(Trudna) „Miłość, śmierć i roboty”. Recenzujemy trzeci sezon jednego z najlepszych seriali ever

Zobacz również:Adam Sandler, Kevin Garnett, The Weeknd i... świetne recenzje. Na ten netflixowy film czekamy jak źli
Love Death Robots
COURTESY OF NETFLIX

To dość mroczny sezon, chociaż wciąż priorytetem jest intrygująca historia, a nie polityka czy społeczny kontekst. Dobrze jest znaleźć punkt styczny z rzeczywistością, ale ostatecznie liczy się tylko to, czy opowieść wciąga. To Tim Miller (Deadpool) – siła sprawcza Love, Death & Robots – o nowej odsłonie serialu. Na papierze jest bardzo mocno. David Fincher po raz pierwszy reżyseruje jeden z epizodów, a wspiera go w tym scenarzysta Siedem – Andrew Kevin Walker; najlepszy jest dziełem laureata Oscara – Alberto Mielgo, inny – Jennifer Yuh (Kung Fu Panda). Czy to jednak roboty na wysokościach?

Antologia od Tima Millera i Davida Finchera – Animatriks dla następnej generacji – stanowiła zjawiskowe połączenie najwyższego kunsztu animacji od studiów z całego świata i short storytellingu. Sam reżyser Fight Clubu czy Zodiaka wspominał w jednym z wywiadów, że pisanie opowiadań jest formą sztuki, której nie należy postrzegać w kategoriach powieściopisarstwa z ADHD; że artyzm szybkiego strzału wymaga czasu i poświęcenia – jak w scenie z Agnes Moorehead w filmie Obywatel Kane Orsona Wellsa.

Podziel się lub zapisz
Senior editor w newonce.net. Jest związany z redakcją od 2015 roku i będzie stał na jej straży do samego końca – swojego lub jej. Na antenie newonce.radio prowadzi audycję „The Fall”. Ma na koncie publikacje w m.in. „Machinie”, „Dzienniku”, „K Magu”,„Exklusivie” i na Onecie.