Jak przejęcie Activision Blizzard przez Microsoft wpłynie na branżę gier?

Zobacz również:Nie tylko Fortnite - oto wciągające gry battle royale, w które warto zagrać
blizzard microsoft ART.jpg

Nikt nie spodziewał się tego, że Crash Bandicoot będzie od teraz grał w przeciwnej drużynie.

W zeszłym roku Microsoft kupił ZeniMax Media za 7.5 miliardów dolarów. Głównym celem transakcji było pozyskanie Bethesdy, studia odpowiedzialnego m.in. za najnowsze wcielenia serii Fallout. Już ten ruch rozpalił wyobraźnię growego świata. Jedni cieszyli się ze względu na kiepską jakość ostatnich propozycji Bethesdy, licząc na to, że bat Microsoftu podziała motywująco. Inni w tym ruchu słusznie rozpoznali pęd do platformowej ekskluzywności i umocnienie pozycji na rynku.

I rzeczywiście, długo wyczekiwane RPG Bethesdy Starfield pojawi się wyłącznie na Xboxie. O ile rok 2021 dla Microsoftu stał pod znakiem dużego zakupu, o tyle dla Activision, wydawcy m.in. Call Of Duty, był to czas, w którym na jaw wyszły koszmarne praktyki firmy. Wszystko zaczęło się 20 lipca, kiedy kalifornijski Department of Fair Employment and Housing złożył pozew przeciwko Activision Blizzard. Z dokumentu wyłonił się ponury obraz systemowej dyskryminacji, wieloletniego umożliwiania i ukrywania przypadków molestowania seksualnego oraz gnębienia pracowniczek. Sprawa rozwijała się przez kilka miesięcy, opinia publiczna mogła poznać kolejne wstrząsające szczegóły. J. Allen Brack, szef Activision Blizzard zrezygnował, pracownicy i pracowniczki zaczęli organizować protesty, a z Overwatch i World of Warcraft usunięto nawiązania i postaci inspirowane prawdziwymi pracownikami, którzy, jak się okazało, byli sprawcami przemocy.

world of warcraft.jpg
kadr z gry "World of Warcraft Shadowlands"

CEO Activision, Bobby Kotick, musiał zejść ze swojego luksusowego jachtu i świecić oczami. Ceny akcji firmy poszybowały w dół, premiery nowych gier zostały przełożone, a przyszłość jednego z największych studiów i wydawców zaczęła się chybotać. Każdy tydzień przynosił nowe rewelacje – w Blizzardzie niszczono dokumenty z działu HR, Kotick chciał wykupić growe media, żeby sterować narracją wokół skandalu, zwodziło i zwalniało się pracowników i pracowniczki (jak np. w Rave Software), a nowa co-CEO Blizzarda Jen Oneal (zatrudniona dla poprawy wizerunku) zarabiała mniej niż mężczyzna na analogicznym stanowisku. Sprawa Activision Blizzard była kolejnym skandalem z toksycznym miejscem pracy i seksualnymi nadużyciami w branży gier – rok wcześniej mierzył się z tym Ubisoft. Podobnie jak twórcy Overwatch, poległ na każdym polu. Dzisiaj ma problemy ze znalezieniem rąk do pracy i wydawało się, że Activision Blizzard czeka ten sam los.

Deal dekady

Takiego początku 2022 nikt się w branży gier nie spodziewał. Kiedy gruchnęła wieść, że Microsoft kupił Activision za 68,7 miliardów dolarów, wielu przecierało oczy ze zdumienia. Tego typu deale to w branży IT żadne zaskoczenie, ale nagłość tego ruchu – i rozmiar pochłanianej przez Microsoft firmy – robią wrażenie. Dla giganta z Redmond to kolejne wzmocnienie gamingowej działalności, dla firmy Koticka koło ratunkowe. Bardzo często demonizowany – poniekąd słusznie – CEO oczywiście twierdzi, że pozew i skandal wokół długoletniego koszmaru pracowniczego nie miały żadnego wpływu na tę decyzję, ale to oczywiste pudrowanie prawdy. Tak czy owak, ten ruch to ogromne przetasowanie w branży gier. Artur Kurasiński z Revolver Interactive nazwał go dealem dekady.

Microsoft bardzo sprawnie i konsekwentnie wkracza w świat gier. Satya Nadella w 2014 roku (pierwszym roku swojego prezesowania) kupił Minecrafta za 2,5 miliarda dolarów. W 2021 ogłoszono przejęcie ZeniMax Media (kontrolujące Bethesda Studio czyli twórców między innymi Dooma, Fallouta i Wolfensteina) za 7.5 mld $. Obecnie kupuje Activision Blizzard za 68 mld $. Ktoś może powiedzieć szaleństwo, ale to jest cena absolutnie logiczna. Za taką kwotę MS zbuduje olbrzymią przewagę nad Sony (który nawet nie ma swojego odpowiednika game passa), pozostałymi studiami, jak i wkroczy w metaverse, bo wiadomo, że to właśnie gry będą pierwszymi punktami styku dla AR i VR. Czy 68 mld $ to dużo za studio gier? Nie, bo otrzymuje się w bonusie prawa do monetyzacji contentu, a te, jak pokazał Netflix czy Disney, mogą stać się super przewagą w globalnym wyścigu. Gry to content, który można wykorzystać na wiele sposobów – widzieliście „Arcane”, czyli serial animowany na podstawie gry „League of Legends”? To absolutny majstersztyk pod kątem animacji i scenariusza. Microsoft może zalać rynek setkami takich filmów i seriali. Śmiało konkurować z Disneyem pod kątem tego, kto posiada bardziej rozpoznawalne, globalne IP - mówi Kurasiński.

Dlaczego Sony musi wziąć się do roboty?

Naczelny Filmwebu Michał Walkiewicz, który w newonce.radio wraz z Lechem Podhaliczem prowadzi gamingową audycję Strzałką chodzisz, spacją skaczesz widzi przede wszystkim potencjalne korzyści dla osób sięgających po gry.

To dobra wiadomość dla graczy, bo jest to ruch zmuszający do zaktywizowania Sony, które chyba za bardzo przyzwyczaiło się do pozycji lidera, zwłaszcza, że wygrało poprzednią generację, sprzedając dwa razy więcej konsol niż Microsoft. To może się przełożyć na korzyści dla graczy, choćby pod względem jakości usług. Jakie to będzie miało długofalowe skutki dla branży, czas pokaże, bo wszystko będzie zależało od tego, na co przełożą się te akwizycje – mówię tu także o pozyskaniu Bethesdy.

n sane trilogy.jpg
kadr z gry "Crash Bandicoot. N.Sane Trilogy"

Zarówno Kurasiński, jak i Walkiewicz zwracają uwagę na znaczenie Game Passa, czyli abonamentowej usługi Microsoftu, która oferuje ogromny katalog gier w przystępnej opłacie co miesiąc.

Walkiewicz: Podstawową walutą przeliczeniową Microsoftu jest Game Pass (ostatnio to było ponad 25 milionów zakupionych usług, na PC i konsolach łącznie), natomiast Sony liczy sprzedane konsole. Poleganie na nich jest w tym momencie kłopotliwe, bo rynek jest dość wyposzczony. Są problemy z zakupem zarówno X Boxów Series X, jak i PlayStation 5, aczkolwiek Sony sprzedaje więcej konsol, tu nie ma żadnych wątpliwości. Drugą bronią w arsenale Sony są oczywiście tytuły ekskluzywne, które realizują określony model gamingu. To najczęściej gry action adventure, w półotwartych światach, w trzeciej osobie, z mocno uwydatnionym komponentem fabularnym. W tym roku to będą nowe odsłony serii God Of War i Horizon. To jest typ gier, którym Sony wygrało poprzednią generację. A moda na nie wciąż trwa, bo to jest związane z moszczeniem się gier w głównym obiegu popkultury. Cały czas mi się wydaje, że jeśli Microsoft nie będzie miał takich gier, to może mieć problem ze względu na to, jakie studia deweloperskie nabędzie. W tym momencie Microsoft ma pod swoją banderą takie marki, jak: Elder Scrolls, Fallout, DOOM, Warcraft, Overwatch, Diablo, czy – symbolicznie, bo to dawna maskotka Sony – Crash Bandicoot. Pytanie, czy te marki są w stanie automatycznie zapewnić sukces w wojnie konsol, bo zachodzi możliwość, że nie będą to tytuły ekskluzywne. Seria Call Of Duty może tu być dobrym miernikiem. Wydaje mi się, że z żadnego punktu widzenia poza symbolicznym, nie ma sensu, żeby ten tytuł nie był multiplatformowy. Zwłaszcza, że jest tytułem crossplay’owym i powinien się sprzedawać na jak największą liczbę sprzętów. Nie wydaje mi się, żeby Microsoft pozwolił sobie na taki ruch. Pole, na którym Microsoft może pokonać Sony, to sfera Game Passa. Na przykład będziemy mogli pograć na Game Passie w nowe Call Of Duty w dzień premiery w ramach abonamentu, a na konsoli Sony będziemy musieli zapłacić 369 złotych. To będzie punkt krytyczny i moment starcia, a nie tytuły ekskluzywne, czy czasowo ekskluzywne. Pytanie, czy Game Pass będzie wystarczający w kluczowym momencie. Jestem zdania, że nie ma znaczenia, kto wygra, bylebyśmy dostawali dobre gry. Taka sytuacja może zaktywizować wszystkie strony, żeby te gry były jak najlepsze.

Kwestia eksluzywności tytułów nie jest przesądzona, bo Activision jest wciąż uwiązane wieloletnimi umowami, czy to z Sony, czy z Nintendo. Nietrudno zgadnąć, że po ich wygaśnięciu czeka nas fala atrakcyjnych gier dostępnych wyłącznie na platformach Microsoftu, bo jak podkreśla Kurasiński: nie po to się kupuje firmę za 70 miliardów, żeby się nią dzielić z konkurencją. Pamiętajmy jednak, że microsoftowy Game Pass to również PC i komórki więc w bardzo dużo tytułów w posiadaniu koncernu z Redmond zagramy naprawdę na wielu platformach.

OK, Microsoft kupił Activision Blizzard. Ale co dalej?

Na długofalowe skutki robiących wrażenie zakupów Microsoftu musimy poczekać przynajmniej kilka lat. Na razie zareagował amerykański rząd i Federal Trade Commission, przebąkując nieśmiało o poprawieniu wytycznych co do tak dużych akwizycji. Nietrudno zauważyć, że korporacje – również te z branży rozrywkowej – w ostatnich lat przeprowadzają coraz większą koncentrację kapitału. Zaczęło się to jeszcze przed administracją Donalda Trumpa, która zupełnie ignorowała przepisy antytrustowe, pozwalając na swobodne akwizycje. Disney skupił połowę filmowego i telewizyjnego świata, obecnie Microsoft idzie podobnym torem zbrojeń. Jak zareaguje reszta rynku gier?

Microsoft CEO Nadella Attends the Future Decoded Tech Summit
CEO Microsoft Satya Nadella, fot. Samyukta Lakshmi/Bloomberg

Kurasiński: Życzeniowe plotki mówią o tym, że Sony powinno np. kupić Square, ale to chyba mrzonki. Na razie kurs Sony spadł o 13% i to jest chyba dobra odpowiedź, jak zareagował rynek. Sony myślało, że mając kilka gier na wyłączność, oraz przewagę pod kątem ilości sprzedanych konsol, będzie w stanie być na przodzie peletonu. Microsoft mając w małym palcu technologię chmurową, platformę Windows, a teraz olbrzymi katalog gier może z Xboksa (a raczej Game Passa) zrobić absolutnego lidera rynku. Activision wniosło 400 milionów aktywnych i płacących co miesiąc graczy (!), a gra toczy się o 3 miliardy osób, które grają na całym świecie. Ich nie przekona się grami na konsole, bo większość z nich spędza czas grając na PC, czy mobilnie. Microsoft ma bardzo dużą szansę stać się numerem jeden na świecie (obecnie jest za Tencentem i Sony) pod kątem produkcji gier.

Pomijając rynkowe analizy i wracając do wydarzeń, które stały się punktem zapłonowym całego dealu, warto postawić pytanie, czy dzięki przejęciu przez Microsoft poprawi się los osób pracujących dla Activision. Michał Walkiewicz wyraża taką nadzieję, sugerując, że to także szansa na PR-owe punkty dla giganta z Redmond, który posprząta w Activision. Chciałbym podzielać jego optymizm, ale Phil Spencer, szef Microsoft Gaming, zapytany o kwestię związków zawodowych w Activision tylko wzruszył ramionami. Nie mam zbyt wielkiego doświadczenia ze związkami zawodowymi. Będziemy rozmawiać o tym, jak najlepiej wzmocnić pracowników, bo to kluczowe w branży kreatywnej - powiedział.

Korpomowa zniesie wiele, ale od Spencera nie bije wielki entuzjazm w tej materii. To i tak poprawa względem Bobby’ego Koticka, który na niedawne spotkanie z pracującymi osobami przyszedł spóźniony i zupełnie zignorował pytania o poprawę warunków pracy i rozliczenie skandali z molestowaniem i mobbingiem. W wielu cyberpunkowych uniwersach istnieje koncept megakorporacji, bytów równoważnych wobec państw - a często nawet je zastępujących. Kto by pomyślał, że jednymi z pierwszych megakorporacji w naszej rzeczywistości będą Disney i Microsoft. Czy branża rozrywkowa będzie pierwsza do pogłębienia dystopii?

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Dziennikarz, muzyk, producent, DJ. Od lat pisze o muzyce i kulturze, tworzy barwne brzmienia o elektronicznym rodowodzie i sieje opinie niewyparzonym jęzorem. Prowadzi podcast „Draka Klimczaka”. Bezwstydny nerd, w toksycznym związku z miastem Wrocławiem.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.