Kilka słów o Sentino i najlepszym polskim rap albumie 2021 (RECENZJA)

Zobacz również:Musical sci-fi. Kulisy trasy „Psycho Relations” Quebonafide (ROZMOWY)
Sentino Czary Mary
fot. okładka "Czary Mary"

Na spokojnie, po kilkunastu odsłuchach, bez skrajnych emocji towarzyszących internetowym gównoburzom i bez niepotrzebnego nakręcania się w stosunku do którejś ze stron konfliktu.

Jak to mówią: first things first. Niesłusznie zarzucano nam pominięcie wątku muzycznego przy okazji dyskusji o Sentino. To prawda, nie napisaliśmy recenzji w dniu premiery, nie napisaliśmy kilka dni później, ale z tego raczej nie musimy się tłumaczyć, jest masa innych tematów do poruszenia. W tym roku przybliżyliśmy sylwetkę, zapowiadaliśmy płytę, powstał również tekst, w którym zebraliśmy większość przypałowych akcji związanych z Sebastianem Enrique Alvarezem i myślę, że na tym można zakończyć sensacyjny wątek towarzyszący newonce i Sentino.

No dobra, to teraz zgodnie z internetowym klasykiem - skupmy się na muzyce. Premiera pierwszego polskojęzycznego albumu Sentino od czasów Zabójstwa Lirycznego 3.0 była dla mnie dość wyczekiwanym wydarzeniem. Posłuchałem i postanowiłem umieścić na prywatnym IG story krótki wpis, w którym zawarłem istotę szumu wokół artysty. Przynajmniej tak mi się wydawało:

Umówmy się, polski mental muzyczny to jest niesamowita sprawa. Propsuje się Hanię Rani, Bedoesa, Taco, Kwiat Jabłoni, jakichś Zalewskich, Brodki i innych, powtarzalnych, nieciekawych i nudnych artystów/-ki piszących przeciętne numery. Jak się pojawia temat Sentino - który od lat dowozi wybitne refreny, żongluje językami, ma ucho do nieoczywistych melodii, a do tego jeszcze topowe skille wokalne, to dyskusje sprowadza się głównie do tego, że jest debilem, że prowokuje, że narobił sobie zbędnego ambarasu etc. Aha, dochodzi jeszcze beka z Tatuażyka.

Sentino albo nie słucha się wcale, albo nie rozumie, albo hejtuje dla zasady, bo typ się odkleił, wpadł w masę problemów i jest wylewny w social mediach. Czasami w mega zabawny, a czasami w mega żenujący sposób. Często tylko po to, aby zwrócić na siebie uwagę. No i spoko. Nie jest święty i często przekracza granice dobrego smaku, ale doceńmy wreszcie, że jest to artysta wyjątkowy i nikt w polskim rapie, w polskiej piosence tak, jak król Sentino. Prove me wrong.

I hurr, durr, nie trzeba było długo czekać na - pełne skrajnych emocji - odpowiedzi zwrotne. Sentino zszerował storiesa u siebie, a do mojej skrzynki z requestami wpadło kilkadziesiąt wiadomości. Zarówno od jego fanów, jak i zagorzałych przeciwników. Na całe szczęście dominowała ta pierwsza grupa, ale nie obeszło się bez obrzucania błotem i inwektyw skierowanych w moją stronę. Fair enough, kto sieje wiatr, ten zbiera burzę, ryzyko wpisane w zawód. Z jednej strony zarzucano, że mam chuja w uchu (cytat, hehe), ale z drugiej - co zdecydowanie wzbudza radość - większość zgadzała się z tezą, że król jest jeden. I tu nie chodzi o to, żeby zdyskredytować polską scenę, ale faktem jest, że w mediach rządzi pochwała przeciętności, co da się odnieść do przynajmniej kilku wydawnictw wyżej wymienionych artystów/-ek.

Do napisania recenzji po upływie prawie dwóch tygodni zachęciły mnie też pojawiające się wśród znajomych zachwyty. A to ktoś wrzucił utwór na walla, a to ktoś zachwalał na Instagramie, a to ktoś napisał do mnie, że nie znał wcześniej, nie słucha specjalnie rapu, ale mu się spodobało i będzie wracał. Udało się, melduję wykonanie zadania. Szerzenie dobrej nowiny o Czarach Marach to ostatnio mój ulubiony sposób spędzania czasu w internecie. Przynajmniej produktywny.

Zacznijmy od tego, że Czary Mary to album bez słabych momentów, bez zbędnych wypełniaczy i marnowania drogocennego czasu słuchacza. Idealna długość trwania, niewiele ponad 30 minut top notch rapu w języku polskim. Gdyby rap scena wzięła przykład z Alvareza, dokonywała większych cięć i z większą rozwagą dobierała numery na tracklistę, być może poziom niektórych płyt znacznie by wzrósł. Ale kondensacja treści to nie jedyny atut nowego albumu Sentino. Stałych słuchaczy raczej nie zaskoczą elementy charakterystyczne dla jego twórczości. Przebojowość, którą można obdzielić kilka wydawnictw, wyczucie do melodii i znakomite, śpiewane refreny.

Czary Mary są wypełnione tego rodzaju kontentem po brzegi, co słychać od otwierającego numeru Bańka. Jednak wybitne rzeczy zaczynają się w środkowej części materiału. Tytułowy utwór to - póki co - najciekawszy rapowy track AD 2021, jaki dane było mi usłyszeć. Fenomenalny bit, wpadające w ucho sample i popis Alvareza, który notuje absolutnie topowe momenty - zarówno liryczne, jak i wokalne. Mnogość sposobów, w jakich Sentino operuje swoim głosem - i jak szerokim wachlarzem umiejętności dysponuje - po prostu musi wzbudzać podziw.

Niewiele ustępują mu Sicario, Sauvage, Uff czy Dwusetki. W kwestii bitowej lwią część roboty robią gęste, soczyste i głębokie basy. Pojawiają się patenty charakterystyczne dla trapu, jest też nienachalny, przebojowy drill. Pełno tu sugestywnego, gangsterskiego wajbu i storytellingu. Drugi tegoroczny album niemiecko-polskiego rapera o chilijskich korzeniach to same killery. Rewelacyjna piosenka Raj, w której delikatny autotune świetnie podkreśla popową przebojowość, a melancholijnego bitu nie powstydziliby się Polo G czy Lil Tjay. Podobnie sprawa wygląda w dopracowanych do perfekcji Cień i ja oraz Skreślony. Ostatnie dwie kompozycje to lekkie spuszczenie z tonu, co nie oznacza, że są słabe. Trochę odstają od pozostałej części kapitalnego materiału, jakim jest album Czary Mary. Słowa uznania należą się ekipie producenckiej z Getmony na czele: Yung Swisher, Dionmadeit, Johnny Good i Wings odwalili kawał roboty.

Sentino rozlicza się z przeszłością, nie stroni od tematów związanych z uzależnieniem i zgubnym działaniem alkoholu używek, jest dużo maskulinistycznej braggi. Czyli klasycznie. W tej formie sprawdza się nadzwyczaj autentycznie, a momentami prezentuje znacznie ciekawiej niż ostatnie dokonania Oskara z PRO8L3MU. Nie powinno to nikogo zaskakiwać, bo Sentino słynie z niekonwencjonalnych linijek, które doskonale nadają się na fanpejdż Polskie teksty bez kontekstu.

Zresztą pojawił się tam wybitny wers z Cień i ja: Nie chciałem być nigdy taki jak oni/Od walenia konia mieć skurcze w dłoni. Co jeszcze? Samokrytyczny Wiedzą, że Sebek to wariat/Wypiję to będzie awaria z tytułowego tracka. Sento jebie milionem czy Ja chcę na giełdzie zarobić jak oligarcha/Siedzieć w Porsche Targa/Dłubiąc w nosie na czerwonych światłach z Dwusetek. Wykalkulowane zabójstwo liryczne.

Ale żeby nie było, że nie ma minusów. Mówią: Sento masz tu złą opinię/Przyznam, może być że odrobinę. Niestety, ale Czary Mary nieco zawodzą pod względem czystości brzmienia i masteringu, a na płycie brakuje reggaetonowego/dancehallowego numeru w klimacie ulubionego Algeciras. Nie da się jednak mieć wszystkiego. Do Sentino można się przyczepić, bo jego teksty często są pełne mizoginistycznych wątków, bo jest brandzlowanie się hajsem i wznoszenie peanów do luksusowego stylu życia, otaczanie się ekskluzywnymi markami. Oczywiście, zakrawa to o groteskę, ale wnoszę też o odrobinę dystansu i luzu. O ile pierwszy wątek może wzbudzać niesmak i zniechęcać, tak w przypadku drugiego trzeba to krótko wytłumaczyć kontekstem i specyfiką gatunku. Można się rozejść, sprawa rozwiązana. ¯\_(ツ)_/¯

Gorejący dyskurs o Sentino trwa nadal i zapewne prędko się nie skończy. Internet nie daje wytchnienia i można w ciemno obstawiać, że przepychanki pomiędzy Step Records a Sebastianem Alvarezem szybko nie znikną z nagłówków. Tym bardziej, że Czary Mary to nie ostatni album w tym roku. Oprócz wydanego w marcu niemieckojęzycznego Smile, Sentino planuje wypuścić jeszcze dwie płyty: King Sento oraz Fenix. Pierwszą w czerwcu, drugą w połowie lipca. Czy ktoś tu jeszcze ma wątpliwości, komu należy się tytuł najpłodniejszego i najciekawszego polskiego rapera AD 2021?

Aha, jestem więcej niż pewien, że tak pozytywną, dość wyczerpującą recenzją nie przetłumaczę hejterom, że w muzyce Sentino są wartości, których na próżno szukać u sporej części polskich artystów. Inna sprawa, że większość z nich prawdopodobnie nie przeczyta nawet artykułu, ale debilnego komentarza pod postem nie zapomni zostawić. A dla kogo Sento Skreślony, ten pije Kroplę Beskidu.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Dziennikarz i deputy content director newonce. Prowadzi autorskie audycje „Vibe Check” i „Na czilu” w newonce.radio. W przeszłości był hostem audycji „Status”, „Daj Wariata” czy „Strzałką chodzisz, spacją skaczesz”. Jest współautorem projektu kolekcje. Najbardziej jara go to, co odkrywcze i świeże – czy w muzyce, czy w popkulturze, czy w gamingu.