Od zupy z kurzych łapek po gnocchi. Podróż kulinarna po polskim rapie

Zobacz również:Podano do stołu! We wrześniu na newonce będziemy mówić i pisać o szamie
pezet sokół.jpg
fot. IG @pezetofficial

Polski rap zaczynał od pustych garnków, ale w końcu na pełnej wjechał w strefę gastro. Dziś przechwałki kulinarne to flex równie efektowny jak jeżdżenie po dzielnicy cadillakiem. Prześledźmy, jak do tego doszło.

W ostatnim czasie łamy newonce.net goszczą różne teksty o zaskakujących formach ewolucji polskiego rapu. Sam miałem okazję przygotować artykuł o rozwoju lokalnego brzmienia w kierunku latino. W międzyczasie pojawił się też tekst o rehabilitacji mainstreamowego popu na rodzimej scenie – autorstwa Marka Falla. Już zresztą w 2018 roku Filip Kalinowski zwracał uwagę, jak bardzo nadwiślański hip-hop zmienił się na przestrzeni ostatnich dwóch dekad. Ta metamorfoza najbardziej rzuca się – nomen omen – w oczy w kontekście wizerunku rapujących artystów. A przecież mocno przeistoczyło się też brzmienie – zarówno pod kątem bitów, jak i efektów nakładanych na wokale. Poza tym zmieniły się oczywiście sposoby frazowania i język. No i wreszcie – last but not least – zmieniła się także tematyka utworów. I choć przesunięcia na poziomie tego ostatniego aspektu sprawiły, że w mainstreamie do znudzenia wałkowana jest konwencja imprezowo-motywacyjna, jej pośrednim efektem są wycieczki liryczne w niespodziewane rejony. Tymi rejonami są m.in. okolice kuchni, jadalni, spiżarni czy po prostu sali restauracyjnej.

Podziel się lub zapisz
Pisze o memach, trendach internetowych i popkulturze. Współpracuje głównie z serwisami lajfstajlowymi oraz muzycznymi. Wydał książkę poetycką „Pamiętnik z powstania” (2013). Pracuje jako copywriter.
Komentarze 0