Wszystko gra. Wyczekiwany „club2020” to esencja współczesnego rapu

Zobacz również:Musical sci-fi. Kulisy trasy „Psycho Relations” Quebonafide (ROZMOWY)
club2020 Taco Hemingway Hałastra OKI Young Igi Otsochodzi Young Leosia Margaret Dziarma atutowy
fot. Przemek Mazur

Gdyby w Gdańsku pojawił się znany z Bojacka Horsemana Mr. Peanutbutter, bankowo rzuciłby hasłem what is this, a crossover episode? Zwyczajnie nie da się inaczej określić jednego z kluczowych wydarzeń w polskim rapie 2023 roku.

Wyobraźmy sobie POV scenkę: widzisz tracklistę tego albumu. Za dużo grzybów w barszczu? Mielon z Leosią na jednym tracku – nie siądzie? Zwariowany misz-masz, który nie ma prawa się udać? Gruba przesada jak gwiazdorski skład Paris Saint Germain? Te pytania – a w zasadzie obawy i wątpliwości – nasuwały się mimowolnie. Nie ma sensu trzymać dłużej w niepewności: trójmiejska inicjatywa ekipy 2020 przeszła najśmielsze oczekiwania.

Imprezowe bestie

Melanżowy mood dało się odczuć, oglądając vlogi; dało się teź odczuć, uczestnicząc w wydarzeniu początek. Czuć go też w większości utworów, które składają się na totalnie zróżnicowaną i zaskakująco spójną całość. I chociaż skoszarowana banda uskuteczniała tryb melanż, to nie można jej odmówić pracowitości. Cytując klasyka: na tym polega odpowiedzialność. W efekcie uwolnione zostały ogromne pokłady artystycznej kreatywności. Hot hity smażymy hurtem – słowo stało się ciałem.

Bo jeśli zakładaliście, że najlepsze kąski poszły na singlowy front – nic bardziej mylnego. Po przesłuchaniu całej płyty wciąż mam znanych faworytów w postaci Malibu Barbie, Deszczu czy No weź, ale poziom zaskoczenia związany z przebojowością i melodyjnością innych tracków serio wyjebał poza skalę. Weźmy takie Vertigo, czyli brother from another mother drake’owego One Dance z Kylą i Wizkidem na feacie. Afrobeatsowy fundament, upliftingowy klimat i niespodziewany kontrast z chłodną nawijką Kwiatka Haze’a. Objawia się tu mistrzyni refrenów na tym albumie, czyli Margaret, która obok Leosi dostarcza najwięcej przyjemności z melodyjnych, świetnie zaśpiewanych fragmentów.

O ile Vertigo to letniaczek sto pro, tak następny w kolejce Landlord jest nabuzowanym, kompletnie zwariowanym mokrym snem Ye i Mike’a Deana z okresu Yeezusa. Totalnie napalony track, w którym beat prosto w japę i rozbuchana konstrukcja powodują niemalże kokainowy rush. A to, jak Otsochodzi wpie*dala się z pierwszymi linijkami, zasługuje na pomnik. Z kolei refren, w którym doskonale uzupełniają się OKI i Igi, stanowi next level dźwiękowej wygrzewki. Ufff, intensywnie.

Mimo, że nie do końca wajbuję z Late Night Show i Ej, mała! to ciężko nie docenić tego wehikułu czasu. Jeśli tęsknicie za złotą erą MTV, Bustą Rhymesem i truskulem wymieszanym ze zmysłowym r’n’b – będziecie zadowoleni. Stali bywalcy warszawskiego Syreniego Śpiewu (RIP) poczują się jak u siebie. W Ej, mała na pełnej wjeżdża duchologia od G Unit. Błyszczą Otso i Taco, solidnie dowożą Igi i OKI. W Candy Flipie na boysbandowy, melanżowy hymn precyzyjnie odpowiadają Dziarma, Leosia i Margaret. Potężnie wjeżdża pierwsza z nich, uderzając momentami w tony bliskie Beyoncé z początków lat dwutysięcznych. Może i nie jest to oczywisty faworyt, ale kompozycyjnie wszystko się zgadza: chwytliwy refren, przyjemny hook, zwrotki nie zrobione od kalki. Pięknie przedstawia się tu szefowa Baila Ella, która leci króciutko z hejterami i wyjaśnia wszystkich, którzy dalej prują się o nic. Dobra, a teraz szybki vibe switch, bo…

Ballady i romanse

…chociaż atutowy i spółka dwoją się i troją, żeby utrzymać melanżowy klimat, często spokojniejsze momenty są najciekawszymi na club2020. W szczególności refleksyjny duet: Wszystko gra i Zadzwonię później. Doskonała wokalna korespondencja CatchUpa, Igiego i Leosi w refrenie. Realtalkowa zwrota pierwszego z nich to również rzecz wysokich lotów, a Młoda Leokadia serwuje kompletne cuteness overload. Nieco mroczniejszy sound posiada romantyczny lovesong Zadzwonię później. Oparty na jerseyowym bicie i podbity delikatnym aranżem. Leosia ponownie w topce – szczególnie dobrze fituje jej uroczy, uduchowiony wokal w stylówie hyperpopowej wytwórni PC Music. A linijka piszę lovesongi, nie robię kolegi rapera z miejsca ląduje w hip-hopowym słowniczku złotych myśli.

Totalnym highlightem jest też Gdzie jest moje co, które docelowo miało być… r’n’b pościelówą. Wyszedł z tego showcase wybitnej skillówy Hałastry, jeśli chodzi o niepodrabialną lirykę. Mordo kurwa, co ty palisz?/To nie Cali, tylko Kalisz/Topy tłuste tak jak Kalisz – jest to absolutnie doskonały zestaw. Wszystko wrzucone na głęboki, lekko odleciany smooth reggaeton. I doprawione równie solidnymi zwrotami Astka i Persa. Mniam.

Kwiatek Haze i Książe Mazowiecki wjebali się w ten projekt z pozycji czarnego konia, a na przestrzeni kilku numerów błyskawicznie odjechali reszcie peletonu.

Co jeszcze? Refleksyjno-breakowy Ciepło-zimno dobrze sprawdza się w roli melancholijnego dialogu na linii Dziarma-Igi. Produkcja Kushy i Suwala brzmi jak Danny L Harle w domu, co jest totalnie spoko zabiegiem. Miłośnicy lekkiego digicore’u wymieszanego z jerseyową stopą będą ukontentowani. Bo główne zalety tego materiału to właśnie idealnie wyważony miks przystępności z ambicją; przebojowości z nieszablonowym podejściem. Klasyczne win-win.

Kto wygrał, kto wypadł (blado)

Doskonale pasuje tu hasło żywcem wyjęte z Mateusza Grzesiaka, czy innego oświeconego, że wygraną jest już sam udział w tak potężnym przedsięwzięciu. Ciężko się nie zgodzić – trudno. Chociaż, jak się okazało, tego rodzaju praca zespołowa na maksa promuje wybitne jednostki. Nie wiem, czy na miejscu najbardziej zapracowaną osobą był atutowy, ale creditsy wskazują dokładnie taką tendencję. Kiedy ten chłop ma czas na sen? Wielokrotnie chwaliłem już naczelnego polskiego beatmakera: za otwartą głowę; za wyróżniającą umiejętność sklejenia każdego soundu; za dbałość o detale i szerokie inspiracje. Wyraźnie słychać to na clubie2020, gdzie atut odpowiada za zdecydowaną większość podkładów. Wykręcony Landlord, g-funkowe Late Night Show, rozczulające Wszystko gra, nabuzowany CYPHER2022. Pełna brzmieniowa paleta, zerowa skipowalność.

Kto jeszcze? Producenckie all-stars: SHDØW, Miroff, HVLL, PSR, Steez czy Odys potwierdzają, że mamy w tym temacie europejską czołówkę. W moim odczuciu na kolejny poziom wtajemniczenia weszli m.in. Young Leosia, CatchUp, Otsochodzi i Taco Hemingway. Zarówno pod względem wokalnej modulacji i elastyczności w doborze flow, jak i zabawy słowem czy follow-upami. Szczególne tour de force urządza tu Młody Jan, który po Tarcho Terrorze nadal leci życiówką.

Kilka osobnych zdań należy się też Hałastrze. Kwiatek Haze i Książe Mazowiecki wjebali się w ten projekt z pozycji czarnego konia, a na przestrzeni kilku numerów błyskawicznie odjechali reszcie peletonu. Wspominałem już o zupełnie unikatowym podejściu do storytellingu, który w topowych momentach przywodzi na myśl niepodrabialnego Kaza Bałagane czy Oskara z najlepszych czasów PRO8L3M-u. Zawodnicy z Kotliny wychodzą poza strefę komfortu (Vertigo); perfekcyjnie odnajdują się na futurystycznym bicie Steeza (Tak naprawdę); dostarczają liryczną czołówkę w klimaciarskim 100k Euro; żonglują efektami i słowem (A mówiłem ci; Gdzie jest moje co). Zupełnie szczerze: Hałastra wygrała to zgrupowanie. W koszykarskiej nomenklaturze otrzymaliby nagrodę Most Improved Players – jednogłośnym werdyktem. Droga z podziemia na salon tak jak Marek Hłasko. A jeszcze nie powiedzieli ostatniego słowa w 2k23.

club2020 ekipa leosia taco hemingway young igi atutowy steez
fot. materiały prasowe/2020.loading

Ale do brzegu. Club2020 to, obok Adwokata Diabła Malika Montany, najbardziej wyczekiwany materiał pierwszego kwartału tego roku. Stopniowo dozowane napięcie, sycąca ilość kontentu zapowiadającego całość, imponujący skład: w teorii i w praktyce. Co mogło się nie udać? Nie jest tajemnicą, że rzadko zdarza się utrzymać uwagę słuchacza na przestrzeni osiemnastu numerów. Wymagającym taskiem jest nie wpaść w dźwiękowe mielizny i nie postawić na sprawdzone, oklepane patenty. Nie osiąść na laurach, bo przecież większość tu zebranych niczego nikomu nie musi udowadniać. A właśnie tych sytuacji udało się uniknąć ekipie 2020. Imponująca różnorodność wajbów, brzmienia, flow, tekstowych rozkminek. Równie imponująca umiejętność sklejenia tego w mega spójny, satysfakcjonujący artystycznie i dostarczający masę rozrywki longplay. Zawsze elegancko, nie melina. I tego się trzymajmy.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Dziennikarz i deputy content director newonce. Prowadzi autorskie audycje „Vibe Check” i „Na czilu” w newonce.radio. W przeszłości był hostem audycji „Status”, „Daj Wariata” czy „Strzałką chodzisz, spacją skaczesz”. Jest współautorem projektu kolekcje. Najbardziej jara go to, co odkrywcze i świeże – czy w muzyce, czy w popkulturze, czy w gamingu.
Komentarze 0