2020 rokiem Kukona. Jak to się stało?

Zobacz również:Kukon zapowiada trzecie wydawnictwo na ten rok! Będzie to kontynuacja klasycznego mixtape'u
kukon1.jpg
fot. Monika Drężek

Z podziemia do mainstreamu w kilkanaście miesięcy, czyli jak młodzian z lubelszczyzny wbił na scenę hip-hopową z wielkim hukiem.

Droga Kukona, młodego rapera z Biłgoraja jest dość fascynująca. Próbował swoich sił w podziemiu, niezobowiązująco, aż wypuścił numer „Kocham cię”, świadomie czy nie, dokładając cegiełkę do polskiego emo rapu. Numer stał się hitem, a Kukon ciosał dalej, bynajmniej już nie w emo stylówie. Kolejnym przełomem był Ogrody Mixtape, wydany w zeszłym roku. Tu usłyszeliśmy bardziej tradycyjne bity, a wydawnictwo stało się biletem rapera do mainstreamu. W 2020 kukonowa fala uniosła się jeszcze wyżej, dzięki płycie z Magierą (Afera), o której na naszych łamach Krzysiek Nowak pisał, że jest to jeden z najciemniejszych i najbardziej wciągających albumów tego roku. Jesienią Kukon uderzył ponownie, tym razem wydanym z Ka-Mealem Kraków, marzec 2020. A na grudzień zapowiedział trzeci krążek w tym roku, kontynuację Ogrodów. Po drodze zdarzyła mu się także świetnie przyjęta gościnna zwrotka na Romantic Psycho Quebo. Szybki rzut oka na tę wyliczankę wystarczy, by uświadomić sobie, jak wiele Kukon osiągnął w relatywnie krótkim czasie. Trudno też mówić o pustym hypie, który wypali się w trymiga - ewidentnie raper rezonuje wśród polskiej publiczności i zostanie na scenie na dłużej.

Uważam, że osoby, które szukają jakichkolwiek informacji na mój temat, powinny czerpać je z mojej muzyki - mówi Kukon w jednym z wywiadów. I to podejście jest kluczowe dla zrozumienia popularności rapera. Owszem, żyjemy w czasach, kiedy raperzy zupełnie otwarcie mówią o swoich emocjach, ale Kukon otwiera się szczególnie szeroko. Z tymże nie są to emocje utracjusza czy gwiazdy rocka (bo i takich zawodników znamy i lubimy), ale zwykłego chłopaka, który w prostych słowach wyraża uczucia. Być może gdzieniegdzie te słowa są zbyt proste, a w teksty wkrada się banał, ale szczerość nadrabia brak intelektualnych uniesień. To chyba najważniejszy powód astronomicznego lotu przez scenę - niektórzy nawet przyczepili mu łatkę idola złamanych serc nastolatków. Takie określenia deprecjonują jego publiczność i same nastoletnia serca, a przecież każdy przeżywał wszystko sto razy mocniej, kiedy kwalifikował się do określenia młodzież. Pod tym względem warto wyróżnić Kraków, marzec 2020. Atmosferyczne, melancholijne beaty Ka-Meala świetnie pasują do narracji Kukona o związkach i uczuciach. Słuchamy tu i o przelotnych i powierzchownych znajomościach, i głębszych relacjach. Znalazło się też kilka refleksji o klasowym wymiarze pewnych romansów, jak w „dziewczynie z biblioteki”. Kukon jest w tym wszystkim rozbrajająco szczery i prostolinijny, co z pewnością nabija mu punktów u publiczności. Niestety, czasami ta prostota ociera się o pretensjonalność, a metafory uderzają o ścianę truizmów zbyt często, zdarza się także casualowy seksizm. Ale hej, kim jesteśmy, żeby komuś bronić wyrażania swoich uczuć w sposób jaki odpowiada mu najbardziej. Ewidentnie Kukon znalazł swoją publiczność, która te zabiegi kupuje w całości.

Raper zdecydowanie lepiej sprawdza się, kiedy może poeksperymentować. Wracając do jego wczesnego katalogu nietrudno trafić na dzikie kawałki i niespodziewane wolty stylistyczne. Kukon nie jest najbardziej charyzmatyczną jednostką w historii rapu, a jego głos bywa monotonny, ale na pewno lubi próbować różnych rzeczy. Czy będzie to emo rap, czy przydymiony, kodeinowy trap, czy pełen truskul, raper nie ogranicza się do jednego stylu. To jeden z powodów, przez które tak bardzo chwaliliśmy Aferę - eklektyczna produkcja Magiery, garściami czerpiąca z muzyki elektronicznej, mocno służyła Kukonowi. Nie mówiąc o tym, że bardziej preferujemy mroczny storytelling z tego wydawnictwa od bardziej uczuciowych wynurzeń z Kraków, marzec 2020. Po prostu mniej tu truistycznych pułapek, więcej solidnych tekstów. Zresztą brzmienie wokalu po magicznym dotyku Magiery także sprzyja Kukonowi - jego głos działa najlepiej, kiedy nie wychodzi przed miks, a funkcjonuje w symbiozie z podkładem. To jednak jeden z tych raperów, którzy do pełnego rozłożenia skrzydeł potrzebują profesjonalnej otoczki, z całym szacunkiem i sympatią do bardziej podziemnych praktyk. Szkoda, że Afera to tak krótkie wydawnictwo - panowie mają w sobie potencjał na naprawdę mocny album.

Kukon podbił serca publiki żelazną konsekwencją, zarówno pod względem pracowitości, jak i wierności sobie. Pozostaje zdystansowany do kultu osobowości, nierozerwalnie związanego z tym fachem i eksplozją popularności, jaka go spotkała. Nie rozmienia talentu na drobne, nagrywając dziesiątki featuringów. Mimo ogromu propozycji, który tylko rósł wraz z jego popularnością, korzysta tylko z niektórych, bo, jak sam mówi, kieruje się przede wszystkim przyjemnością czerpaną z nagrywania, nie stanem konta bankowego. Stawia się w opozycji do raperów, którzy lubią blichtr i eksces, co też zyskuje mu przychylność części publiki. Jego talent jest wciąż nieokrzesany pod względem technicznym, co boleśnie obnaża porównanie Afery - krążka nagranego z produkcyjną legendą, która wie, jak przysłaniać wokalne niedoskonałości - z Kraków, marzec 2020, na którym gdzieniegdzie wyskakują głosowe koszmarki. Ale ewidentnie chłopak ma coś specjalnego w ręku i jak na artystę wciąż z młodego pokolenia długą drogę, by wygładzić warsztatowe niedoróbki. Jest szansa, że z czasem znikną i truizmy, które kładą czasem niezłe liryczne pomysły. Tak czy owak, będziemy śledzić dalszą drogę Kukona, bo trudno o większy fenomen w polskim rapie w ostatnich kilku latach.

Podziel się lub zapisz
Paweł Klimczak