raczej się nie patyczkuje. Jego wczorajszy rant jednoznacznie to potwierdza – rzucił się nie tylko na Drake’a i jego label, ale przy okazji na Eda Sheerana, który z całą sprawą nie ma nic wspólnego. O co poszło?
Wiley nagrał numer z reprezentantem OVO – Popcaanem, oprócz którego swoją zwrotkę miała dodać także Nicki Minaj. Nicki ogłosiła muzyczną emeryturę, a wytwórnia Drake’a nie pozwoliła na wypuszczenie numeru z jej reprezentantem, bo, jak twierdzi Wiley, Popcaan nie wywiązał się z umowy – powinien najpierw nagrać kawałki na własną płytę. OVO zachowało się zatem jak obrażone dziecko w podstawówce – skoro oni nie mają, to inni też nie mogą. Ten fakt niesamowicie zdenerwował Brytyjczyka i postanowił dać upust swoim emocjom na Twitterze.
Drake suck ya mum don’t come back to England – głosił jeden z wpisów. Drake z bana raczej nic sobie nie zrobi, ale próbować można. W dalszej części rantu Wiley ostrzegł potencjalnych żołnierzy wytwórni OVO, że firma najprawdopodobniej zrobi z nich maszynki do robienia hype’u dla Drake’a, którego z kolei nazwał mianem culture vulture. Ni stąd, ni z owąd tym samym tytułem okrzyknął także… Bogu ducha winnego Eda Sheerana: The 2 worse culture vultures on this planet.
Czy Drake odpowie na zarzuty? Czas pokaże, choć prawdopodobieństwo rośnie, mając z tyłu głowy sytuację sprzed kilku miesięcy, kiedy Wiley postanowił po raz pierwszy nazwać twórcę Scorpiona kulturowym sępem. Stało się tak w związku z gigantycznym zainteresowaniem koncertami Drake’a w Wielkiej Brytanii – wszystkie się wyprzedały. Moglibyśmy napisać to sami, ale wyręczymy się wersem Bedoesa z Białego i młodego: Ludzie zazdroszczą gdy widzą pieniądze.
