Otwórz głowę, japę sklej, czyli o ulicznym rapie drugiej dekady XXI wieku

Zobacz również:To będzie dobra jesień dla polskiego rapu. Wybraliśmy najważniejsze premiery najbliższych miesięcy
Włodi 1988
fot. Dawid Misiorny

Wiesz, co się liczy! Szacunek ludzi ulicy! Dla was rap ćwiczyć; to dla całej miejskiej dziczy! – blisko półtorej dekady temu nawijał Peja, rozwijając akronim SLU, a jednocześnie wykładając, o co tak naprawdę chodzi w całym tym osiedlowym, hardcorowym nurcie zwanym na Zachodzie gangsta bądź thug rapem, a u nas po prostu rapem ulicznym. Kilkanaście lat później estymę półświatka zdobywać można już jednak zupełnie inaczej niż wtedy.

Podobnie jak cała kultura hiphopowa, rap wywodzi się z ulic. O ile więc każdy MC posługujący się rytmizowanym słowem jest kontynuatorem tradycji wywiedzionych z nowojorskich projektów – tamtejszych podwórek, winkli i klatek schodowych – o tyle najbliższy kontakt z osiedlem miała zawsze scena zwana w Polsce uliczną. To właśnie ona w drugiej połowie lat 90. dała rodzimym socjologom, dziennikarzom i badaczom opinii publicznej niedostępny gdzie indziej wgląd w to, czym żyją, o czym myślą i za czym opowiadają się rodzime ulice. Ulice, które w moim niedawnym wywiadzie z Włodim dla magazynu Aktivist ten zasłużony w bojach pionier stylu zdefiniował jako... zwyczajnych ludzi, którzy zajmują się swoimi zwyczajnymi, codziennymi sprawami.

I choć wspomniani analitycy rzeczywistości z danej im wówczas możliwości zupełnie nie skorzystali – a wręcz potraktowali ją z buta, gardząc jej estetyką i bojąc się jej reprezentantów – to wczesne płyty Slums Attack, Molesty czy Zip Składu wciąż pozostają jednymi z najważniejszych popkulturowych komentarzy do potransformacyjnej rzeczywistości Rzeczpospolitej schyłku zeszłego wieku. Mimo iż zawarte na tych krążkach treści były często dużo bardziej radykalne niż poglądy ogółu, a powiązania tych składów z półświatkiem nie pozwalały im zostać głosem ludu, to rzeczona muzyka marginesu pełniła wówczas funkcję, jaką dla rapu widział zawsze Chuck D. Bo jeśli Public Enemy było czarnym CNN-em, to rodzima scena uliczna była i jest TVB – Telewizją Bloków.

Zobacz, co się dzieje na podwórku

Chuligański raport z osiedla w najlepszym wykonaniu – nawijał Włodi na Skandalu, tworząc podwaliny stołecznej – a także, patrząc z perspektywy czasu, krajowej – sceny ulicznej. Określenie chuligański rap pasowało do rodzimej reprezentacji tego nurtu nieporównywalnie lepiej niż anglojęzyczny termin gangsta rap. Bo choć istniały wówczas lokalne kalki zaoceanicznych wzorców możliwe do znalezienia na kasetach takich składów jak Brooklyn, The Killers Posse czy... Gangsta Raperzy, to rodzime oddźwięki popularności N.W.A. czy Cypress Hill były zazwyczaj równie śmieszne jak utwór dwunastoletnich dzieci SP Records, czyli Gangstery Tomatoes z kompilacji Hip-Hopla.

Wychowujące się w dzikich, potransformacyjnych czasach pierwsze pokolenie polskiego podwórkowego rapu było bowiem zwykle – mniej lub bardziej – powiązane z półświatkiem. Jednak w niczym nie przypominał on hollywoodzkich obrazów wielotonowych transakcji narkotykowych i westernowych strzelanin, które zaczęły się wówczas pojawiać w amerykańskich rapowych klipach. Ktoś tam kradł, ktoś dilował, a ktoś dziesionował małolatów na mieście. Właściwie każdy się bił i każdy też znał z bloku kogoś, kto wchodził w zorganizowane grupy przestępcze, które zwierały właśnie swoje szyki w drapieżnie kapitalistycznej, nowej Polsce. I choć Warszawa tamtych lat przypominała wówczas Queensbridge czy Compton – w wojnach gangów codziennie ginęli ludzie, betonowymi korytarzami ulic niosły się wybuchy bomb podkładanych pod samochodami i kantorami, a na osiedla spadały kolejne zrzuty brązowej heroiny i spida – to nikt przy zdrowych zmysłach nie podjąłby się opowiadania o tym w pierwszej osobie, wymachiwania procą w klipie i przypisywania sobie tych zasług.

Cały tekst Filipa Kalinowskiego znajdziecie w ósmym numerze newonce.paper. Poza nim, w pejperze przeczytacie m.in. o fenomenie platformy OnlyFans, o fascynującym transhumanizmie, wątkach afrofuturystycznych w muzyce elektronicznej oraz o tym, jak Oscary podchodzą do tematu mniejszości. Do tego wywiady: z duetem Sinjin Hawke i Zora Jones, z Aleksandrą Przegalińską, z połową Siksy - Alex Freiheit, czy z Wacławem Zimplem oraz zespołami Błoto i EABS.

A niebawem premierę będzie miał dziewiąty numer newonce.paper. Póki co nie zdradzamy szczegółów, ale o wszystkim dowiecie się już za chwileczkę, już za momencik.

Podziel się lub zapisz
Dziennikarz muzyczny, kompendium wiedzy na tematy wszelakie. Poza tym muzyk, słuchacz i pasjonat, który swoimi fascynacjami muzycznymi dzieli się na antenie newonce.radio w audycji ZA DALEKI ODLOT w co drugi czwartek od północy.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.