TOP 10 najlepszych płyt producenckich w historii polskiego rapu

Zobacz również:Musical sci-fi. Kulisy trasy „Psycho Relations” Quebonafide (ROZMOWY)
albumy producenckie

Zapanował spory ruch w interesie, jeśli chodzi o autorskie materiały rodzimych producentów. Dość wspomnieć, że w ubiegłych latach ukazały się Feat. Magiery, Olimp Chrisa Carsona i DJ-a Soiny czy Ruleta od 1988. To chyba więc nie najgorszy moment, żeby porwać się na takie zestawienie.

Trójka naszych redaktorów była zaskakująco zgodna w tym, że na przestrzeni tych – powiedzmy – trzech dekad albumów producenckich ukazało się relatywnie niewiele. A jeszcze mniej ukazało się tych nieodje*ywalnych. Często w przypadku nawet najbardziej doniosłych wydawnictw wartość historyczna każe przymykać oko na mielizny tracklisty.

Ostatecznie jednak klasyków i modern klasyków było wystarczająco wiele, żeby finałowa dziesiątka stanowiła efekt zgniłego kompromisu. Jest na tyle mocna, że zaraz poza nią wylądowała chociażby Dobra częstotliwość Praktika.

W TOP 10 zabrakło także miejsca dla Kompilacji O$ki, Czarnego złota czy Raw Soulpete'a. Oraz Grubego ziarna Kuby O, czyli nigdy niezrealizowanego krążka, który odmieniłby oblicze tej sceny – rozważanego w kategoriach easter egga. Ale kontrowersje będą i tak. Dość powiedzieć, że wśród wybranych tytułów znalazła się płyta, która dopiero się ukaże.

Jeszcze gwoli wyjaśnienia: najlepsza to oczywiście skrót myślowy, w którym chodziło o mix jakości, cultural impactu i uchwycenia ducha czasu. Idea była przy tym taka, żeby pogodzić przeszłość z przeszłością.

10
Kubi Producent – „18+” (2019)

Płyta związana z wejściem w pełnoletność jednego z najbardziej rozchwytywanych polskich producentów, nie jest pewnie najrówniejsza, ale na pewno można mówić o niej jako podsumowaniu pewnego etapu w rodzimym hip-hopie. Znajdziemy tu śmietankę tych, którzy rozdają karty we współczesnym rapie, ale także kilka bardzo ciekawych wycieczek brzmieniowych. Emo rap z Whitem, ejtisowa ballada (Hajs), mocny drill z Borygo, Malikiem i Białasem czy futurystyczna wiksa z Coals miło przełamują trapowy bochen, krojony systematycznie przez cały czas trwania. Pomnika Kubi może nie zbudował, ale też jest zaje*iście. Paweł Klimczak

9
Red – „Al-Hub” (2002)

Już na debiutanckiej płycie producenckiej powszechnie zapomnianym krążku Red's Bobyahedz – Odyseya 1 autor najbardziej ikonicznego shout-outu w historii polskiego rapu miał intrygujące momenty (i nadal fascynujący, jungle’owy remiks krakowskich weteranów z THC Underground). Nawet najwięksi ultrasi Obozu TA i najwierniejsi widzowie MTV Squad nie spodziewali się jednak tego, że niespełna dwa lata później Ernest Ivanda wypuści płytę równie osobną, zaskakującą i chwytliwą jak Al-Hub. Żeby pierwszą linię ówczesnego trueschoolu z Eldoką, Ostrym i wchodzącym z buta do krajowej rapgry Mesem na czele wrzucić na beaty, brzmiące jak Master Musicans of Joujouka w remiksie Neptunesów, trzeba bowiem było w owym czasie… urodzić się poza Polską. Tylko wtedy człowiekowi mogło przyjść do głowy oprawienie materiału, gdzie Pezet rapuje wersy równie kompromitujące jak na Senioricie (Dusisz jak astma. To sushi rozpali nas dziś jak draska #pamiętamy) w szereg kontekstów zaczerpniętych z Koranu. I nagranie wspólnie z DizKretem bliskowschodniego raggamuffinu na efektach wokalnych rodem z kreskówki. Unikatowa sytuacja, że to wszystko mogło mieć rację bytu, jakikolwiek sens i wciąż całkiem nieźle się bronić. Filip Kalinowski

8
IGS – „Ekspedycje” (2000)

Wywodzący się ze Śląska Igor Sobczyk to obecnie jeden z najbardziej uznanych krajowych producentów analogowego sprzętu audio-kompresorów, equalizerów i efektów, które pracują w najbardziej renomowanych studiach nagraniowych całej Europy. Ale ponad dwie dekady temu IGS był najbardziej analogowo brzmiącym producentem na rodzimym rynku rapowym. W jego beatach pobrzmiewały nie tylko sample, ale również – rzadko wtedy słyszalne – gitary, basy czy kontrabasy. Na rzeczonych – głębokich i organicznych, acz nie do końca klasycznych, wybujanych beatach rapowali na przełomie mileniów jedni z najzdolniejszych raperów na polskiej scenie tego czasu – Fokus, Jajonasz i debiutujący na tym krążku HST. Do tego Joka dał tu jedną ze swoich najlepszych wyluzowanych zwrotek (23, dzień jak Kukuczka zleciał…), w której to dyscyplinie starszy z braci Martenów zawsze sprawdzał się najlepiej, a Pih pozostawił po sobie jeden z najbardziej pamiętnych fragmentów skitów: Hawajskie koszule, w dłoni dwie chińskie kuleFilip Kalinowski

7
Quiz – „Materiał Producencki” (2009)

Najmądrzejsze, co dało się o tym wydawnictwie powiedzieć, padło z ust Muflona w jednym z dwóch skitów, które się tutaj znalazły. Spójrz na tracklistę tej płyty, ona prawdę ci powie / To jak „Kodex” w wersji undergroundowej. Na trackliście znalazły się więc ikoniczne postaci dla ówczesnego drugiego obiegu (m.in. Ras, Brudne Serca, VNM i W.E.N.A.), które symbolicznie zamknęły u Quiza pierwszą dekadę lat dwutysięcznych na polskiej scenie. I postawiły kropkę nad i, jeśli chodzi o losy tamtego podziemia, które obrosło niezliczoną liczbą legend, ale równocześnie pozostawiło po sobie pewne niespełnienie. Może nie jest to najrówniejszy album wszech czasów, ale – biorąc pod uwagę uchwycenie zeitgeistu i previralowych motywów (Tradycja narodowa jak pieprzony karp i kutia; Ej, Laik – jak „Glidera” rozkminiać?) – kult Materiału Producenckiego jest jak najbardziej zrozumiały. To jest coś takiego, co w Stanach dawno trafiłoby do zbiorów Biblioteki Kongresu. Marek Fall

6
Da Vosk Docta – „Opal Black” (2021)

Wrocław jest brudny. Czekamy na potop. Ostro. Tak jest nad Odrą… Da Vosk Docta całymi latami zbierał się do nagrania tego materiału, pokonując w tym czasie drogę od Jazzu w wolnych chwilach do Czeluści; stojąc – jak sam wspominał w rozmowie z Pawłem Klimczakiem – na pierwszej linii klubowo-produkcyjnej rewolucji, która miała miejsce na naszym wave’owym podwórku. Kamil dysponuje szerokim wachlarzem umiejętności ze szczególnym uwzględnieniem trapów, cloudów i basów, utrzymanych w ciemnej palecie barw. Opal Black jest jego wypieszczoną wizytówką, jak również świadectwem skrupulatnej metody twórczej, o której opowiadał w rozmowie z Pawłem: Najlepiej pracuje mi się w ten sposób, że tworzę parędziesiąt szkiców do wyboru dla wokalistów. Gdy dostanę acapellę, zaczynam aranż oraz właściwą produkcję. Czasem kompletnie zmieniam beat, zostając jedynie w oryginalnym kluczu, a czasami po prostu robię kilka poprawek, by podkład był pełen i brzmiał profesjonalnie. W ten sposób DVD dowiózł emocjonalną dystopię Jetlagzów, poruszającą życiówkę ze Zdechłym Osą i Młodym Dzbanem czy strzały na pustą bramkę Bonsona i Kukona; oraz – wracając do Till Coffin 2 – najlepszy dowód na to, że wspólny album wrocławskiej trójki to rzecz z niebywałym potencjałem. Marek Fall

5
Emade – „Album producencki” (2003)

Kiedy najbardziej uzdolniony z Waglewskich zrzucił swój Album producencki, polski hip-hop, choć już oswojony, był na początku swojej drogi. Z rzadka zapuszczał się poza ustabilizowane brzmienia; do elektroniki podchodził ostrożnie. Emade na tej płycie otwiera się na zadymione eksperymenty, rozmarzone tekstury i brzmienie, które nie doczekało się kontynuacji. Jasne, słychać tu samplowano-jazzowego ducha Ninja Tune, ale nie brakuje naprawdę unikalnych prób. To na Albumie producenckim znajdziemy Niebo – jeden z lepszych numerów Ostrego czy awangardowy dub Tylko Tobie z Fiszem w roli głównej. Świetna, spójna propozycja. Paweł Klimczak

4
Waco – „Świeży materiał” (2001)

Legendarny posiadacz pierwszej MPC-tki w kraju, entuzjasta francuskiej sceny i autor klasycznego beatu do Nie pisz czarnych scenariuszy rok po premierze Masz i pomyśl, wydał swój autorski materiał jako tytuł, który otwierał katalog Prosto. I to był punkt zwrotny na osi czasu naszej sceny, gdy produkcja – wcześniej zdominowana przez Volta – wkroczyła w kolejną fazę rozwoju, charakteryzującą się większym wyczuciem i namaszczeniem, jeśli chodzi o warstwę dramaturgiczną i aranżacyjną kawałków. Wkład Waca jest na tym poziomie nie do przecenienia, a o sile jego Świeżego materiału niech świadczy to, że przy końcu akcję sabotażową przeprowadzają CNE i WSZ (Ukryte zwierzę), a jednak wciąż mowa o jednym z najważniejszych wydawnictw w historii polskiego hip-hopu. Bo też wielkie rzeczy robią tu Wilku (Czas dokonać wyboru) czy Sokół z brawurowym finałem Tak to wygląda: Ja wolałem jak Jędker – z dyktafonem na ławeczce kleić teksty pierwsze / Co nie znaczy, że do końca życia tam jest moje miejsce. No i sam Waco. Pozostaje tylko żałować, że jego drugi zapowiadany album nigdy nie ujrzał światła dziennego. Marek Fall

3
1988 – „Ruleta” (2022)

Ladies and gentlemen you are about to witness the quality of 88… Przemek jest gościem, który ma w sercu i środkowowschodnie blokowiska, i Wu-Tang Clan; i złowróżbne duby, i brytyjskie basy. Stojąc sobie, że tak powiem, w przejściu, dawał temu wyraz najpierw jako Etamski, a następnie pod szyldem 1988, produkując Syny czy solowe nagrania. Najbardziej epickie i kompletne wydawnictwo, stanowiące ukoronowanie dotychczasowej drogi, przygotował jednak właśnie teraz – ponad rok po tym, jak synoski sen dobiegł końca. Na Rulecie zbiera ponad trzydziestu artystów – od a jak asthma do z jak Zdechły Osa; brawurowo zestawia osobowości (Żyto – Hałastra, Berson – Wilku!); pokazuje fantastyczne umiejętności w zakresie eksploracji undergroundu i dekonstrukcji popu; wreszcie – dostarcza światowy zestaw beatów; potężnych, zniuansowanych, dudniących w dołach; z – jak sam deklaruje – hip-hopem jako punktem wyjścia, ale w zgodzie z basową tradycją. Klasyk najczęściej potrzebuje patyny czasu – wierzcie nam jednak na słowo, że żadne superlatywy w przypadku Rulety nie są przesadzone. Marek Fall

2
White House – „Kodex” (2002)

Po erze DJ-a 600V (o nim za chwilę, co pewnie nikogo nie zdziwi) nadszedł czas (poza Wacem) Magiery i L.A., którzy dwadzieścia lat temu stworzyli niejako wzorzec z Sevres dla rodzimych producentów, składających swoje autorskie materiały. Pierwszy Kodex to w tamtym czasie była superświeża rzecz, a tak się jeszcze szczęśliwie złożyło, że oprawy muzycznej White House’ów nie popsuli zaproszeni raperzy. Bo swój klasyk dowiózł Ostry (Na raz), świetny był młody Mes (Oczy otwarte), Łona pokazał się z trochę innej strony niż na debiucie (Piękny dzień by zadzwonić), udało się uchwycić Tedego w peaku (Ile można?). Gdybyśmy nie założyli zasady jeden producent – jeden album, pewnie trzeba by rozważyć dorzucenie tu Procesu za highlighty. Ale to oczywistość pytanie, czy czasem FEAT. Magiery również nie zasługiwałby ostatecznie na wysokie miejsce? Marek Fall

1
DJ 600V – „Produkcja Hip-Hop” (1998)

W tych pierwszych, pionierskich latach polskiego rapu, jego historię pisały w ogromnej mierze składanki. „SP”, „Smak B.E.A.T. Records”, „Hip-Hopla”, „Wspólna scena”, „Znasz zasady”, „Enigma prezentuje: 0-22-Underground” – na każdą z tych kompilacji rodzime osiedla czekały jak pokitrane po klatkach łebki na nadejście wiosny. Żadna z nich nie była jednak dla krajowej sceny równie ważna, jak debiutancki materiał DJ’a 600V. Podzielona na dwie części – stronę „Jasną” i „Ciemną” – pierwsza płyta producencka człowieka, którego zasługi dla promocji kultury hiphopowej nad Wisłą są nie do przecenienia, stanowiła swoistą prezentację siły rodzimego środowiska rapowego, które nagle okazało się niesamowicie liczne, różnorodne i – niekiedy – bardzo utalentowane – pisał Filip Kalinowski, gdy umieszczaliśmy Produkcję Hip-Hop na piątym miejscu zestawienia 50 najważniejszych płyt w historii polskiego rapu. Jeżeli od początku lat 90. brukujesz drogę dla kolejnych pokoleń i w międzyczasie wydajesz superinfluential krążek, gdzie masz Ja się wcale nie chwalę Kalibra, Letnią miłość Warszafskiego Deszczu i Dźwięki stereo Stereofonii – zestawienie rodzimych albumów producenckich wygrywasz u nas przez aklamację. Jeżeli ktoś liczył na niespodziewane rozstrzygnięcie, może być rozczarowany tym safe choicem, ale nie mogło i nie chciało być inaczej. Marek Fall

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Komentarze 0